Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 22 grudnia 2015

Rozdział 38

Rozdział 38
*Oczami Lau*
A potem zajęliśmy się sobą... Jak ja jeszcze wstawiałam zdobyte zdjęcia na twittera, Ross do mnie podszedł i zaczął całować z bardzo dużą czułością i oddaniem. Dobrze wiedziałam o co mu chodziło, sama tego chciałam. Ja przylgnęłam do ściany, a on naparł na mnie. Nasze pożądanie wciąż rosło. Naprawdę tego chcieliśmy. Ross zaczął iść ze mną w stronę łóżka. Potem role się odwróciły i ja pchnęłam go na pościel. Zaraz potem moja górna część ubrania (czytaj: bluzka) znalazła się na podłodze. To samo stało się z koszulką mojego narzeczonego. Marynarkę zdjął wcześniej. Przed chwilą Ross znowu przewrócił mnie na plecy i on był nade mną. Kolejna część mojego ubioru była na podłodze razem z jego 
(czytaj: spodnie). I nagle Ross się zatrzymał, gdy miał już zdejmować mój biustonosz. 
- Co jest? - zapytałam, nie ukrywając zdziwienia.
- C-czy ty napewno tego chcesz? - zapytał z niepewnością.
- Ross... Co to za pytanie? Pewnie, że chcę.- uśmiechnęłam się do niego. On szybko to odwzajemnił i przeszedł do wcześniej wykonywanego zadania. Po 2 minutach biustonosz leżał obok łóżka. Tym razem pierwsza zadziałałam ja i zdjęłam jego bokserki <różowe xD>, a on moje gatki. Potem chyba już wiecie co się działo... Może trwało to 2 godziny, może 3. Nie wiem było tak cudownie, że straciłam poczucie czasu.
*Rano*
Rano obudziłam się w wyśmienitym humorze. Po pierwsze przypomniałam sobie wczorajszą noc, a po drugie zobaczyłam przed moją twarzą uśmiechniętą twarz mojego wybranka.
- Witam, królewnę. - powiedział
- Witam królewicza - powiedziałam ze śmiechem. Jeszcze mocniej się do niego przysunęłam i przytuliłam.
- Jak po wczoraj - wyszeptał mi do ucha, całując włosy.
- Wspaniale, dziękuję - wyszeptałam, wtulając się w jego tors. 
- Nie masz za co. - i tutaj wyczułam, że się uśmiecha. Odsunęłam się lekko od niego, ale byłam naddal bardzo blisko Rossa. Niespodziewanie tak po prostu go pocałowałam. No chyba mogę nie??? Gdy skończyliśmy uśmiechnęliśmy się do siebie. 
- A może tak selfie na fejsbunia? - zapytał Ross sięgając po swojego iPhona i poruszając brwiami. Ja tylko głowę schowałam w poduszkę, śmiejąc się. 
- Ale ja jestem bez make-upu. - protestowałam, ale nie dała rady. Ross walnął nam chyba ze 20 zdjęć z czego chyba połowe wstawił na fejsbunia. Potem postanowiliśmy się czymś okryć i zejść na dół. Ja założyłam jakąś koszulkę Rossa, a on same bokserki. Tym razem czarne. Przyznam wyglądał w nich seksownie. Jeszcze jak przeczesał włosy... Mrrr....Ja się tak rozmarzyłam, że nie zauważyłam, że Ross wziął mnie na ręce i zbiegał po schodach. Odruchowo krzyknęłam, a on szybko zatkał mi buźkę. Potem w 10 minut przygotował śniadanie i zwialiśmy na górę, śmiejąc się w niebogłosy...
---------------------------------------------
Wreszcie napisany! :D Mam nadzieję, że się podoba... :)
#Rossiaczkowa
Macie tutaj Raurę <3

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 37

Rozdział 37
*Oczami Lau*
- CZY TY SE JAJA ZE MNIE ROBISZ!? - wydarł się na mnie Ell, ale ja postanowiła być sprytniejsza i udawać obojętną...
- Nie - powiedziałam bez entuzjazmu, gapiąc się w telefon i cały czas się do niego uśmiechając, ponieważ ciągle przybywało like i serduszek pod NA RAZIE dwoma filmikami. Znając mnie nagram jeszcze z 10 i porobię 150 zdjęć. Mądra ja! Jako że nie mam zamiaru dużo pić, a Lynch'owie się ochlają (oprócz Rossa) to będę miała niezłe materiały na portale i do gazet. Dobra wróćmy do naszej pokręconej imprezki.
- Czy ty się mnie boisz? - spytał podchodząc do mnie z niby "przeszywającym" spojrzeniem. Ja spojrzałam na niego z politowaniem. Patrzyliśmy się w swoje oczy gdzieś tak z 10 minut, aż Ell wymiękł. 
- Na nią nic nie działa! - załamał się biedaczek, wyrzucając ręce do góry. No mówi się trudno. Raz się żyje! 
- Nooo dooobra chodźcie grać w ta butelkę...- powiedziałam podskakując ( w miarę możliwości xD) radośnie. Oczywiście w tych podskokach wracałam do salonu... No to jak całe towarzystwo się ogarnęło i znów zasiedliśmy w kółku, Ell zakręcił. Pech chciał, żeby zatrzymało się na mnie... Pewnie Ell teraz wymyśli coś, żeby się na mnie odegrać... ale pewnie słabe to będzie...
- No to pytanie czy wyzwanie? - zapytał zacierając niecnie rączki, postanowiłam zaryzykować i wybrałam...
- Wyzwanie - odpowiedziałam pewna siebie.
- No dobrze... Napewno do tego zadania Ross będzie niezbędny...No to Laura tylko w koszulce Rossa, na jego plecach śpiewając Ruda tańczy jak szalona, a potem razem z ROssem będziesz darła się no ogólnie to nadal śpiewała tym razem Let's not be alone tonight przeleci się po centrum Los Angeles. - powiedział, a nam szczęka opadła.
- Okej. Ross dawaj koszulkę. -powiedziałam wyciągając rękę. - on zdjął z siebie koszulkę i dał mi ja poszłam do łazienki się przebrać i jak już wyszłam wyruszyliśmy do centrum Doszliśmy tam po 15 minutach. Centrum było strasznie zaludnione... Fuck! Będę miała przerąbane, ale no cóż raz się żyje. Wskoczyłam na Rossa i wyglądaliśmy tak:

- Awww.... - powiedziało rodzeństwo.
- No co? - zapytałam
- No słodko razem wyglądacie - powiedziała Rydel i uwaga przerwa i FLESZ! Oh no! Będzie nasze zdjęcie pewnie na twitterze, asku i facebooku! No normalnie super! Jeszcze sama je lajknę! A teraz uwaga uwaga zaczyna się przedstawienie... Wszystko poszło zgodnie z planem Ella. Niektórzy ludzie patrzyli na nas jak na głupków niektórzy robili serduszka w powietrzu, niektórzy to nagrywali a jeszcze inni zdjęcia robili. A na dodatek jeszcze reporterzy przyleźli, no zajebiście! Najlepsze i najsłodsze było to jak nagle lunął deszcz i Ross uciekał ze mną na barana do domu. Teraz to już wszyscy ludzie robili serduszka w powietrzu i się rozmarzali. Jak wpadliśmy do domu to Ross szybko postawił mnie na ziemi i zaczął całować, szedł ze mną tak, aż do ściany. Jak przylgnęłam do ściany coraz bardziej się rozkręcaliśmy. Po jakichś 10 minutach nam przerwano. Oczywiście banda oszołomów wpadła do domu... No cóż jednym słowem impreza już chwile potem trwała w najlepsze...
*2 godziny później*
My od pół godziny z Rossem siedzimy w pokoju i się całujemy, nie wiemy co się dzieje na dole, ale jako, że jesteśmy mądrzy, a przynajmniej na takich wyglądamy zeszliśmy na dół... To co tam zobaczyliśmy zwaliło nas z nóg. W salonie było totalne pobojowisko. Popcorn, chipsy i cukierki walały się po podłodze, ciasta i wszystkie alkohole wypite i zjedzone. Na szczęście nic nie wylało się na mó =j piękny dywanik... No cholera jasna! Zbiję tego Rocky'ego! Wylał czerwone wino na mój śliczny biały dywanik. Ja szybko podbiegłam do miejsca zdarzenia i zabezpieczyłąm plamę..... :D A opowiem wam co teraz robili członkowie rodzinki. Uwaga, uwaga proszę o werbel! Riker całował i "miział" się ze ścianą, Rydel gwałciła szafę, Rocky całował lampę, a Ell, który bawił się w Tarzana bujał się na żyrandolu... My jak najszybciej poszliśmy do sypialni i się tam zabarykadowaliśmy... Teraz zajęliśmy się sobą...
                  CDN.
---------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba :) Od razu informuję, że nie wiem kiedy wstawię następny rozdział

Pszczółka Maja oraz Gucio, smerfy, elfy i gumisie, Calineczka, małe misie, wszystkie ludki z dobranocki życzą wam przyjemniej nocki... no i ja oczywiście! :D
#Rossiaczkowa

niedziela, 29 listopada 2015

Urodzinki!

Słuchajcie! Dzisiaj urodziny Lau! <3 Życzmy jej wszystkiego najlepszego! Happy B-Day Lau! <3






#Rossiaczkowa

sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 36

Rozdział 36
*Oczami Laury*
Gdy kolesie odjechali my powróciliśmy do zabawy, ale oczywiście przed tym jak Rocky skończył swoje zadanie to ja to wrzuciłam to na instgrama, twittera i facebooka :))) No bo mądra ja to nagrywałam. Rocky'emu o tym nie powiedziałam, bo by... O!!! Nowe powiadomienia. Patrzę. Filmik Rocky'ego zdobył na Facebooku 13 000 000 like. WoW! Na twitterze 12 000 000 milionów gwiazdek... o! nowa gwiazdka. Na instagramie też to liknęły 13 000 000 miliony osób. No dobra więc gdy powróciliśmy do grania, kręcił Rocky... Wylosował Ell'a. 
- Pytanie czy Wyzwanie? - zapytał Rocky Ell'a.
- ummm..... wyzwanie! - powiedział pełen entuzjazmu. Nie wiem czy ten entuzjazm pozostanie na tej mordce, gdy Rocky wymyśli cos głupiego... Może też wymyślić cos w stylu: POCAŁUJ RYD! Ołł! Wtedy by się działo.... 
- No to Ellingtonie Lee Rattliff. - ocho, juz wiemy po tym zwróceniu, że Rocky szykuje cos poważniejszego. - Grzecznie i bez awantur, pocałujesz Delly przez 5 minut, a potem wsadzisz sboie głowę do kibla. 
- Że what!? - wydarł się Ratt.
- Mówiłem bez awantur... - załamał się biedaczyna uzmysłowiając sobie, że niby Ell jest głupi. No bo w pewnym sensie jest głupi... Dobra bo zbaczam z tematu... Jak to ja! Dobra już kończę. Jak Ell podchodził do Delly ja wyciągnęłam iPhona z kieszeni i włączyłam nagrywanie. Pocałunek był taki..... śliczny, delikatny. Tak mi sie przynajmniej wydawało... Ale najlepsze jest to, że całowali się 10 minut, a nie 5! 
- Ykhymmm... - odrząknęłam, a oni popatrzyli się na mnie zdziwieni, ja tylko wyrzuciłam ręce do góry. 
- Chodź już lepiej Ell do tej łazienki. - powiedziałam do wcześniej wspomnianego ktosia, wstawając podobnie jak reszta towarzystwa. Każdy chciał to zobaczyć. No bo wiadomo, że zobaczyć Ella wkładającego głowę do kibla to wielka sensacja, którą nagrywałam cały czas. 
- I poszło - powiedziałam na tyle cicho, że mysłałam, że nikt nie usłyszy... niestety nadzieja matka głupich...
- Co poszło? - zapytał Ell wyjmując głowę z kibla.
- Yyy.... poszło...m-moje zdjęcie. Tak! Poszło moje selfie. - powiedziałam mało przekonującą.
- Laura nie mów, że wstawiłas na wszelkie portale na których masz konto filmik z pocałunkiem i głową w kiblu. - zapytał czerwony ze złości Ellingon.
- Noo... wstawiłam a co? -zapytałam go jak głupia.
- TY SE JAJA ROBISZ!? 
---------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 35

Rozdział 35
* Oczami Lau *
- No jaaaa ...... Poszedłem do ............................... Taylora. - Wyznał wreszcie Riker
- CO !? - Vanessa, aż Się podniosła z siadu xD
- Mówiłem Ci Van, żebyś była opanowana.
- Jak ja mam Być opanowana, Jak dowiaduję Się, Ze Mój przyjaciel o Mało co nie nie polazł do mojego chłopaka, żeby .... no własnie żeby co !? -   . Zapytała podchodząc i mrużąc Oczy  . Wiedziałam, że może Być niebezpiecznie . BARDZO niebezpiecznie Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć, to jest jego sprawa dlaczego tam poszedł. Jeżeli tam szedł to znaczy ze miał jakieś powody, o których ty nie musisz wiedzieć, bo to jest jego sprawa, jasne?   
- Aha, czyli Wszyscy Się zwracają przeciwko Mnie, tak? Okej, to ja Spadam. Nie zostaję na żadnej imprezie. - Powiedziała wyszła í trzaskając Drzwiami.
- Dobra słuchajcie Nie przejmujcie Się Cala Sprawa, TYLKO zaczynamy imprezę! - Wydarłam Się, zrywając Się z Kolan Rossa.
- Kto Się zgadza? 
- My! -. Wszyscy Razem wydarliśmy Się Zaraz po Tym Ross włączył na fulla muzyke. Ryry byl DJ'em. Bawiliśmy Się świetnie. Kazdy tańczył z każdym. Ja Też zatańczyłam Z każdym, oczywiscie ALE najwięcej z Rossem. Potem przynieśliśmy szampana i tort. Kazdy byl pod Wielkim wrażeniem tortu. Jak powiedziałam im jeszcze kto ten tort zrobił, szczeny im opadły... Ciasto było wyśmienite. Rydla zakochała się w tym torciku, ponieważ było tam dużo różowego różowego  i WGL. wiec wiecie o co chodzi.... Każdy zjadł ciasto z wielką ochotą. Szampana Juz Nie było,a  kupiliśmy 4 Butelki, ale wiecie jak to z nami jest ... także potem postanowiliśmy Jeszcze potańczyć. Každý tańczył Już odważniej Bo Wiadomo byliśmy  PO alkoholu Trochę. Ja z Rossem nie piłam dużo. Ogólnie tego wieczory nie zamierzam się upijać nie wiadomo jak, myślę, że z Rossem jest tak samo, ale co do reszty to nie mam takiej pewności... No dobra przejdźmy wreszcie do Rzeczy :) GDY zaczęliśmy Grać w nie nie obyło bez wygłupów Się butelkę. Mądra ja wiedziałam Czym przekonać towarzystwo, abym ja Pierwsza kręciła butelka. Oczywiscie pewnie Się domyślacie, nie nie Jak to Wam powiem. Zagroziłam im, že Jak zrobią Coś głupiego zrobić wstawię na zdjęcie / filmik na instagrama, Facebook, i twitera. PO Tych słowach Rocky z przerażeniem w oczach oddał mil posłusznie buteleczkę po pepsi. Nie I stało się, zakręciła. Zatrzymało sie na Rocky'm.
- OL, tak OL jee! ol tak! - Zaczęłam tutaj wymachiwać rękami Jak głupia, ale  TYLKO przez chwile. Rocky sie załamał.
- Nie robić Rock'usiu. Wyjdziesz na ulicę w różowych bokserkach różowej koszulce ppkt na ramiączka ppkt i Mojej, staniesz na środku Ulicy i wydrzesz się "Kto chce Się ZE MNA zabawić?" kręcąc prz Tym Dupa - ja here wstawiłam Mój złowieszczy śmiech . 
Jak Rocky wyszedł na ulicę i zaczął Się drzeć, trwało do 10 Minut z oo przyjechała Policja. Już chciała zabrać Rocky'ego, ale zaczęłam im grozić,  a že to byly 18 letnie  niedoświadczone typki, SZYBKO zwiali.
CDN ...................

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 34

Rozdział 34
*Oczami Lau*
Gdy wpuściłam te bandę dzikusów i popatrzyłam po ich twarzach, wydawało mi się, że kogoś brakuję. No zaraz.... Rydel - jest, Ell - jest, Rocky - jest, RyRy - jest, Vanka - jest, Ja- jestem, Ross - jest... Nie ma Rikera! A dlaczego zaraz się dowiem...
- Uwaga! Uwaga! - no na szczęście zwrócili uwagę, teraz się zabawimy w żołnierzyki! - Baczność już! - wydarłam się. Jezu jestem aż taka straszna, że nawet Ross i Ryd stanęli w szeregu na baczność.  Okeeej. To zaczyna być dziwne.
- Yyyy.... Ross a ty po co stanąłeś w szeregu?
- Bo jesteś straszna! - powiedział i wzdrygnął się.
- Dobra to zaczynamy przesłuchanie. Zaczynamy po kolei. Rocky czy wiesz coś na temat Rikera?
- Nie. Ja jak wyszliśmy ze szpitala, to oni szli do domu, a ja z Ellem odbiłem w stronę centrum i poszliśmy do kina, potem na kręgielnie, na lody, do wesołego miasteczka i do domu. - odpowiedział na jednym wdechu po czym zasalutował (przyłożył dwa palce do czoła, stojąc na baczność - od aut.). Oj bała się dziecina...
- No dobrze - powiedziałam, mrużąc oczy. - No to Ella nie pytam. Ryd?
- J-ja b-byłam w sz-szpitalu a p-potem p-poszłam d-do d-domu i p-pomagałam sz-szykować s-się V-Vance. - powiedziała, już miała kontynuować, gdy jej na chwilę przerwałam.
- Spokojnie Rydel. Nie bój się mnie. No ja rozumiem chłopaki, ale ty? Kobito, weź mnie nie rozśmieszaj...- uśmiechnęłam się do niej ciepło, co odwzajemniła.
- No to kontynuuj.
- Ale jak szykowałam Vankę, Riker wpadł do pokoju zdyszany i tylko w biegu powiedział, że idzie coś załatwić z jakimś chłopakiem i że wróci za jakąś godzinę jak wszystko dobrze pójdzie.
- Cholera!
- Co jest Lau? - zapytał Ross
- Potem wam wytłumaczę, po prostu wiem gdzie idzie Riker i muszę go jak najszybciej powstrzymać.
- A gdzie idzie? - tylko tyle usłyszałam, nim wybiegłam do kuchni, żeby zadzwonić do Rikera. Na szczęście odebrał po 2 sygnałach.
*Rozmowa telefoniczna*
R: Halo?
L: Riker czy ty już do reszty ocipiałeś?
R: Ale dlaczego?
L; Oj już dobrze oboje wiemy, że poszedłeś do niego. 
R: Ale Lau, ja musiałem. Przecież wiesz, że chciałem dokopać temu gościowi i powiedzieć mu, żeby odwalił się od Vanessy.
L: Ja wiem Riker, ale uważam, że nie powinieneś... Dobra nie ważne. Gdzie teraz jesteś?
R: Wall Street 34, przecznicę od jego domu.
L: Riker mam to gdzies co sobie teraz myślisz, jaką masz wielką chęć dokopania temu gościowi, ale nie pozwolę ci na to... Mimo wszystko, że on mnie... no wiesz co... Wracaj do nas na imprezkę.
R: Ale...
L:  Żadnego ale. Wiesz do czego jestem zdolna. Specjalnie z twojego powodu robiłam na początku spotkania przesłuchanie. Wszyscy stali w rządku na baczność  i mi odpowiadali co wiedzą na temat twojego zniknięcia. Skumałam po tym co powiedziała mi Rydel. A teraz zawracaj i chodź do nas. To na razie.
R: Czekaj. Dziękuję. - mimo, że go nie słyszałam, wiedziałam, że się uśmiecha. 
L: Luuuzik... 
Gdy weszłam do salonu, zobaczyłam, że wszyscy siedzą w salonie i rozmawiają o tym  co się mogło stać z Rikerem.
- Ooo... Lau już jesteś. I co??? - zapytał Ross z ciekawością.
- Riker zaraz tu będzie i sam wam wszystko wytłumaczy. - chwilę pogadaliśmy i po jakichś 10 minutach ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Rydel chciała wstać, ale ją powstrzymałam.
- Ja mu muszę jeszcze coś powiedzieć, więc ja otworzę. Zerwałam się i w miarę możliwości pobiegłam do drzwi ( miałam 10 centymetrowe koturny! ). Gdy otworzyłam do drzwi zobaczyłam uśmiechniętego Rikera.
- Siemka. No i taki masz być. Nie przejmować się tym co było i co będzie, a żyć tym co jest teraz. - powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam.
- Dziękuję, za wszystko. - gdy wszedł mocno mnie przytulił.
- Nie ma za co, a teraz chodź do reszty. - powiedziałam i pociągnęłam go do reszty. Gdy weszliśmy do salonu, Riker usiadł sobie na wolnym miejscu, a ja znowu na kolanach Rossa.  Wszyscy się przywitali z Rikiem i zaczęły sie pytania.
- Riker mógłbyś nam wyjaśnić gdzie poszedłeś??? - zapytała Vanessa, nie ukrywając zdziwienia.
- No dobrze, tylko Van błagam cię panuj nas sobą po tym co ci powiem. - ta tylko kiwnęła głową i Riker zaczął mówić, przynajmniej taki miał zamiar.
- No to..... poszedłem do.........
                                                                CDN.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Co raz bardziej zaczynają podobać mi się moje rozdziały i nie pomyślcie, że sie chwalę czy coś. Po prostu czuję wenę i piszę! :* :) Błagam motywujcie mnie komentarzami i wejściami na bloga! :* Kocham was! <3
#Rossiaczkowa

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 33

Rozdział 33
Na  całe szczęście obudziłam się niedługo po tym jak zemdlałam. Tak przynajmniej mi się wydaje. Byłam tak zmęczona, że powieki same mi się zamykały. Jak otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w naszej sypialni i panuje w niej półmrok. Chwilę później drzwi sę lekko otworzyły, a przez nie wleciał piękny zapach naleśników z bitą śmietana, owocami i nutellą. Mniam! Wraz z tacą naleśników pojawiła się słodka blond włosa czupryna ze słodką twarzyczką, na której widniały wielki czekoladowe oczy. Tak macie racje to był Ross. od razu zrobiło mi się lepiej na sercu, a samopoczucie poprawiło. 
- Wita śpiącą królewnę - powiedział Ross wchodząc do pokoju i zapalając świateło. Jasne promienie światła zaślepiły moje oczka. Na szczęście mój narzeczony (jak to pięknie brzmi...) szybko temu zaradził. Stanął przede mną z tacą pełną przepysznych naleśników. A skąd wiem, że pysznych? Bo mój narzeczony gotuje same prepyszne rzeczy, a zwłaszcza naleśniki. Więc morał z tego taki, że trzeba go wykorzystywać...
- Kocham Cię!- krzynęłam, zerwałam się z łóżka i mocno przytuliłam Rossa. 
- Wiem kochanie. - i śmiech
- W ogóle to ile miałam godzin nieprzytomności? - zapytałam z niemałą ciekawością, ponieważ trzeba jeszcze wszystko przygotować na tą zapowiedzianą imprezkę z okazji trasy koncertowej R5. 
- Spokojnie Lau.  o było gdzieś tak z 4 godziny- Powiedział ZE stoickim spokojem Ross. 
- Która jest Teraz?
- Ummm... 18.00
- Ołłł ... to ja lecę do kuchni przygotowywać imprezkę. - już chciałam wychodzić ale zatrzymała mnie ręka Rossa. Spojrzałam na niego pytająco.
- Nie musisz. - powiedział z szerokim uśmiechem. Ja wybuchłam śmiechem.
- To co ty catering zamówiłeś??? -  zapytałam się pomiędzy napadami śmiechu.
- Nie ja wszystko zrobiłem. - odpowiedział dumnie wyprężając pierś. I w tym momencie serce mi stanęło. Że Ross on upiek 2 ciasta + 2 paczki babeczek. nie stłuk żadnej miski przy rozkładaniu chipsów, żelków i cukierków!? Nie podpalił kuchni!?
- Matko. Naprawdę? Musze to zobaczyć, ale zanim zejde na dół niestety muszę cię zasmucić. Nie zrobiłeś tortu, więc sie nie pomiziamy. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Jesteś pewna, że nie zrobiłem tortu??? - zapytał Ross unosząc jedną brew.
- Jestem pewna. - odpowiedziałam pewna, że Ross nie dokonałbyczegoś takiego.
- No to chodź.- i tutaj zaciągnął mnie za rękę do kuchni. Jak zobaczyłam tort szczęka mi opadła. Buzia w kształcie literki "o", oczy jak 5 złoty, a ręce swobodnie sobie zwisają wzdłuż pasa. Przed mną widniał tak piękny obraz: (tort ---> link)
- Jezuuu. - złapałam się za głowę, gdyż ujrzałam salon udekorowany na imprezkę. Cały w serpentynach i balonach. Na stole przeróżne przekąski, światło zgaszone, napoje pod ścianą. Muzyka włączona, ale przyciszona.
- WoW! Jesteś wielki!  Dziękuję. - powiedziałam i mocno przytuliłam się do Rossa. Potem jeszcze go pocałowałam.
- Ale jednego nie rozumiem. Dlaczego mi dziękujesz?
- Dziękuję ci dlatego, że nie musiałam robić tego wszystkiego.
- Nie ma za co. 
- No to teraz mamy 2 godziny wolnego. - to już Ross wymruczał, całując moją szyję.
- O nie kochany tak nie będzie.  - powiedziałam, odpychając go lekko od siebie.
- Ale dlaczego? - załamał ręce i z mina zbitego psiaka patrzył się na mnie tymi wielkimi ślepiami.
- Bo najpierw..... - i tu mi zabrakło pomysłu... mądra ja! - O wiem! Mam pomysł! Najpierw porozwieszamy nasze zdjęcia w sypialni.- gdy to powiedziałam, nie zobaczyłam wielkiego entuzjazmu na twarzy Rossa. Uhhh... Trudny charakter.
- Charakterek to ty masz. No to... potem jak skończymy, a skończymy na pewno w przeciągu godziny to się pomiziamy, okej? - zapytałam z nadzieją w głosie unosząc brwi.
- Nooo.... dobraaa...- odpowiedział mi z zadziornym uśmieszkiem.
*Godzinę później)
Po tym jak skończyliśmy zawieszać zdjęcia. Postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybraliśmy komedię. My niestety nie byliśmy za bradzo zainteresowani filmem chociaż był śmieszny. Pragnęliśmy się do siebie zbliżyć. I wszystko poszło po naszej myśli. Po 15 minutach film (Kac Vegas - polecam!!! można się pośmiać - od. aut.) zszedł na drugi plan, ponieważ Ross znowu zaczął mnie rozpraszać, swoimi pieszczotami. Zaczął całować moją szyję.  W całości oddając się Rossowi i jego pieszczotą zamknęłam oczy i jeszcze mocniej przytuliłam się do niego. Potem zaczęliśmy się całować. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Po chwili poczułam jak Ross rozdziela nasze usta językiem. Bla, bla, bla... Po co opowiadać jak w kółko to samo było??? No cóż po skończonym pieszczotach czyli jakieś pół godziny przed imprezą, poszlismy się przygotować. Ja wyglądałam tak:


A Ross, założył czarne rurki, białą koszulkę z krótkim rękawem i na to czarną marynarkę. Wyglądał zabójczo przystojnie.
- Wyglądasz ślicznie Lau. - powiedział podchodząc, do mnie, łapiąc mnie w pasie i przyciągając do siebie. Tak tylko wspomnę, że byliśmy na środku korytarza na 1 piętrze.
- Ty też wyglądasz niczego sobie. - po tych słowach Ross położył jedną rekę na moich plecach, tak że przylgnęła do niego całym ciałem, a drugą pozostawił na biodrze. Ja oplotłam swoje ręce na jego szyi. Całowaliśmy się może z 10 minut z jedną przerwą. Potem nam niegrzecznie i drastycznie przerwano. Juz zadzwonił dzwonek do drzwi. Ja z myślami typu: ciekawe co będzie jutro, oj będzie sie działo, ciekawe jak będziemy się bawić, ciekawe czy zagramy w butelkę, nie to głupia myśl bo na pewno zgramy w butelkę.  I tak otworzyłam drzwi, za którymi ujrzałam calutkie rodzeństwo Lynch (oprócz Rikera, ale z Ellem)
--------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba :)
#Rossiaczkowa

wtorek, 3 listopada 2015

Kochani!

Dziękuję wam bardzo za wczorajsze 118 wyświetleń bloga! :* Rozdział już dzisiaj :)
#Rossiaczkowa

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 32

         5 komentarzy = next!
Rozdział 31
*Oczami Laury *
Otworzyłam drzwi, a przed nimi stał Rocky, który stał z wielkim koszykiem - wózkiem sklepowym całym wypakowany po brzegi żelkami i chipsami. Jak widziałam, że Rocky chce wjechać przyparłam szybko do ściany, ciężko oddychając. On za to postawił wózek na środku salonu i jak petarda, zamknął drzwi na 4 spusty.
- Boże Rocky! CZY Nawet my własnym domu nie nie mozna Mieć Trochę prywatności !? - Wydarłam Się na niego, wyrzucając Ręce do góry. On: od razu mial Oczy JAK 5 złotych. - Dobra. Huj z Tym. Co się stało? I co Robi Wielki wózek ZE sklepu w naszym domu, Przepraszam bardzo !? 
- No bo ja tak BARDZO chciałem Żelki, a Delly nie chciała mi dac kasy na moje żelunie, bo uważa że za dużo ich jem. Ja Też nie jestem za bogaty, bo Wszystko na Żelki i chipsy wydaję. Wiec mądry ja ukradłem to wszystko! - odrzekł i wyprężył dumnie pierś.
- Rocky, Jakim ty jestes piep ****** debilem! - Wydarł sie na cale Los Angles, Ross.
-Jest tylko Jeden mały problemik Jeszcze ... - zaczął Rocky patrząc na nas ślepiami, Które "Miały, no wlasnie Miały nas zaczarować niestety ... TYLKO Ross, ma TAKIE Szczęście, ZE TYLKO on potrafi Mnie zaczarować swoimi ślepkami Dobra.. , bo zbaczam z tematu.
- No jaki!? - wydarł się zdenerwowany Ross.
- Policja mnie ściga...- powiedział, niemal wyszeptał Rocky z miną zbitego psiaka.
- Że what!?  - wydarłam się na cały dom, wtedy kiedy dzwonek zadzwonił do drzwi. Chciałam si na kimś wyżyć, a nie chciałam żeby był to Ross ani Rocky. Padło na policjanta... Jednym zamaszystym ruchem otworzyłam wkurzona drzwi.
- Dzień dobry. Jestem poli ... - zaczął mówić bezbarwnym, wypranym z emocji i znudzonym głosem policjant.
- Wiem kim pan jest!- Warknęłam wkurzona. 
- Ok. Czy jest tutaj niejaki...- tutaj też nie dokończył bo znowu mu przerwałam.
- Nie ma go TUTAJ, Teraz PROSZĘ przestać go ścigać, wypchaj się tą kasą i spadaj z mojego domu. - wydarłam, się na oszołomionego policjanta i prosto przed oczyma jak 5 złoty, zamknęłam mu drzwi. Z tego wszystkiego, zakręciło mi się w głowie. Moje powieki zaczęły same opadać. Już miałam zderzyć się z ziemią, gdy poczułam silne ramiona. Ross. Ostatnie słowo, które słyszałam : Laura. Oj, za dużo teraz mdleję...
---------------------------------------------
Krotki, ale jest;) :) Mam Nadzieje, Ze Się podoba. :)
#Rossiaczkowa

sobota, 31 października 2015

Rozdział 31

Rozdział 31
*Oczami Laury*
Właśnie chodziliśmy po sklepie szukając różnych pierdół na imprezę. Kupiliśmy już: napoje procentowe, gazowane i dużo wody mineralnej,chipsy, popcorn, chrupki, paluszki, cukierki, 3 paczki babeczek, 2 ciasta, balony, serpentyny  i słomki. Właśnie podchodziliśmy do kasy, gdy nagle spojrzała
na nas sprzedawczyni.
- Dzień dobry. - powiedziałam z uśmiechem.
- Dzień dobry. Czekajcie ja was skądś kojarzę.
- Austin & Ally? - zapytał Ross.
- No faktycznie, moje dziecko ciągle ogląda ten serial. Sama się nim zainteresowałam. Mogę wasze autografy?
- Pewnie. - podpisaliśmy się na jakiejś kartce, ale jak zapłaciliśmy i już mieliśmy odchodzić, kasjerka nas zaczepiła.
- A czy to prawda, że będziecie brać ślub? - i w tym momencie nas zatkało. Ross okazał się bardziej odważny i pierwszy się otrząsnął. 
- Tak, a teraz do widzenia. - odpowiedział, złapał mnie za rękę i wyszliśmy na parking.
Gdy podjechaliśmy pod dom to oczywiście mądra ja zaczęłam w drodze myśleć, jakie to ja mam piękne życie. Mam narzeczonego, własny dom, rodzinę, za niedługo biorę ślub. Tak się zapatrzyłam, że nie ogarnęłam, że już jesteśmy pod domkiem. Ross jak gentelman (czytaj: dżentelmen)otworzył mi drzwi, a ja jak głupia dalej siedziałam w samochodzie xD Dopiero jak Ross lekko cmoknął mnie w usta się "wybudziłam" z transu. 
- Oj Lau, o czym tak słońce myślisz, co? - zapytał ze śmiechem Ross, jak wyjmowaliśmy zakupy.
- O moim życiu. - odparłam bez zastanowienia.
- Ale, że jest złe czy co? - zapytał, jak stawialiśmy już zakupy na blacie. Ja się rozebrałam z płaszczyka i poszłam do kuchni.
- Nie Ross. Właśnie chodzi o to, że lepszego życia nie mogłam sobie wymarzyć. Mam prawdziwą rodzinę, mieszkam z narzeczonym, za kilkanaście miesięcy będę miała ślub, nic więcej mi od życia nie potrzeba. No ewentualnie dzieci. - odpowiedziałam mu z lekkim uśmiechem. Przez chwilę mówiąc to patrzyłam mu w oczy, ale po mojej odpowiedzi, on zmniejszył dzielącą nas odległość tak, że ja opierałam się o ścianę. 
- Kocham Cię. Uwierz mi, że ze mną jest tak samo. - odpowiedział i już miał mnie pocałować, gdy wyszeptał jeszcze tuż przy moich ustach.
- A gromadkę dzieci ci obiecuję - ja się tylko zaśmiałam, chciałam mu odpowiedzieć, ale pokusa zasmakowania jego ust była bardziej zadowalająca. Nie zastanawiając się wpiłam się w jego usta. On z ochotą oddawał pocałunki. Niestety musiałam przerwać tą chwilę, ponieważ nie zdążyłabym upiec ciasta na imprezkę. Więc odkleiłam się od Rossa, ale nie chciał mnie przepuścić. Znowu zaczął mnie całować, a ja szykując się do odepchnięcia go, położyłam swoje dwie ręce na jego torsie, a on przewidując moje posunięcie złapał mnie za uda podniósł, a ja oplotłam swoje nogi wokół jego pasa. Było cudownie, do chwili kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zeskoczyłam z uśmiechem z Rossa i pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je a przede mną stał...
-------------------------------------------------------------------
Wiem że głupi ale nad następnym bardziej się postaram :)
#Rossiaczkowa

DZIĘKUJĘ!

Kochani, dziękuję za dzisiejsze 56 wyświetleń bloga :)))) Rozdział 31 za chwilkę, a rozdział 32 prawdopodobnie jutro :)
#Rossiaczkowa
PS Dobrej nocki i udanego Halloween :)))

Rozdział 30

Rozdział 30
*Oczami Lau*
(...) Z sali wyszedł uśmiechnięty lekarz. Każdy szykował się na najgorsze. Ale jedna rzecz był dziwna dlaczego lekarz był uśmiechnięty? Czy lekarze powinni się cieszyć z czyjegoś nieszczęścia? Chyba nie. Zatem to pozostawało zagadką.
- Słuchajcie dzieciaki! To cud! Oni... - i oczywiście musiał wprowadzić to swoje napięcie przez "burzą". - ...się wybudzili! Niestety, a może stety. Nad ich łóżkami były paralizatory. Były one połączone jednym kablem. Pielęgniarka przez przypadek pociągnęła ten łączący je kabel w gabinecie i obydwa paralizatory spadły na Pana Lyncha i Panią Marano. Takim sposobem się wybudzili. Przeprowadziliśmy wszelkie potrzebne badanie kontrolne. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kości się zrosły, a rany zagoiły. Myślę, że jak przez najbliższe dwie godziny będzie wszystko dobrze panna Marano i pan Lynch będą mogli wyjść ze szpitala. A i jeszcze jedna rzecz, proszę na razie nie wchodzić do pacjentów bo muszą odpoczywać. Zobaczycie się z nimi dopiero jak będą wychodzić ze szpitala, dobrze? - dopiero,gdy wszyscy pokiwali zgodnie głowami, odszedł do swojego gabinetu. I wtem udało się usłyszeć głośny pisk 2 dziewczyn. Rydel i mój. Tak się cieszyłam, że wreszcie się wybudzili. Z tej radości przytuliłam Rossa z całych sił, a identycznie zrobiła Rydel, która normalnie latała z radości. 
- Laura..... kochanie..... wie...sz....że cię......kocham.... ale le...kko.... mnie.......przyyy.....dddu....szszasz.
- Ojć przepraszam. - powiedziałam zakłopotana, uśmiechnęłam się słodko i cmoknęłam czerwonego, próbującego złapać powietrze Rossa w policzek.
- Aż trudno uwierzyć, że w takiej małej kruszynce kryje się tyle siły. - pokręcił głową niedowierzający Rocky.
- Nie przeginaj. - powiedziałam wrogo. Ale jak teraz byłabym w jakiejś głupiej kreskówce dla małych dzieci, nad głową zapaliłaby mi się żółta duuuuża żarówka.
- W sumie nie gniewam się Rocky. - powiedziałam normalnie i wzruszyłam ramionami. - Może uczcimy to, że znowu nie jestem na ciebie zła i ci wybaczyłam co? - zapytałam mojego przyszłego szwagra, który stał dosłownie kilkanaście centymetrów przede mną. Dla ulepszenia stałam z chytrym uśmieszkiem i zacnie zacierałam rączki jak Dundersztyc. Rocky miał oczy jak 5 złoty i stał wryty. To mi tylko ułatwiło zadanie. Podbiegłam do Rocky'ego i złapałam go w pasie. Uścisnęłam do tak mocno, ze po 10 sekundach nie mógł oddychać. Staliśmy już tak z 5 minut ten nie mógł oddychać. Nagle ktoś złapał mnie za biodra przyciągając do siebie. Najprawdopodobniej był to Ross.
- Spokojnie Lau, bo mi brata udusisz. - powiedział i wskazał na Rocky'ego siedzącego na ziemi, trzymającego się za brzuch całego sinego na twarzy i do tego nie mógł złapać powietrza. Ja tylko wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Przez 10 minut bezczynnego siedzenia i milczenia zastanawiałam się co można by tu porobić. Postanowiłam, że upiekę jakieś ciasta czy babeczki, albo to i to. To co mi wpadnie w ręce w sklepie. Tak to będzie dobry pomysł. Jeszcze dodatkowo może wezmę Rossa i kupimy coś na imprezę. I z takimi myślami poderwałam się z krzesła, a że trzymałam Rossa za rękę to go pociągnęłam za sobą. On się prawie wywalił, ale co tam.
- Uwaga uwaga! Postanowiłam, że z okazji tego, że Van i Rik, niedługo wyjdą ze szpitala, upiekę jakieś ciasto czy coś w tym stylu. - na te słowa oczywiście Rossowi, Rockiemu i Ellowi zaświeciły się oczy. Od razu padłi na kolana i ciągle mówić, a raczej się przekrzykując mówili :"Kocham Cię!". To wyglądało co najmniej jakby trzech facetów klęczało mi u stóp uniemożliwiając mi chodzenie, czy ruszenie się, i każdy z nich mnie przekonywał, żebym wybrała jego. Life is brutal! Na szczęście po 5 minutach kazałam im wstać bo narobili by jeszcze większego pośmiewiska. 
- I nie dokończyłam. Rocky mówił o jakiejś imprezie. Więc zrobimy ją u nas, a teraz wy poczekajcie na wypis Rikera i Vanessy i odprowadźcie ich do waszego domu, niech się przebiorą i umyją czy co tam jeszcze. Potem im wszystko wytłumaczcie i powiedzcie i przyjdźcie do nas. My w tym czasie kupimy wszystko co potrzebne i przygotujemy dom, a teraz bye! - zakończyłam swój monolog i pociągnęłam Rossa do windy. Oj to będzie ciekawa imprezka! 
--------------------------------------------------------------------
A no właśnie, przepraszam jeszcze za to, że w zapowiedzi trochę przyśpieszyłam i nie ma wszystkiego w tym rozdziale, ale to wszystko pojawi się w następnych ;)
#Rossiaczkowa

piątek, 23 października 2015

Hej kochani!

OGROMNA PROŚBA!
ANKIETA - głosujcie!
To czy zagłosujecie wiąże się z tym jak szybko będę dodawała i miała pomysły na rozdziały.
To czy Maia zaszkodzi albo nie jest priorytetem do kolejnych rozdziałów. Jest to dla mnie bardzo ważne i mam nadzieję że mnie wesprzecie <3 
#Rossiaczkowa

niedziela, 18 października 2015

sobota, 17 października 2015

Kochani!

Witajcie kochani! 
Jest mi strasznie smutno, że rozdziały komentuje tylko jedna osoba, a wyświetleń bloga jest 855 :(
Proszę komentujcie, ponieważ im jest mniej wyświetleń i komentarzy coraz częściej myślę o zawieszeniu lub usunięciu bloga :(
#Rossiaczkowa

piątek, 16 października 2015

Rozdział 29

Rozdział 29
*Oczami Lau (Lau będzie baaaaardzo często, znaczy jej oczami xD)
(...) My ciągle siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nagle na korytarz wbiegł, raczej wleciał zdyszany RyRy. Ja od razu odwróciłam głowę w jego stronę. Wydawał się być naraz i szczęśliwy, radosny, przygnębiony, zmęczony i ożywiony.
- Słuuu....( zadyszka xD) chajcie! Ja jako meeneeger R5 załatwiłem wam.... - i ta chwila napięcia!
- ... TRASĘ KONCERTOWĄ! - wydarł się i uśmiechną się szeroko. Nam wszystkim tez od razu polepszył humor. Wszyscy rzucili się (i to dosłownie, aż się przewrócił!) na Rylanda. 
- I dodatkowo załatwiłem jedno wolne miejsce dla Lau! Bo wiem jak ty z Rossem przeżywalibyście tą roczną rozłąkę bla, bla bla... Tak wiem to takie słodkie, bla, bla, bla...że aż się porzygam! - zaśmiał się tak jak każdy z nas z jego słów. Ja odruchowo pisnęłam i mocno przytuliłam RyRy'ego.
- Aaaaaaaaaaaaaa! Kocham Cię! - ten już się prawie dusił.
- Ej! A to nie mnie kochasz? - wtrącił się Ross z udawanym oburzeniem.
- Boże! Ross jaki ty jesteś głupi! - zaśmiałam się zbierając się z podłogi.
- Ale za to jaki słodki. - powiedział i wyprężył dumnie pierś. Ja się zaśmiałam, cmoknęłam go szybko w usta.
- No jesteś, jesteś... - szepnęłam uśmiechając sie lekko. Tak bardzo się ciesze, że R5 jedzie w trasę koncertową, a ja z nimi. Na pewno będziemy się świetnie bawić. Pozwiedzamy trochę świata, m. in.: Polska, Francja, Portugalia, Hiszpania, Niemcy, Ukraina, Wielka Brytania i Kalifornia, a potem do domku! :)Już nie mogę się doczekać. Ryland właśnie nam teraz tłumaczył wszystko na temat trasy i dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy. Ja mam wstępy wszędzie. Za kulisy, na scenę i do pokoju R5 tak jak do garderoby. Na każdym koncercie będę stała z RyRy'm za kurtyną i obserwowała Lynch'ów zza kulis. Po każdym koncercie mamy czas wolny. Jak Ryland miał zaczął tłumaczyć ostatnią rzecz, nagle zza drzwi sali Rikera i Vanessy dało się usłyszeć długie i przeraźliwe pikanie. Pikało na zmianę. Z sali jak torpeda wyleciała pielęgniarka i pognała do pokoju lekarskiego. Po jakiś 2 minutach, pielęgniarka znowu wyleciała jak torpeda, ale tym razem z lekarzem. Pognali do Rika i Van, a ja ze łzami w oczach przykleiłam twarz do szyby. Ross przytulił mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego i wtuliłam się mocno w mojego pluszowego misia. Nie chciałam patrzeć jak oni...oni...... nie nie jestem w stanie tego powiedzieć. Widziałam, jak odłączali wszystkie rurki i przyrządy. 
- Lau - to Ross wiedziałam. - Lau.
- Już po wszystkim?- Ross nie zdążył mi odpowiedzieć, a z sali wyszedł uśmiechnięty lekarz.
- Słuchajcie dzieciaki. To cud! Oni...
--------------------------------------------------------------------
CDN.
Mam nadzieję, ze się podoba. Chyba wiecie co się stanie w nastepnym rozdziale. Można się domyślić. Pozdrawiam z łóżeczka ;) 
#Rossiaczkowa