Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 33

Rozdział 33
Na  całe szczęście obudziłam się niedługo po tym jak zemdlałam. Tak przynajmniej mi się wydaje. Byłam tak zmęczona, że powieki same mi się zamykały. Jak otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w naszej sypialni i panuje w niej półmrok. Chwilę później drzwi sę lekko otworzyły, a przez nie wleciał piękny zapach naleśników z bitą śmietana, owocami i nutellą. Mniam! Wraz z tacą naleśników pojawiła się słodka blond włosa czupryna ze słodką twarzyczką, na której widniały wielki czekoladowe oczy. Tak macie racje to był Ross. od razu zrobiło mi się lepiej na sercu, a samopoczucie poprawiło. 
- Wita śpiącą królewnę - powiedział Ross wchodząc do pokoju i zapalając świateło. Jasne promienie światła zaślepiły moje oczka. Na szczęście mój narzeczony (jak to pięknie brzmi...) szybko temu zaradził. Stanął przede mną z tacą pełną przepysznych naleśników. A skąd wiem, że pysznych? Bo mój narzeczony gotuje same prepyszne rzeczy, a zwłaszcza naleśniki. Więc morał z tego taki, że trzeba go wykorzystywać...
- Kocham Cię!- krzynęłam, zerwałam się z łóżka i mocno przytuliłam Rossa. 
- Wiem kochanie. - i śmiech
- W ogóle to ile miałam godzin nieprzytomności? - zapytałam z niemałą ciekawością, ponieważ trzeba jeszcze wszystko przygotować na tą zapowiedzianą imprezkę z okazji trasy koncertowej R5. 
- Spokojnie Lau.  o było gdzieś tak z 4 godziny- Powiedział ZE stoickim spokojem Ross. 
- Która jest Teraz?
- Ummm... 18.00
- Ołłł ... to ja lecę do kuchni przygotowywać imprezkę. - już chciałam wychodzić ale zatrzymała mnie ręka Rossa. Spojrzałam na niego pytająco.
- Nie musisz. - powiedział z szerokim uśmiechem. Ja wybuchłam śmiechem.
- To co ty catering zamówiłeś??? -  zapytałam się pomiędzy napadami śmiechu.
- Nie ja wszystko zrobiłem. - odpowiedział dumnie wyprężając pierś. I w tym momencie serce mi stanęło. Że Ross on upiek 2 ciasta + 2 paczki babeczek. nie stłuk żadnej miski przy rozkładaniu chipsów, żelków i cukierków!? Nie podpalił kuchni!?
- Matko. Naprawdę? Musze to zobaczyć, ale zanim zejde na dół niestety muszę cię zasmucić. Nie zrobiłeś tortu, więc sie nie pomiziamy. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Jesteś pewna, że nie zrobiłem tortu??? - zapytał Ross unosząc jedną brew.
- Jestem pewna. - odpowiedziałam pewna, że Ross nie dokonałbyczegoś takiego.
- No to chodź.- i tutaj zaciągnął mnie za rękę do kuchni. Jak zobaczyłam tort szczęka mi opadła. Buzia w kształcie literki "o", oczy jak 5 złoty, a ręce swobodnie sobie zwisają wzdłuż pasa. Przed mną widniał tak piękny obraz: (tort ---> link)
- Jezuuu. - złapałam się za głowę, gdyż ujrzałam salon udekorowany na imprezkę. Cały w serpentynach i balonach. Na stole przeróżne przekąski, światło zgaszone, napoje pod ścianą. Muzyka włączona, ale przyciszona.
- WoW! Jesteś wielki!  Dziękuję. - powiedziałam i mocno przytuliłam się do Rossa. Potem jeszcze go pocałowałam.
- Ale jednego nie rozumiem. Dlaczego mi dziękujesz?
- Dziękuję ci dlatego, że nie musiałam robić tego wszystkiego.
- Nie ma za co. 
- No to teraz mamy 2 godziny wolnego. - to już Ross wymruczał, całując moją szyję.
- O nie kochany tak nie będzie.  - powiedziałam, odpychając go lekko od siebie.
- Ale dlaczego? - załamał ręce i z mina zbitego psiaka patrzył się na mnie tymi wielkimi ślepiami.
- Bo najpierw..... - i tu mi zabrakło pomysłu... mądra ja! - O wiem! Mam pomysł! Najpierw porozwieszamy nasze zdjęcia w sypialni.- gdy to powiedziałam, nie zobaczyłam wielkiego entuzjazmu na twarzy Rossa. Uhhh... Trudny charakter.
- Charakterek to ty masz. No to... potem jak skończymy, a skończymy na pewno w przeciągu godziny to się pomiziamy, okej? - zapytałam z nadzieją w głosie unosząc brwi.
- Nooo.... dobraaa...- odpowiedział mi z zadziornym uśmieszkiem.
*Godzinę później)
Po tym jak skończyliśmy zawieszać zdjęcia. Postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybraliśmy komedię. My niestety nie byliśmy za bradzo zainteresowani filmem chociaż był śmieszny. Pragnęliśmy się do siebie zbliżyć. I wszystko poszło po naszej myśli. Po 15 minutach film (Kac Vegas - polecam!!! można się pośmiać - od. aut.) zszedł na drugi plan, ponieważ Ross znowu zaczął mnie rozpraszać, swoimi pieszczotami. Zaczął całować moją szyję.  W całości oddając się Rossowi i jego pieszczotą zamknęłam oczy i jeszcze mocniej przytuliłam się do niego. Potem zaczęliśmy się całować. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Po chwili poczułam jak Ross rozdziela nasze usta językiem. Bla, bla, bla... Po co opowiadać jak w kółko to samo było??? No cóż po skończonym pieszczotach czyli jakieś pół godziny przed imprezą, poszlismy się przygotować. Ja wyglądałam tak:


A Ross, założył czarne rurki, białą koszulkę z krótkim rękawem i na to czarną marynarkę. Wyglądał zabójczo przystojnie.
- Wyglądasz ślicznie Lau. - powiedział podchodząc, do mnie, łapiąc mnie w pasie i przyciągając do siebie. Tak tylko wspomnę, że byliśmy na środku korytarza na 1 piętrze.
- Ty też wyglądasz niczego sobie. - po tych słowach Ross położył jedną rekę na moich plecach, tak że przylgnęła do niego całym ciałem, a drugą pozostawił na biodrze. Ja oplotłam swoje ręce na jego szyi. Całowaliśmy się może z 10 minut z jedną przerwą. Potem nam niegrzecznie i drastycznie przerwano. Juz zadzwonił dzwonek do drzwi. Ja z myślami typu: ciekawe co będzie jutro, oj będzie sie działo, ciekawe jak będziemy się bawić, ciekawe czy zagramy w butelkę, nie to głupia myśl bo na pewno zgramy w butelkę.  I tak otworzyłam drzwi, za którymi ujrzałam calutkie rodzeństwo Lynch (oprócz Rikera, ale z Ellem)
--------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba :)
#Rossiaczkowa

1 komentarz: