Rozdział 26
*Oczami Rydel* (NOWOŚĆ! :D)
Obudziłam się dosyć późno jak na mnie; o 11. Ubrałam się i umalowałam. Na śniadanie zrobiłam sobie naleśniki. Nikogo nie było w domu, oprócz mnie. Czyli oznaczało to, że chłopaki zostali w szpitalu. No cóż trzeba będzie się pośpieszyć, żeby ich zmienić w szpitalu. Ciekawe czy są jakieś nowe wieści na temat Rikera albo Vanki. Mam nadzieję, że już się wybudzili czy coś, ale nadzieja matką głupich. Szybko pozmywałam po posiłku i wybiegłam na dwór jak torpeda, zabierając za sobą torebkę i kluczyki, a potem zamykając drzwi. Zamykałam je 10 minut - z pośpiechu nie mogłam trafić do dziurki od klucza. Nareszcie dokonałam tego i wsiadłam do samochodu. Kolejnego... Dojechałam pod szpital w 5 minut, bo jechałam 200km/h, a o dziwo nikogo nie było na drodze. Radar nie pierdzielnął mi zdjęcia więc było dobrze. Znowu w szaleńczym tempie wpadłam do holu i pognałam do windy. Już zaraz mogłam wyjść i zobaczyć uśmiechniętych chłopaków.
- A wam co tak wesoło, jak Rik i Van są w szpitalu!? - zapytałam zbulwersowana.
- Vanka się wybudziła, a z Rikiem jest lepiej i dzwoniliśmy do rodziców i wszystko im powiedzieliśmy, już tu byli. - i tym właśnie, za razem mnie uszczęśliwili, zawiedli, zdziwili i zaskoczyli, zdenerwowali i rozwścieczyli.
*Oczami Lau*
Dzisiaj obudziłam się o 11.00. Oho! Coś długo jak na mnie. Otworzyłam me piękne oczka, jak czekolada(tak mówi Ross) i zobaczyłam wcześniej wspomnianego ludzia, bardzo blisko mnie, za blisko, zdecydowanie za blisko. Jeszcze się do mnie szczerzył! Bez proszenia i jakiegokolwiek uprzedzenia, zachłannie wpiłam mu się w usta. Mówiłam, że to dla mnie odległość niebezpieczna! Ross na początku był tym zdziwiony, ale potem odwzajemnił pocałunek z czułością. Wyszło tak, że zlecieliśmy na podłogę, a mieliśmy otwarte drzwi przeturlaliśmy się nie kontrolując tego na hol i do schodów. Na nasze nieszczęście zachwialiśmy się na samym początku schodów i caluteńki czas się całując sturlaliśmy się po schodach, aż natknęliśmy się na czyjeś stopy. Były to stopy rodziców Rossa, którzy byli w kompletnym szoku. Ja szybko zeszłam z Rossa, on podniósł się z ziemi, a ja poprawiałam moją koszulkę do spania. Z zawstydzonymi minami + ja z rumieńcami staliśmy przed moimi rozbawionymi teściami.
- Eeemmmm.... mamo, tato co tu robicie? - zapytał zaskoczony Ross z lekkim zakłopotaniem.
- No bo Rocky zadzwonił do nas ze szpitala, że Riker i Vanessa są w szpitalu bo mieli wypadek, no to wzięliśmy jak najszybszy lot z Londynu do Los Angeles i przylecieliśmy tylko na troszkę zobaczyć co z dzieciakami. Byliśmy już w szpitalu, wszystko dobrze, a teraz wybraliśmy się do Was. I tak jakby dziwnie wyszło... - zakończyła swój monolog Stormie z nieukrywanym rozbawieniem.
- Aha, no to tak samo wyszło, że zlecieliśmy ze schodów, ale nie ważne. Wejdźcie. - pw Ross już trochę bardziej rozluźniony niż ja.
- Chcą się państwo czegoś napić? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Jakie państwo? Teraz to już mama i tata. - odpowiedział mi z szerokim usmiechem dotąd nieoddzywający się Ma... tata.
- Ja poproszę herbatę. - (Mark)
- Ja też - powiedziała z uśmiechem Sto... mama. Razem z Rossem poszliśmy do kuchni, zrobić zamówienia. Od razu jak weszliśmy i zamknęliśmy drzwi, wybuchnęliśmy cichym śmiechem. Ja wstawiłam wodę, a Ross przygotował kubki.
- Boże Ross, co to był? - zapytałam mojego narzeczonego.
- No nie wiem, nie wiem. Ale fajne przeżycie. - odpowiedział z nutką zaciekawienia, a ja zrobiłam face palm'a.
- To twoja wina. - powiedziałam z usmiechem. - Było nie być tak blisko mnie jak się obudziłam. To jest dla mnie zdecydowanie niebezpieczna odległość. - zaczęłam się śmiać. Po zrobieniu herbaty poszliśmy do salonu. Po krótkiej pogawędce, postanowiliśmy pojechać do szpitala. Ja ubrałam się (w ten pierwszy zestaw) i pojechaliśmy do szpitala. Niestety długo zajął nam dojazd ponieważ były straszne korki na ulicach. W drodze dowiedzieliśmy się że rodzice zostają w LA tylko do jutra, a wracają dopiero na święta,czyli dopiero za 5 m-cy. Wyjazd im się przedłużył, ponieważ babcia Lynch dostała zawału i chcą być przy niej. Jak dojechaliśmy do szpitala, Ross zaparkował samochód i ruszyliśmy ślimaczym tempem na korytarz, do reszty. My z Rossem, trzymając się za ręce, ja przytulona do jego boku szliśmy pierwsi, a państwo Lynch za nami. Gdy weszliśmy na korytaż, od razu Ryd, Ell i Rocky powitali nas ciepłymi uśmiechami. My też odwzajemniliśmy te uśmieszki.
- Mamy dla Was świetną wiadomość! - powiedziała tryskająca ze szczęścia Rydel.
sobota, 26 września 2015
poniedziałek, 21 września 2015
Rozdział 25
*Oczami Rossa*
...nie wiedzieliśmy co się dzieje. Zostawiłem ostrożnie, śpiąca Lau i podbiegłem do lekarza krzątającego się po korytarzu. Zatrzymałem go, a on odwrócił się do mnie z surową miną, mówiącą "Spadaj, ponieważ mam dużo pracy".
- Co się dzieje z Rikerem? - zapytałem, nie odpowiadał. - Co się dzieje z Rikerem!? - tutaj już troszkę podniosłem głos i Laura się obudziła. Cholera! Jak się dowie to znowu będzie się obwiniała. Z transu i myślenia wybudził mnie głos lekarza.
- Wystąpiły pewne komplikacje, ale... - tutaj podszedł do szyby od sali, w której leżał Rik - ...chyba już wszystko opanowane.
- Ale jakie komplikacje!? - teraz byłem naprawdę wkurzony, ponieważ on mówił tak, żebym nie zrozumiał.
- Niech pan się tak nie unosi. Te komplikacje to była zatrzymana akcja serca, czyli po prostu na chwilę jego serce przestało bić. - odpowiedział już spokojniej i bardzo opanowanym tonem.
- O Boże! - powiedziałem cicho do siebie, ale pewnie Dr. Williams (tak miał na plakietce) też to usłyszał. Rękami przejechałem po twarzy, a potem przeczesałem włosy. Dlaczego zawsze my!? Dlaczego Riker!? Gdyby nie ten samochód... Urgh! Miałbym teraz ochotę udusić tego kierowcę., ale nie mogę tego zrobić, ponieważ byłoby to zabójstwo. Wróciłem do pozostałych, a oni patrzyli na mnie wielkimi ślepiami, przepełnionymi bólem i smutkiem i stali z wyczekującymi minami. Wiedziałem o co im chodzi, ale w tamtym momencie nie mogłem wydusić słowa. Momentalnie w gardle miałem wielką gulę. Ale przemogłem się, musiałem.
- Reanimowali Rikera, miał zatrzymana akcję serca, czyli prościej; jego serce przestało na chwilę bić, ale już jest wszystko dobrze i wszystko jest opanowane. - powiedziałem cicho, ale na tyle żeby wszyscy usłyszeli. Laura i Rydel tak jak myślałem, od razu zaczęły płakać. Ja od razu usiadłem na krześle, wziąłem na kolana i uspakajałem.
- Lau, chodź pojedziemy do domu, odpoczniesz, a jutro znowu przyjedziemy, okej? - zapytałem ją cicho.
- Ale ja chcę zostać! - upierała się znowu przy swoim.
- Ale Lau, ja widzę, że jesteś zmęczona. Przyjedziemy rano, przecież myślisz, że bym nie przyjechał do własnego, rodzonego brata i do siostry mojej przyszłej żony? - zapytałem i chyba dobrze to rozegrałem, ponieważ ona zaczęła się wahać.
- No okej, przyznaję jestem trochę zmęczona, jedźmy. - powiedziała wstając, ale zachwiała się i znowu usiadła na moje kolana. Była już tak słaba, że nie trzymała się na własnych nogach i kręciło jej się w głowie. Pomogłem jej wstać, ona wzięła torebkę.
- Słuchajcie, Lau musi odpocząć, bo sami widzicie jakim jest stanie. Przyjedziemy jutro, na pewno, okej? - wszyscy zgodnie pokiwali głowami na tak. W tym momencie popatrzyłem na Rydel. Ona tez ledwo co trzymała się na nogach, a powieki same jej się zamykał, więc zdecydowałem, ze się jej zapytam, czy nie chce u nas przenocować, bo po co ma spać na szpitalnym krzesełku, jak może się wyspać u nas w cieplutkim łóżeczku.
- Ryd, nie chcesz może u nas przenocować i z nami pojechać jutro do szpitala?
- Nie, nie. Nie chcę robić problemu, ale mógłbyś mnie podwieźć do naszego domu?
- No pewnie, chodź. No dobra to do zobaczenia. - powiedziałem do Ella i Rockiego.
Gdy doszliśmy już do samochodu, Laurę zapakowałem do przodu, a Rydel usiadła sobie z tyłu. Lau usnęła mi w samochodzie. Od domu Lynch'ów do szpitala jest trochę daleko, więc ja z Rydel sobie pogadałem.
- Ryd, bo... ja nie wiem jak cię o to zapytać. - zacząłem rozmowę.
- No to... wal prosto z mostu. - odpowiedziała już bardziej rozbudzona i uśmiechnięta.
- Kochasz Ella? - powiedziałem szybko, żeby nie było mi trudno.
- Yyymm... - zaczęła z zakłopotaną miną - No tak... - spuściła głowę, zawstydzona i patrzyła na swoje ręce - tylko nie wiem, czy on mnie kocha, ale proszę nie rozmawiajmy na ten temat.
- Co do tego czy Ell cię kocha to mogę się tego dowiedzieć, a co do tego drugiego ok.
- A wy z Lau kiedy planujecie ślub?
- Sami jeszcze nie wiemy kiedy on się odbędzie, ale może jeszcze w wakacje, może w sierpniu...
- W sierpniu, już!? Przecież to za miesiąc, nie zdążymy się z dziewczynami przygotować. - nawijała jak nakręcona i do tego tak głośno, że nawet Lau się obudziła.
*Oczami Lau*
Zostałam drastycznie obudzona przez Rydel.
- Czego się drzesz? - zapytała, momentalnie uzyskałam odpowiedź
- Ross chce żenić z tobą już za miesiąc! - wykrzyknęła.
- Ocipiałeś? - zapytałam Rossa.
- No nie, ale Rydel się zapytała kiedy planujemy ślub, ale powiedziałem, że sami jeszcze nie wiemy, ale może jeszcze w wakacje. - No co? - zapytał.
- Nie, nic, nic. - odpowiedziałam.
Zatrzymaliśmy się pod domem Lynch'ów. Rydel się z nami pożegnała, wysiadła i pobiegła prosto do domu. My pojechaliśmy do swojego. Od razu położyliśmy się spać po wykąpaniu się. Tak skończył się ten męczący dzień.
*Narrator*'
Bohaterowie, uważali już ten dzień za pełen przygód, a jutro zdziwią się jeszcze bardziej. Ale to będzie raczej pozytywne zdziwienie.
--------------------------------------------------------------------
...nie wiedzieliśmy co się dzieje. Zostawiłem ostrożnie, śpiąca Lau i podbiegłem do lekarza krzątającego się po korytarzu. Zatrzymałem go, a on odwrócił się do mnie z surową miną, mówiącą "Spadaj, ponieważ mam dużo pracy".
- Co się dzieje z Rikerem? - zapytałem, nie odpowiadał. - Co się dzieje z Rikerem!? - tutaj już troszkę podniosłem głos i Laura się obudziła. Cholera! Jak się dowie to znowu będzie się obwiniała. Z transu i myślenia wybudził mnie głos lekarza.
- Wystąpiły pewne komplikacje, ale... - tutaj podszedł do szyby od sali, w której leżał Rik - ...chyba już wszystko opanowane.
- Ale jakie komplikacje!? - teraz byłem naprawdę wkurzony, ponieważ on mówił tak, żebym nie zrozumiał.
- Niech pan się tak nie unosi. Te komplikacje to była zatrzymana akcja serca, czyli po prostu na chwilę jego serce przestało bić. - odpowiedział już spokojniej i bardzo opanowanym tonem.
- O Boże! - powiedziałem cicho do siebie, ale pewnie Dr. Williams (tak miał na plakietce) też to usłyszał. Rękami przejechałem po twarzy, a potem przeczesałem włosy. Dlaczego zawsze my!? Dlaczego Riker!? Gdyby nie ten samochód... Urgh! Miałbym teraz ochotę udusić tego kierowcę., ale nie mogę tego zrobić, ponieważ byłoby to zabójstwo. Wróciłem do pozostałych, a oni patrzyli na mnie wielkimi ślepiami, przepełnionymi bólem i smutkiem i stali z wyczekującymi minami. Wiedziałem o co im chodzi, ale w tamtym momencie nie mogłem wydusić słowa. Momentalnie w gardle miałem wielką gulę. Ale przemogłem się, musiałem.
- Reanimowali Rikera, miał zatrzymana akcję serca, czyli prościej; jego serce przestało na chwilę bić, ale już jest wszystko dobrze i wszystko jest opanowane. - powiedziałem cicho, ale na tyle żeby wszyscy usłyszeli. Laura i Rydel tak jak myślałem, od razu zaczęły płakać. Ja od razu usiadłem na krześle, wziąłem na kolana i uspakajałem.
- Lau, chodź pojedziemy do domu, odpoczniesz, a jutro znowu przyjedziemy, okej? - zapytałem ją cicho.
- Ale ja chcę zostać! - upierała się znowu przy swoim.
- Ale Lau, ja widzę, że jesteś zmęczona. Przyjedziemy rano, przecież myślisz, że bym nie przyjechał do własnego, rodzonego brata i do siostry mojej przyszłej żony? - zapytałem i chyba dobrze to rozegrałem, ponieważ ona zaczęła się wahać.
- No okej, przyznaję jestem trochę zmęczona, jedźmy. - powiedziała wstając, ale zachwiała się i znowu usiadła na moje kolana. Była już tak słaba, że nie trzymała się na własnych nogach i kręciło jej się w głowie. Pomogłem jej wstać, ona wzięła torebkę.
- Słuchajcie, Lau musi odpocząć, bo sami widzicie jakim jest stanie. Przyjedziemy jutro, na pewno, okej? - wszyscy zgodnie pokiwali głowami na tak. W tym momencie popatrzyłem na Rydel. Ona tez ledwo co trzymała się na nogach, a powieki same jej się zamykał, więc zdecydowałem, ze się jej zapytam, czy nie chce u nas przenocować, bo po co ma spać na szpitalnym krzesełku, jak może się wyspać u nas w cieplutkim łóżeczku.
- Ryd, nie chcesz może u nas przenocować i z nami pojechać jutro do szpitala?
- Nie, nie. Nie chcę robić problemu, ale mógłbyś mnie podwieźć do naszego domu?
- No pewnie, chodź. No dobra to do zobaczenia. - powiedziałem do Ella i Rockiego.
Gdy doszliśmy już do samochodu, Laurę zapakowałem do przodu, a Rydel usiadła sobie z tyłu. Lau usnęła mi w samochodzie. Od domu Lynch'ów do szpitala jest trochę daleko, więc ja z Rydel sobie pogadałem.
- Ryd, bo... ja nie wiem jak cię o to zapytać. - zacząłem rozmowę.
- No to... wal prosto z mostu. - odpowiedziała już bardziej rozbudzona i uśmiechnięta.
- Kochasz Ella? - powiedziałem szybko, żeby nie było mi trudno.
- Yyymm... - zaczęła z zakłopotaną miną - No tak... - spuściła głowę, zawstydzona i patrzyła na swoje ręce - tylko nie wiem, czy on mnie kocha, ale proszę nie rozmawiajmy na ten temat.
- Co do tego czy Ell cię kocha to mogę się tego dowiedzieć, a co do tego drugiego ok.
- A wy z Lau kiedy planujecie ślub?
- Sami jeszcze nie wiemy kiedy on się odbędzie, ale może jeszcze w wakacje, może w sierpniu...
- W sierpniu, już!? Przecież to za miesiąc, nie zdążymy się z dziewczynami przygotować. - nawijała jak nakręcona i do tego tak głośno, że nawet Lau się obudziła.
*Oczami Lau*
Zostałam drastycznie obudzona przez Rydel.
- Czego się drzesz? - zapytała, momentalnie uzyskałam odpowiedź
- Ross chce żenić z tobą już za miesiąc! - wykrzyknęła.
- Ocipiałeś? - zapytałam Rossa.
- No nie, ale Rydel się zapytała kiedy planujemy ślub, ale powiedziałem, że sami jeszcze nie wiemy, ale może jeszcze w wakacje. - No co? - zapytał.
- Nie, nic, nic. - odpowiedziałam.
Zatrzymaliśmy się pod domem Lynch'ów. Rydel się z nami pożegnała, wysiadła i pobiegła prosto do domu. My pojechaliśmy do swojego. Od razu położyliśmy się spać po wykąpaniu się. Tak skończył się ten męczący dzień.
*Narrator*'
Bohaterowie, uważali już ten dzień za pełen przygód, a jutro zdziwią się jeszcze bardziej. Ale to będzie raczej pozytywne zdziwienie.
--------------------------------------------------------------------
niedziela, 20 września 2015
Rozdział 24
Rozdział 24
*Oczami Lau*
Zemdlałam. Ross na szczęście mnie "obudził" szklanką zimnej wody na twarzy. Szybko włożyłam tylko spodnie. Bo miałam koszulkę Rossa z napisem "I'm sexy". Ross ubrał się tak: -> KLIK (bez zegarka). Popędziliśmy jak najszybciej do naszego samochodu i pojechaliśmy jak najszybciej do szpitala. Wpadliśmy do niego jak strzała aż ludzie się na nas popatrzyli. Podbiegliśmy do recepcji.
- Przepraszam gdzie leży Vanessa Marano i Riker Lynch?
- W sali 231 na 3 piętrze i zaraz jadą na operację.
- Dziękujemy. - powiedzieliśmy i pobiegliśmy w stronę windy i szybko pojechaliśmy na wybrane piętro. Od razu na korytarzu zobaczyliśmy całą rodzinkę Lynch i mojego tatę. Szłam przytulona do Rossa i cała we łzach. Przez całą drogę mówiłam do Rossa. "Dlaczego Riker?", "Dlaczego Vanessa?". Oczywiście przez to ze się z siostrą pokłóciłam ważniejszy był dla mnie Riker. W sumie on też był moją rodziną. Podeszliśmy do Ryd razem, bo nie chciałam puścić Rossa. Ja ze łzami w oczach zapytałam ją cicho.
- Jak to się stało?
- No bo Riker chciał jeszcze pogadać z Van,myśląc że coś wskóra no i chciał ją zabrać do restauracji i jechali i wtedy zza zakrętu wyjechał jakiś rozpędzony samochód i w nich wjechał. Riker jest w krytycznym stanie i nie wiadomo czy się wybudzi. Będzie musiał też przechodzić chyba ze 2 operacje, a Vanessa w trochę lepszym. - odpowiedziała na moje pytanie. I wtedy ku mojemu zdziwieniu na korytarz weszła mama. Ja na moje nieszczęście powiedziałam.
- Co Riker? - zapytałam w osłupieniu.
- Jest w stanie krytycznym. - powiedziała. Mi zrobiło się słabo i z wrażenia aż usiadłam na krzesło.
- Co Laura zaręczyłaś się i co Lynch'owie są dla ciebie ważniejsi? - zapytała matka
- O co ci chodzi? - zapytałam
- O Rikera się martwisz a o Van nie?
- Jak możesz tak mówić!? Po prostu Riker też jest teraz moją rodziną. A jest w stanie krytycznym. Van się obudzi, a Riker nie wiadomo. Van nie będzie musiała przechodzić 2 operacji ratujących życie. - wyrzuciłam jej w twarz wszystko co miałam jej do powiedzenia i pobiegłam do łazienki. Niestety moje plany skrzyżował Ross. Złapał mnie w połowie drogi w talii, przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Na początku chciałam się wyrywać, ale zrozumiałam że potrzebuję bliskości. Wtuliłam się w niego. Potem delikatnie musnęłam jego usta. Postanowiliśmy wrócić do pozostałych. Jak wchodziliśmy na korytarz wszyscy się na nas spojrzeli. Było to dość krępujące. Ross usiadł na krześle, a mnie pociągnął na swoje kolana. Moja matka spojrzała na nas wrogo. Nagle z sali Rikera wybiegło 2 lekarzy i 2 pielęgniarki. Nie wiedzieliśmy co się dzieje.
--------------------------------------------
Taki tam. :) #Rossiaczkowa
A tu nasz Ross! <3
*Oczami Lau*
Zemdlałam. Ross na szczęście mnie "obudził" szklanką zimnej wody na twarzy. Szybko włożyłam tylko spodnie. Bo miałam koszulkę Rossa z napisem "I'm sexy". Ross ubrał się tak: -> KLIK (bez zegarka). Popędziliśmy jak najszybciej do naszego samochodu i pojechaliśmy jak najszybciej do szpitala. Wpadliśmy do niego jak strzała aż ludzie się na nas popatrzyli. Podbiegliśmy do recepcji.
- Przepraszam gdzie leży Vanessa Marano i Riker Lynch?
- W sali 231 na 3 piętrze i zaraz jadą na operację.
- Dziękujemy. - powiedzieliśmy i pobiegliśmy w stronę windy i szybko pojechaliśmy na wybrane piętro. Od razu na korytarzu zobaczyliśmy całą rodzinkę Lynch i mojego tatę. Szłam przytulona do Rossa i cała we łzach. Przez całą drogę mówiłam do Rossa. "Dlaczego Riker?", "Dlaczego Vanessa?". Oczywiście przez to ze się z siostrą pokłóciłam ważniejszy był dla mnie Riker. W sumie on też był moją rodziną. Podeszliśmy do Ryd razem, bo nie chciałam puścić Rossa. Ja ze łzami w oczach zapytałam ją cicho.
- Jak to się stało?
- No bo Riker chciał jeszcze pogadać z Van,myśląc że coś wskóra no i chciał ją zabrać do restauracji i jechali i wtedy zza zakrętu wyjechał jakiś rozpędzony samochód i w nich wjechał. Riker jest w krytycznym stanie i nie wiadomo czy się wybudzi. Będzie musiał też przechodzić chyba ze 2 operacje, a Vanessa w trochę lepszym. - odpowiedziała na moje pytanie. I wtedy ku mojemu zdziwieniu na korytarz weszła mama. Ja na moje nieszczęście powiedziałam.
- Co Riker? - zapytałam w osłupieniu.
- Jest w stanie krytycznym. - powiedziała. Mi zrobiło się słabo i z wrażenia aż usiadłam na krzesło.
- Co Laura zaręczyłaś się i co Lynch'owie są dla ciebie ważniejsi? - zapytała matka
- O co ci chodzi? - zapytałam
- O Rikera się martwisz a o Van nie?
- Jak możesz tak mówić!? Po prostu Riker też jest teraz moją rodziną. A jest w stanie krytycznym. Van się obudzi, a Riker nie wiadomo. Van nie będzie musiała przechodzić 2 operacji ratujących życie. - wyrzuciłam jej w twarz wszystko co miałam jej do powiedzenia i pobiegłam do łazienki. Niestety moje plany skrzyżował Ross. Złapał mnie w połowie drogi w talii, przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Na początku chciałam się wyrywać, ale zrozumiałam że potrzebuję bliskości. Wtuliłam się w niego. Potem delikatnie musnęłam jego usta. Postanowiliśmy wrócić do pozostałych. Jak wchodziliśmy na korytarz wszyscy się na nas spojrzeli. Było to dość krępujące. Ross usiadł na krześle, a mnie pociągnął na swoje kolana. Moja matka spojrzała na nas wrogo. Nagle z sali Rikera wybiegło 2 lekarzy i 2 pielęgniarki. Nie wiedzieliśmy co się dzieje.
--------------------------------------------
Taki tam. :) #Rossiaczkowa
A tu nasz Ross! <3
Moi kochani!
Nie nie zawieszam bloga, nie bawię się w rzeczy typu "nie mam czasu na bloga bo szkoła, mam za dużo sprawdzianów" srutu pierdutu. Owszem mam dużo nauki, ale nie oznacza to, że zawieszam bloga. Rozdziały będą, czasami często czasami rzadko :( Przepraszam za tą długą przerwę :*
Rozdział jeszcze dzisiaj! :)
#Rossiaczkowa
Rozdział jeszcze dzisiaj! :)
#Rossiaczkowa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
