Rozdział 31
*Oczami Laury*
Właśnie chodziliśmy po sklepie szukając różnych pierdół na imprezę. Kupiliśmy już: napoje procentowe, gazowane i dużo wody mineralnej,chipsy, popcorn, chrupki, paluszki, cukierki, 3 paczki babeczek, 2 ciasta, balony, serpentyny i słomki. Właśnie podchodziliśmy do kasy, gdy nagle spojrzała
na nas sprzedawczyni.
- Dzień dobry. - powiedziałam z uśmiechem.
- Dzień dobry. Czekajcie ja was skądś kojarzę.
- Austin & Ally? - zapytał Ross.
- No faktycznie, moje dziecko ciągle ogląda ten serial. Sama się nim zainteresowałam. Mogę wasze autografy?
- Pewnie. - podpisaliśmy się na jakiejś kartce, ale jak zapłaciliśmy i już mieliśmy odchodzić, kasjerka nas zaczepiła.
- A czy to prawda, że będziecie brać ślub? - i w tym momencie nas zatkało. Ross okazał się bardziej odważny i pierwszy się otrząsnął.
- Tak, a teraz do widzenia. - odpowiedział, złapał mnie za rękę i wyszliśmy na parking.
Gdy podjechaliśmy pod dom to oczywiście mądra ja zaczęłam w drodze myśleć, jakie to ja mam piękne życie. Mam narzeczonego, własny dom, rodzinę, za niedługo biorę ślub. Tak się zapatrzyłam, że nie ogarnęłam, że już jesteśmy pod domkiem. Ross jak gentelman (czytaj: dżentelmen)otworzył mi drzwi, a ja jak głupia dalej siedziałam w samochodzie xD Dopiero jak Ross lekko cmoknął mnie w usta się "wybudziłam" z transu.
- Oj Lau, o czym tak słońce myślisz, co? - zapytał ze śmiechem Ross, jak wyjmowaliśmy zakupy.
- O moim życiu. - odparłam bez zastanowienia.
- Ale, że jest złe czy co? - zapytał, jak stawialiśmy już zakupy na blacie. Ja się rozebrałam z płaszczyka i poszłam do kuchni.
- Nie Ross. Właśnie chodzi o to, że lepszego życia nie mogłam sobie wymarzyć. Mam prawdziwą rodzinę, mieszkam z narzeczonym, za kilkanaście miesięcy będę miała ślub, nic więcej mi od życia nie potrzeba. No ewentualnie dzieci. - odpowiedziałam mu z lekkim uśmiechem. Przez chwilę mówiąc to patrzyłam mu w oczy, ale po mojej odpowiedzi, on zmniejszył dzielącą nas odległość tak, że ja opierałam się o ścianę.
- Kocham Cię. Uwierz mi, że ze mną jest tak samo. - odpowiedział i już miał mnie pocałować, gdy wyszeptał jeszcze tuż przy moich ustach.
- A gromadkę dzieci ci obiecuję - ja się tylko zaśmiałam, chciałam mu odpowiedzieć, ale pokusa zasmakowania jego ust była bardziej zadowalająca. Nie zastanawiając się wpiłam się w jego usta. On z ochotą oddawał pocałunki. Niestety musiałam przerwać tą chwilę, ponieważ nie zdążyłabym upiec ciasta na imprezkę. Więc odkleiłam się od Rossa, ale nie chciał mnie przepuścić. Znowu zaczął mnie całować, a ja szykując się do odepchnięcia go, położyłam swoje dwie ręce na jego torsie, a on przewidując moje posunięcie złapał mnie za uda podniósł, a ja oplotłam swoje nogi wokół jego pasa. Było cudownie, do chwili kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zeskoczyłam z uśmiechem z Rossa i pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je a przede mną stał...
-------------------------------------------------------------------
Wiem że głupi ale nad następnym bardziej się postaram :)
#Rossiaczkowa
sobota, 31 października 2015
DZIĘKUJĘ!
Kochani, dziękuję za dzisiejsze 56 wyświetleń bloga :)))) Rozdział 31 za chwilkę, a rozdział 32 prawdopodobnie jutro :)
#Rossiaczkowa
PS Dobrej nocki i udanego Halloween :)))
Rozdział 30
Rozdział 30
*Oczami Lau*
(...) Z sali wyszedł uśmiechnięty lekarz. Każdy szykował się na najgorsze. Ale jedna rzecz był dziwna dlaczego lekarz był uśmiechnięty? Czy lekarze powinni się cieszyć z czyjegoś nieszczęścia? Chyba nie. Zatem to pozostawało zagadką.
- Słuchajcie dzieciaki! To cud! Oni... - i oczywiście musiał wprowadzić to swoje napięcie przez "burzą". - ...się wybudzili! Niestety, a może stety. Nad ich łóżkami były paralizatory. Były one połączone jednym kablem. Pielęgniarka przez przypadek pociągnęła ten łączący je kabel w gabinecie i obydwa paralizatory spadły na Pana Lyncha i Panią Marano. Takim sposobem się wybudzili. Przeprowadziliśmy wszelkie potrzebne badanie kontrolne. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kości się zrosły, a rany zagoiły. Myślę, że jak przez najbliższe dwie godziny będzie wszystko dobrze panna Marano i pan Lynch będą mogli wyjść ze szpitala. A i jeszcze jedna rzecz, proszę na razie nie wchodzić do pacjentów bo muszą odpoczywać. Zobaczycie się z nimi dopiero jak będą wychodzić ze szpitala, dobrze? - dopiero,gdy wszyscy pokiwali zgodnie głowami, odszedł do swojego gabinetu. I wtem udało się usłyszeć głośny pisk 2 dziewczyn. Rydel i mój. Tak się cieszyłam, że wreszcie się wybudzili. Z tej radości przytuliłam Rossa z całych sił, a identycznie zrobiła Rydel, która normalnie latała z radości.
- Laura..... kochanie..... wie...sz....że cię......kocham.... ale le...kko.... mnie.......przyyy.....dddu....szszasz.
- Ojć przepraszam. - powiedziałam zakłopotana, uśmiechnęłam się słodko i cmoknęłam czerwonego, próbującego złapać powietrze Rossa w policzek.
- Aż trudno uwierzyć, że w takiej małej kruszynce kryje się tyle siły. - pokręcił głową niedowierzający Rocky.
- Nie przeginaj. - powiedziałam wrogo. Ale jak teraz byłabym w jakiejś głupiej kreskówce dla małych dzieci, nad głową zapaliłaby mi się żółta duuuuża żarówka.
- W sumie nie gniewam się Rocky. - powiedziałam normalnie i wzruszyłam ramionami. - Może uczcimy to, że znowu nie jestem na ciebie zła i ci wybaczyłam co? - zapytałam mojego przyszłego szwagra, który stał dosłownie kilkanaście centymetrów przede mną. Dla ulepszenia stałam z chytrym uśmieszkiem i zacnie zacierałam rączki jak Dundersztyc. Rocky miał oczy jak 5 złoty i stał wryty. To mi tylko ułatwiło zadanie. Podbiegłam do Rocky'ego i złapałam go w pasie. Uścisnęłam do tak mocno, ze po 10 sekundach nie mógł oddychać. Staliśmy już tak z 5 minut ten nie mógł oddychać. Nagle ktoś złapał mnie za biodra przyciągając do siebie. Najprawdopodobniej był to Ross.
- Spokojnie Lau, bo mi brata udusisz. - powiedział i wskazał na Rocky'ego siedzącego na ziemi, trzymającego się za brzuch całego sinego na twarzy i do tego nie mógł złapać powietrza. Ja tylko wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Przez 10 minut bezczynnego siedzenia i milczenia zastanawiałam się co można by tu porobić. Postanowiłam, że upiekę jakieś ciasta czy babeczki, albo to i to. To co mi wpadnie w ręce w sklepie. Tak to będzie dobry pomysł. Jeszcze dodatkowo może wezmę Rossa i kupimy coś na imprezę. I z takimi myślami poderwałam się z krzesła, a że trzymałam Rossa za rękę to go pociągnęłam za sobą. On się prawie wywalił, ale co tam.
- Uwaga uwaga! Postanowiłam, że z okazji tego, że Van i Rik, niedługo wyjdą ze szpitala, upiekę jakieś ciasto czy coś w tym stylu. - na te słowa oczywiście Rossowi, Rockiemu i Ellowi zaświeciły się oczy. Od razu padłi na kolana i ciągle mówić, a raczej się przekrzykując mówili :"Kocham Cię!". To wyglądało co najmniej jakby trzech facetów klęczało mi u stóp uniemożliwiając mi chodzenie, czy ruszenie się, i każdy z nich mnie przekonywał, żebym wybrała jego. Life is brutal! Na szczęście po 5 minutach kazałam im wstać bo narobili by jeszcze większego pośmiewiska.
- I nie dokończyłam. Rocky mówił o jakiejś imprezie. Więc zrobimy ją u nas, a teraz wy poczekajcie na wypis Rikera i Vanessy i odprowadźcie ich do waszego domu, niech się przebiorą i umyją czy co tam jeszcze. Potem im wszystko wytłumaczcie i powiedzcie i przyjdźcie do nas. My w tym czasie kupimy wszystko co potrzebne i przygotujemy dom, a teraz bye! - zakończyłam swój monolog i pociągnęłam Rossa do windy. Oj to będzie ciekawa imprezka!
--------------------------------------------------------------------
A no właśnie, przepraszam jeszcze za to, że w zapowiedzi trochę przyśpieszyłam i nie ma wszystkiego w tym rozdziale, ale to wszystko pojawi się w następnych ;)
#Rossiaczkowa
*Oczami Lau*
(...) Z sali wyszedł uśmiechnięty lekarz. Każdy szykował się na najgorsze. Ale jedna rzecz był dziwna dlaczego lekarz był uśmiechnięty? Czy lekarze powinni się cieszyć z czyjegoś nieszczęścia? Chyba nie. Zatem to pozostawało zagadką.
- Słuchajcie dzieciaki! To cud! Oni... - i oczywiście musiał wprowadzić to swoje napięcie przez "burzą". - ...się wybudzili! Niestety, a może stety. Nad ich łóżkami były paralizatory. Były one połączone jednym kablem. Pielęgniarka przez przypadek pociągnęła ten łączący je kabel w gabinecie i obydwa paralizatory spadły na Pana Lyncha i Panią Marano. Takim sposobem się wybudzili. Przeprowadziliśmy wszelkie potrzebne badanie kontrolne. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kości się zrosły, a rany zagoiły. Myślę, że jak przez najbliższe dwie godziny będzie wszystko dobrze panna Marano i pan Lynch będą mogli wyjść ze szpitala. A i jeszcze jedna rzecz, proszę na razie nie wchodzić do pacjentów bo muszą odpoczywać. Zobaczycie się z nimi dopiero jak będą wychodzić ze szpitala, dobrze? - dopiero,gdy wszyscy pokiwali zgodnie głowami, odszedł do swojego gabinetu. I wtem udało się usłyszeć głośny pisk 2 dziewczyn. Rydel i mój. Tak się cieszyłam, że wreszcie się wybudzili. Z tej radości przytuliłam Rossa z całych sił, a identycznie zrobiła Rydel, która normalnie latała z radości.
- Laura..... kochanie..... wie...sz....że cię......kocham.... ale le...kko.... mnie.......przyyy.....dddu....szszasz.
- Ojć przepraszam. - powiedziałam zakłopotana, uśmiechnęłam się słodko i cmoknęłam czerwonego, próbującego złapać powietrze Rossa w policzek.
- Aż trudno uwierzyć, że w takiej małej kruszynce kryje się tyle siły. - pokręcił głową niedowierzający Rocky.
- Nie przeginaj. - powiedziałam wrogo. Ale jak teraz byłabym w jakiejś głupiej kreskówce dla małych dzieci, nad głową zapaliłaby mi się żółta duuuuża żarówka.
- W sumie nie gniewam się Rocky. - powiedziałam normalnie i wzruszyłam ramionami. - Może uczcimy to, że znowu nie jestem na ciebie zła i ci wybaczyłam co? - zapytałam mojego przyszłego szwagra, który stał dosłownie kilkanaście centymetrów przede mną. Dla ulepszenia stałam z chytrym uśmieszkiem i zacnie zacierałam rączki jak Dundersztyc. Rocky miał oczy jak 5 złoty i stał wryty. To mi tylko ułatwiło zadanie. Podbiegłam do Rocky'ego i złapałam go w pasie. Uścisnęłam do tak mocno, ze po 10 sekundach nie mógł oddychać. Staliśmy już tak z 5 minut ten nie mógł oddychać. Nagle ktoś złapał mnie za biodra przyciągając do siebie. Najprawdopodobniej był to Ross.
- Spokojnie Lau, bo mi brata udusisz. - powiedział i wskazał na Rocky'ego siedzącego na ziemi, trzymającego się za brzuch całego sinego na twarzy i do tego nie mógł złapać powietrza. Ja tylko wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Przez 10 minut bezczynnego siedzenia i milczenia zastanawiałam się co można by tu porobić. Postanowiłam, że upiekę jakieś ciasta czy babeczki, albo to i to. To co mi wpadnie w ręce w sklepie. Tak to będzie dobry pomysł. Jeszcze dodatkowo może wezmę Rossa i kupimy coś na imprezę. I z takimi myślami poderwałam się z krzesła, a że trzymałam Rossa za rękę to go pociągnęłam za sobą. On się prawie wywalił, ale co tam.
- Uwaga uwaga! Postanowiłam, że z okazji tego, że Van i Rik, niedługo wyjdą ze szpitala, upiekę jakieś ciasto czy coś w tym stylu. - na te słowa oczywiście Rossowi, Rockiemu i Ellowi zaświeciły się oczy. Od razu padłi na kolana i ciągle mówić, a raczej się przekrzykując mówili :"Kocham Cię!". To wyglądało co najmniej jakby trzech facetów klęczało mi u stóp uniemożliwiając mi chodzenie, czy ruszenie się, i każdy z nich mnie przekonywał, żebym wybrała jego. Life is brutal! Na szczęście po 5 minutach kazałam im wstać bo narobili by jeszcze większego pośmiewiska.
- I nie dokończyłam. Rocky mówił o jakiejś imprezie. Więc zrobimy ją u nas, a teraz wy poczekajcie na wypis Rikera i Vanessy i odprowadźcie ich do waszego domu, niech się przebiorą i umyją czy co tam jeszcze. Potem im wszystko wytłumaczcie i powiedzcie i przyjdźcie do nas. My w tym czasie kupimy wszystko co potrzebne i przygotujemy dom, a teraz bye! - zakończyłam swój monolog i pociągnęłam Rossa do windy. Oj to będzie ciekawa imprezka!
--------------------------------------------------------------------
A no właśnie, przepraszam jeszcze za to, że w zapowiedzi trochę przyśpieszyłam i nie ma wszystkiego w tym rozdziale, ale to wszystko pojawi się w następnych ;)
#Rossiaczkowa
piątek, 23 października 2015
Hej kochani!
OGROMNA PROŚBA!
ANKIETA - głosujcie!
To czy zagłosujecie wiąże się z tym jak szybko będę dodawała i miała pomysły na rozdziały.
To czy Maia zaszkodzi albo nie jest priorytetem do kolejnych rozdziałów. Jest to dla mnie bardzo ważne i mam nadzieję że mnie wesprzecie <3
#Rossiaczkowa
ANKIETA - głosujcie!
To czy zagłosujecie wiąże się z tym jak szybko będę dodawała i miała pomysły na rozdziały.
To czy Maia zaszkodzi albo nie jest priorytetem do kolejnych rozdziałów. Jest to dla mnie bardzo ważne i mam nadzieję że mnie wesprzecie <3
#Rossiaczkowa
niedziela, 18 października 2015
sobota, 17 października 2015
Kochani!
Witajcie kochani!
Jest mi strasznie smutno, że rozdziały komentuje tylko jedna osoba, a wyświetleń bloga jest 855 :(
Proszę komentujcie, ponieważ im jest mniej wyświetleń i komentarzy coraz częściej myślę o zawieszeniu lub usunięciu bloga :(
#Rossiaczkowa
Jest mi strasznie smutno, że rozdziały komentuje tylko jedna osoba, a wyświetleń bloga jest 855 :(
Proszę komentujcie, ponieważ im jest mniej wyświetleń i komentarzy coraz częściej myślę o zawieszeniu lub usunięciu bloga :(
#Rossiaczkowa
piątek, 16 października 2015
Rozdział 29
Rozdział 29
*Oczami Lau (Lau będzie baaaaardzo często, znaczy jej oczami xD)
(...) My ciągle siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nagle na korytarz wbiegł, raczej wleciał zdyszany RyRy. Ja od razu odwróciłam głowę w jego stronę. Wydawał się być naraz i szczęśliwy, radosny, przygnębiony, zmęczony i ożywiony.
- Słuuu....( zadyszka xD) chajcie! Ja jako meeneeger R5 załatwiłem wam.... - i ta chwila napięcia!
- ... TRASĘ KONCERTOWĄ! - wydarł się i uśmiechną się szeroko. Nam wszystkim tez od razu polepszył humor. Wszyscy rzucili się (i to dosłownie, aż się przewrócił!) na Rylanda.
- I dodatkowo załatwiłem jedno wolne miejsce dla Lau! Bo wiem jak ty z Rossem przeżywalibyście tą roczną rozłąkę bla, bla bla... Tak wiem to takie słodkie, bla, bla, bla...że aż się porzygam! - zaśmiał się tak jak każdy z nas z jego słów. Ja odruchowo pisnęłam i mocno przytuliłam RyRy'ego.
- Aaaaaaaaaaaaaa! Kocham Cię! - ten już się prawie dusił.
- Ej! A to nie mnie kochasz? - wtrącił się Ross z udawanym oburzeniem.
- Boże! Ross jaki ty jesteś głupi! - zaśmiałam się zbierając się z podłogi.
- Ale za to jaki słodki. - powiedział i wyprężył dumnie pierś. Ja się zaśmiałam, cmoknęłam go szybko w usta.
- No jesteś, jesteś... - szepnęłam uśmiechając sie lekko. Tak bardzo się ciesze, że R5 jedzie w trasę koncertową, a ja z nimi. Na pewno będziemy się świetnie bawić. Pozwiedzamy trochę świata, m. in.: Polska, Francja, Portugalia, Hiszpania, Niemcy, Ukraina, Wielka Brytania i Kalifornia, a potem do domku! :)Już nie mogę się doczekać. Ryland właśnie nam teraz tłumaczył wszystko na temat trasy i dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy. Ja mam wstępy wszędzie. Za kulisy, na scenę i do pokoju R5 tak jak do garderoby. Na każdym koncercie będę stała z RyRy'm za kurtyną i obserwowała Lynch'ów zza kulis. Po każdym koncercie mamy czas wolny. Jak Ryland miał zaczął tłumaczyć ostatnią rzecz, nagle zza drzwi sali Rikera i Vanessy dało się usłyszeć długie i przeraźliwe pikanie. Pikało na zmianę. Z sali jak torpeda wyleciała pielęgniarka i pognała do pokoju lekarskiego. Po jakiś 2 minutach, pielęgniarka znowu wyleciała jak torpeda, ale tym razem z lekarzem. Pognali do Rika i Van, a ja ze łzami w oczach przykleiłam twarz do szyby. Ross przytulił mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego i wtuliłam się mocno w mojego pluszowego misia. Nie chciałam patrzeć jak oni...oni...... nie nie jestem w stanie tego powiedzieć. Widziałam, jak odłączali wszystkie rurki i przyrządy.
- Lau - to Ross wiedziałam. - Lau.
- Już po wszystkim?- Ross nie zdążył mi odpowiedzieć, a z sali wyszedł uśmiechnięty lekarz.
- Słuchajcie dzieciaki. To cud! Oni...
--------------------------------------------------------------------
CDN.
Mam nadzieję, ze się podoba. Chyba wiecie co się stanie w nastepnym rozdziale. Można się domyślić. Pozdrawiam z łóżeczka ;)
#Rossiaczkowa
*Oczami Lau (Lau będzie baaaaardzo często, znaczy jej oczami xD)
(...) My ciągle siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nagle na korytarz wbiegł, raczej wleciał zdyszany RyRy. Ja od razu odwróciłam głowę w jego stronę. Wydawał się być naraz i szczęśliwy, radosny, przygnębiony, zmęczony i ożywiony.
- Słuuu....( zadyszka xD) chajcie! Ja jako meeneeger R5 załatwiłem wam.... - i ta chwila napięcia!
- ... TRASĘ KONCERTOWĄ! - wydarł się i uśmiechną się szeroko. Nam wszystkim tez od razu polepszył humor. Wszyscy rzucili się (i to dosłownie, aż się przewrócił!) na Rylanda.
- I dodatkowo załatwiłem jedno wolne miejsce dla Lau! Bo wiem jak ty z Rossem przeżywalibyście tą roczną rozłąkę bla, bla bla... Tak wiem to takie słodkie, bla, bla, bla...że aż się porzygam! - zaśmiał się tak jak każdy z nas z jego słów. Ja odruchowo pisnęłam i mocno przytuliłam RyRy'ego.
- Aaaaaaaaaaaaaa! Kocham Cię! - ten już się prawie dusił.
- Ej! A to nie mnie kochasz? - wtrącił się Ross z udawanym oburzeniem.
- Boże! Ross jaki ty jesteś głupi! - zaśmiałam się zbierając się z podłogi.
- Ale za to jaki słodki. - powiedział i wyprężył dumnie pierś. Ja się zaśmiałam, cmoknęłam go szybko w usta.
- No jesteś, jesteś... - szepnęłam uśmiechając sie lekko. Tak bardzo się ciesze, że R5 jedzie w trasę koncertową, a ja z nimi. Na pewno będziemy się świetnie bawić. Pozwiedzamy trochę świata, m. in.: Polska, Francja, Portugalia, Hiszpania, Niemcy, Ukraina, Wielka Brytania i Kalifornia, a potem do domku! :)Już nie mogę się doczekać. Ryland właśnie nam teraz tłumaczył wszystko na temat trasy i dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy. Ja mam wstępy wszędzie. Za kulisy, na scenę i do pokoju R5 tak jak do garderoby. Na każdym koncercie będę stała z RyRy'm za kurtyną i obserwowała Lynch'ów zza kulis. Po każdym koncercie mamy czas wolny. Jak Ryland miał zaczął tłumaczyć ostatnią rzecz, nagle zza drzwi sali Rikera i Vanessy dało się usłyszeć długie i przeraźliwe pikanie. Pikało na zmianę. Z sali jak torpeda wyleciała pielęgniarka i pognała do pokoju lekarskiego. Po jakiś 2 minutach, pielęgniarka znowu wyleciała jak torpeda, ale tym razem z lekarzem. Pognali do Rika i Van, a ja ze łzami w oczach przykleiłam twarz do szyby. Ross przytulił mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego i wtuliłam się mocno w mojego pluszowego misia. Nie chciałam patrzeć jak oni...oni...... nie nie jestem w stanie tego powiedzieć. Widziałam, jak odłączali wszystkie rurki i przyrządy.
- Lau - to Ross wiedziałam. - Lau.
- Już po wszystkim?- Ross nie zdążył mi odpowiedzieć, a z sali wyszedł uśmiechnięty lekarz.
- Słuchajcie dzieciaki. To cud! Oni...
--------------------------------------------------------------------
CDN.
Mam nadzieję, ze się podoba. Chyba wiecie co się stanie w nastepnym rozdziale. Można się domyślić. Pozdrawiam z łóżeczka ;)
#Rossiaczkowa
Rozdział 28
Rozdział 28 - Nareszcie! :)
Ważna notka pod rozdziałem!
*Oczami Lau*
- Co!? - wydarłam się na cały szpital.
- No bo my jechaliśmy samochodem.... - zaczął Dylan, drapiąc się po karku.
- Wiem co to znaczy!!! -wydarłam się na Dylana. Już miałam się na niego rzucić, ale powstrzymały mnie czyjeś silne ramiona. Wiedziałam, że to mój narzeczony, ale nadal próbowałam się wyrwać. Niestety, on już wiedział, że znowu chciałam uderzyć mojego "kolegę" stojącego przede mną. Po 10 minutach dałam spokój i po prostu odwróciłam się twarzą do Rossa i przytuliłam się do niego. On mocno mnie objął.
- Lau, ale my naprawdę nie chcie... - zaczął Jake.
- A wypchaj się! Spadaj stąd!
- Ale Laur... - znowu zaczął Jake.
- Spadajcie! W trybie now! - nie zdążyli się ruszyć, a z sali wypadli nasi przyjaciele, a za nimi pokazali się lekarze. Wszyscy byliśmy zdezorientowani i nie wiedzieliśmy co sie dzieje, czy coś się stało. Z sali wybiegła pielęgniarka, zatrzymałam ją i zapytałam słabym głosem.
- Co się dzieję?
- Oj dziecko... Marnie wyglądasz, a ja nie chcę pogarszać twojego stanu. - powiedziała patrząc na mnie z troską.
- Czyli, że coś złego się dzieje? - zapytałam ze łzami w oczach.
- Na pewno chcesz wiedzieć? - jeszcze chciała się upewniać! Urgh! Jakby widać nie było.
- Tak.
- A więc... wasi przyjaciele. Mieli zatrzymanie akcji serca. Potem mięli silne wstrząsy. Niestety, ale znowu zapadli w śpiączkę. I właśnie po tych słowach nic już nie słyszałam, ani nie widziałam. Po prostu zemdlałam. I nagle przed oczami stanął mi obraz. Ja z brzuchem, chyba byłam w ciąży. Idąc parkiem trzymałam Rossa za rękę. Nagle ktoś złapał go od tyłu, a on puścił moją rękę. I teraz się obudziłam. Otworzyłam powoli oczy. Od razu wiedziałam, że znajduję się na kolanach u Rossa.
- Lau! Boże jak się o ciebie martwiłem! - krzyknął i od razu mocniej mnie przytulił. Ja też wyczułam moment i tak siedzieliśmy wtuleni w siebie.
- To nie był sen prawda? - zapytałam się go łamiącym głosem.
- Nie - wyszeptał, ja się rozpłakałam, a on zaczął mnie głaskać po głowie. Ciesze się, że go mam.
---------------------------------------------
Przepraszam za STRASZNIE długą nieobecność na blogu, ale nie miałam pomysłu co napisać i miałąm duuuuuuuuuuuuuużo nauki. Więc PRZEPRASZAM WAS! :*
#Rossiaczkowa
Ważna notka pod rozdziałem!
*Oczami Lau*
- Co!? - wydarłam się na cały szpital.
- No bo my jechaliśmy samochodem.... - zaczął Dylan, drapiąc się po karku.
- Wiem co to znaczy!!! -wydarłam się na Dylana. Już miałam się na niego rzucić, ale powstrzymały mnie czyjeś silne ramiona. Wiedziałam, że to mój narzeczony, ale nadal próbowałam się wyrwać. Niestety, on już wiedział, że znowu chciałam uderzyć mojego "kolegę" stojącego przede mną. Po 10 minutach dałam spokój i po prostu odwróciłam się twarzą do Rossa i przytuliłam się do niego. On mocno mnie objął.
- Lau, ale my naprawdę nie chcie... - zaczął Jake.
- A wypchaj się! Spadaj stąd!
- Ale Laur... - znowu zaczął Jake.
- Spadajcie! W trybie now! - nie zdążyli się ruszyć, a z sali wypadli nasi przyjaciele, a za nimi pokazali się lekarze. Wszyscy byliśmy zdezorientowani i nie wiedzieliśmy co sie dzieje, czy coś się stało. Z sali wybiegła pielęgniarka, zatrzymałam ją i zapytałam słabym głosem.
- Co się dzieję?
- Oj dziecko... Marnie wyglądasz, a ja nie chcę pogarszać twojego stanu. - powiedziała patrząc na mnie z troską.
- Czyli, że coś złego się dzieje? - zapytałam ze łzami w oczach.
- Na pewno chcesz wiedzieć? - jeszcze chciała się upewniać! Urgh! Jakby widać nie było.
- Tak.
- A więc... wasi przyjaciele. Mieli zatrzymanie akcji serca. Potem mięli silne wstrząsy. Niestety, ale znowu zapadli w śpiączkę. I właśnie po tych słowach nic już nie słyszałam, ani nie widziałam. Po prostu zemdlałam. I nagle przed oczami stanął mi obraz. Ja z brzuchem, chyba byłam w ciąży. Idąc parkiem trzymałam Rossa za rękę. Nagle ktoś złapał go od tyłu, a on puścił moją rękę. I teraz się obudziłam. Otworzyłam powoli oczy. Od razu wiedziałam, że znajduję się na kolanach u Rossa.
- Lau! Boże jak się o ciebie martwiłem! - krzyknął i od razu mocniej mnie przytulił. Ja też wyczułam moment i tak siedzieliśmy wtuleni w siebie.
- To nie był sen prawda? - zapytałam się go łamiącym głosem.
- Nie - wyszeptał, ja się rozpłakałam, a on zaczął mnie głaskać po głowie. Ciesze się, że go mam.
---------------------------------------------
Przepraszam za STRASZNIE długą nieobecność na blogu, ale nie miałam pomysłu co napisać i miałąm duuuuuuuuuuuuuużo nauki. Więc PRZEPRASZAM WAS! :*
#Rossiaczkowa
Rozdział 27
Rozdział 27
*Oczami Lau*
(...)Mamy dla was świetną wiadomość! - powiedziała tryskająca z radości Rydel.
- No to Rydel podziel się z nami tą wiadomością.
- No to... Vanka i Riker się wybudzili. - i po tych słowach momentalnie na naszych twarzach zakwitł uśmiech. Ja wyrwałam się z objęć Rossa i wbiegłam do sali wspomnianej dwójki.
- Riker!- wydarłam się i rzuciłam na blondyna, przytuliłam go, aż zaczął się niespodziewanie dusić. Szybko go puściłam. On zaczął łapczywie łapać powietrze.
- Tak Cię przepraszam Riker. Po prostu się cieszę.
- A o własnej siostrze to pamiętasz? - spytała z ironią Vanessa.
- Tak pamiętam, ale czuje do niej żal, że spotyka się z chłopakiem, który...który - tutaj przerwałam bo zaczęły mi lecieć łzy.
- Lau no nie płacz, chodź. - powiedział Riker i wyciągnął do mnie ręce. Szybko się do niego przytuliłam. Zaczęłam ryczeć jak bóbr.
- Cicho. Cicho. Lau, ale on ci nic nie zrobi. - Ale on wie gdzie ja mieszkam!
- Spokojnie. Ross na pewno zadba o to, żeby ci się nic nie stało.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego szeroko i mocno przytuliłam. W tym momencie do sali wszedł Ross.
- Kochanie mam być zazdrosny - zapytał mnie Ross i zaczął się śmiać.
- Ha ha. Bardzo śmieszne. - rzuciłam sarkazmem idąc do niego.
- Oj nie gniewaj się. - przeprosił z miną zbitego pieska i mnie mocno do siebie przyciągnął, ja się w niego wtuliłam. Van i Riker robili serduszka w powietrzu. Ja tylko teatralnie przewróciłam oczami.
- Hej, a wiecie w końcu. Nie. Inaczej, czy pamiętacie kto spowodował ten wypadek? - zapytałam pary leżącej na łóżkach.
- Emm... na pewno to była dwójka chłopaków może w moim wieku. - odpowiedział Riker mrużąc oczy, żeby sobie przypomnieć.
- Aha. Chociaż to dobrze wiedzieć. - nagle do sali wparowała cała rodzinka, a Ryde podeszłą do mnie i Rossa.
- Lau, jakiś dwóch przystojniaków czeka na ciebie na korytarzu. - powiedziała, ruszając znacząco brwiami. Ja tylko zmrużyłam oczy i łapiąc Rossa za rękę wyszłam na korytarz. Stało na nim dwóch przystojniaków ja to mówiła Rydel.
- Emm... kim jesteście? - zapytałam nie kojarząc tych dwóch twarzy.
- Ee...Lau, nie pamiętasz nas? To my! Jake i Dylan. - powiedział już kojarzę! - Jake.
- O matko! - powiedziałam i rzuciłam im się w objęcia. Oni szybko wzięci mnie z ramiona.
- Właśnie zapomniałabym - podeszłam do Rossa wzięłam go za rękę i poprowadziłam do Jake i Dylana. - Ross poznaj Jake i Dylana, moich kumpli ze szkoły, Jake, Dylan poznajcie Rossa, mojego chłopaka. - wszyscy z szerokimi uśmiechami podali sobie ręce. Mam nadzieję, że się polubią.
- Czekaj, czekaj ja cię skądś kojarzę. - odezwał się nieoddzywający się Dylan.
- Może mówi ci coś nazwa R5? - zaśmiał się Ross.
- A no tak! Bardzo was lubię! - ucieszył się Dylan.
- Miło nam.
- A tak właściwie co was tu sprowadza. Bo to troszkę dziwne... zapytałam troszkę zakłopotana.
- No bo... jak by to powiedzieć. To my spowodowalismy ten wypadek. - powiedział Jake, drapiąc się po karku.
- Co!? - wydarłam się na cały korytarz.
CDN.
---------------------------------------------
Przepraszam, że rozdział tak późno ale wcześniej nie miałam czasu go dodać ani napisać. Mam nadzieję, że się podoba #Rossiaczkowa
*Oczami Lau*
(...)Mamy dla was świetną wiadomość! - powiedziała tryskająca z radości Rydel.
- No to Rydel podziel się z nami tą wiadomością.
- No to... Vanka i Riker się wybudzili. - i po tych słowach momentalnie na naszych twarzach zakwitł uśmiech. Ja wyrwałam się z objęć Rossa i wbiegłam do sali wspomnianej dwójki.
- Riker!- wydarłam się i rzuciłam na blondyna, przytuliłam go, aż zaczął się niespodziewanie dusić. Szybko go puściłam. On zaczął łapczywie łapać powietrze.
- Tak Cię przepraszam Riker. Po prostu się cieszę.
- A o własnej siostrze to pamiętasz? - spytała z ironią Vanessa.
- Tak pamiętam, ale czuje do niej żal, że spotyka się z chłopakiem, który...który - tutaj przerwałam bo zaczęły mi lecieć łzy.
- Lau no nie płacz, chodź. - powiedział Riker i wyciągnął do mnie ręce. Szybko się do niego przytuliłam. Zaczęłam ryczeć jak bóbr.
- Cicho. Cicho. Lau, ale on ci nic nie zrobi. - Ale on wie gdzie ja mieszkam!
- Spokojnie. Ross na pewno zadba o to, żeby ci się nic nie stało.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego szeroko i mocno przytuliłam. W tym momencie do sali wszedł Ross.
- Kochanie mam być zazdrosny - zapytał mnie Ross i zaczął się śmiać.
- Ha ha. Bardzo śmieszne. - rzuciłam sarkazmem idąc do niego.
- Oj nie gniewaj się. - przeprosił z miną zbitego pieska i mnie mocno do siebie przyciągnął, ja się w niego wtuliłam. Van i Riker robili serduszka w powietrzu. Ja tylko teatralnie przewróciłam oczami.
- Hej, a wiecie w końcu. Nie. Inaczej, czy pamiętacie kto spowodował ten wypadek? - zapytałam pary leżącej na łóżkach.
- Emm... na pewno to była dwójka chłopaków może w moim wieku. - odpowiedział Riker mrużąc oczy, żeby sobie przypomnieć.
- Aha. Chociaż to dobrze wiedzieć. - nagle do sali wparowała cała rodzinka, a Ryde podeszłą do mnie i Rossa.
- Lau, jakiś dwóch przystojniaków czeka na ciebie na korytarzu. - powiedziała, ruszając znacząco brwiami. Ja tylko zmrużyłam oczy i łapiąc Rossa za rękę wyszłam na korytarz. Stało na nim dwóch przystojniaków ja to mówiła Rydel.
- Emm... kim jesteście? - zapytałam nie kojarząc tych dwóch twarzy.
- Ee...Lau, nie pamiętasz nas? To my! Jake i Dylan. - powiedział już kojarzę! - Jake.
- O matko! - powiedziałam i rzuciłam im się w objęcia. Oni szybko wzięci mnie z ramiona.
- Właśnie zapomniałabym - podeszłam do Rossa wzięłam go za rękę i poprowadziłam do Jake i Dylana. - Ross poznaj Jake i Dylana, moich kumpli ze szkoły, Jake, Dylan poznajcie Rossa, mojego chłopaka. - wszyscy z szerokimi uśmiechami podali sobie ręce. Mam nadzieję, że się polubią.
- Czekaj, czekaj ja cię skądś kojarzę. - odezwał się nieoddzywający się Dylan.
- Może mówi ci coś nazwa R5? - zaśmiał się Ross.
- A no tak! Bardzo was lubię! - ucieszył się Dylan.
- Miło nam.
- A tak właściwie co was tu sprowadza. Bo to troszkę dziwne... zapytałam troszkę zakłopotana.
- No bo... jak by to powiedzieć. To my spowodowalismy ten wypadek. - powiedział Jake, drapiąc się po karku.
- Co!? - wydarłam się na cały korytarz.
CDN.
---------------------------------------------
Przepraszam, że rozdział tak późno ale wcześniej nie miałam czasu go dodać ani napisać. Mam nadzieję, że się podoba #Rossiaczkowa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)