*Oczami Rossa*
...nie wiedzieliśmy co się dzieje. Zostawiłem ostrożnie, śpiąca Lau i podbiegłem do lekarza krzątającego się po korytarzu. Zatrzymałem go, a on odwrócił się do mnie z surową miną, mówiącą "Spadaj, ponieważ mam dużo pracy".
- Co się dzieje z Rikerem? - zapytałem, nie odpowiadał. - Co się dzieje z Rikerem!? - tutaj już troszkę podniosłem głos i Laura się obudziła. Cholera! Jak się dowie to znowu będzie się obwiniała. Z transu i myślenia wybudził mnie głos lekarza.
- Wystąpiły pewne komplikacje, ale... - tutaj podszedł do szyby od sali, w której leżał Rik - ...chyba już wszystko opanowane.
- Ale jakie komplikacje!? - teraz byłem naprawdę wkurzony, ponieważ on mówił tak, żebym nie zrozumiał.
- Niech pan się tak nie unosi. Te komplikacje to była zatrzymana akcja serca, czyli po prostu na chwilę jego serce przestało bić. - odpowiedział już spokojniej i bardzo opanowanym tonem.
- O Boże! - powiedziałem cicho do siebie, ale pewnie Dr. Williams (tak miał na plakietce) też to usłyszał. Rękami przejechałem po twarzy, a potem przeczesałem włosy. Dlaczego zawsze my!? Dlaczego Riker!? Gdyby nie ten samochód... Urgh! Miałbym teraz ochotę udusić tego kierowcę., ale nie mogę tego zrobić, ponieważ byłoby to zabójstwo. Wróciłem do pozostałych, a oni patrzyli na mnie wielkimi ślepiami, przepełnionymi bólem i smutkiem i stali z wyczekującymi minami. Wiedziałem o co im chodzi, ale w tamtym momencie nie mogłem wydusić słowa. Momentalnie w gardle miałem wielką gulę. Ale przemogłem się, musiałem.
- Reanimowali Rikera, miał zatrzymana akcję serca, czyli prościej; jego serce przestało na chwilę bić, ale już jest wszystko dobrze i wszystko jest opanowane. - powiedziałem cicho, ale na tyle żeby wszyscy usłyszeli. Laura i Rydel tak jak myślałem, od razu zaczęły płakać. Ja od razu usiadłem na krześle, wziąłem na kolana i uspakajałem.
- Lau, chodź pojedziemy do domu, odpoczniesz, a jutro znowu przyjedziemy, okej? - zapytałem ją cicho.
- Ale ja chcę zostać! - upierała się znowu przy swoim.
- Ale Lau, ja widzę, że jesteś zmęczona. Przyjedziemy rano, przecież myślisz, że bym nie przyjechał do własnego, rodzonego brata i do siostry mojej przyszłej żony? - zapytałem i chyba dobrze to rozegrałem, ponieważ ona zaczęła się wahać.
- No okej, przyznaję jestem trochę zmęczona, jedźmy. - powiedziała wstając, ale zachwiała się i znowu usiadła na moje kolana. Była już tak słaba, że nie trzymała się na własnych nogach i kręciło jej się w głowie. Pomogłem jej wstać, ona wzięła torebkę.
- Słuchajcie, Lau musi odpocząć, bo sami widzicie jakim jest stanie. Przyjedziemy jutro, na pewno, okej? - wszyscy zgodnie pokiwali głowami na tak. W tym momencie popatrzyłem na Rydel. Ona tez ledwo co trzymała się na nogach, a powieki same jej się zamykał, więc zdecydowałem, ze się jej zapytam, czy nie chce u nas przenocować, bo po co ma spać na szpitalnym krzesełku, jak może się wyspać u nas w cieplutkim łóżeczku.
- Ryd, nie chcesz może u nas przenocować i z nami pojechać jutro do szpitala?
- Nie, nie. Nie chcę robić problemu, ale mógłbyś mnie podwieźć do naszego domu?
- No pewnie, chodź. No dobra to do zobaczenia. - powiedziałem do Ella i Rockiego.
Gdy doszliśmy już do samochodu, Laurę zapakowałem do przodu, a Rydel usiadła sobie z tyłu. Lau usnęła mi w samochodzie. Od domu Lynch'ów do szpitala jest trochę daleko, więc ja z Rydel sobie pogadałem.
- Ryd, bo... ja nie wiem jak cię o to zapytać. - zacząłem rozmowę.
- No to... wal prosto z mostu. - odpowiedziała już bardziej rozbudzona i uśmiechnięta.
- Kochasz Ella? - powiedziałem szybko, żeby nie było mi trudno.
- Yyymm... - zaczęła z zakłopotaną miną - No tak... - spuściła głowę, zawstydzona i patrzyła na swoje ręce - tylko nie wiem, czy on mnie kocha, ale proszę nie rozmawiajmy na ten temat.
- Co do tego czy Ell cię kocha to mogę się tego dowiedzieć, a co do tego drugiego ok.
- A wy z Lau kiedy planujecie ślub?
- Sami jeszcze nie wiemy kiedy on się odbędzie, ale może jeszcze w wakacje, może w sierpniu...
- W sierpniu, już!? Przecież to za miesiąc, nie zdążymy się z dziewczynami przygotować. - nawijała jak nakręcona i do tego tak głośno, że nawet Lau się obudziła.
*Oczami Lau*
Zostałam drastycznie obudzona przez Rydel.
- Czego się drzesz? - zapytała, momentalnie uzyskałam odpowiedź
- Ross chce żenić z tobą już za miesiąc! - wykrzyknęła.
- Ocipiałeś? - zapytałam Rossa.
- No nie, ale Rydel się zapytała kiedy planujemy ślub, ale powiedziałem, że sami jeszcze nie wiemy, ale może jeszcze w wakacje. - No co? - zapytał.
- Nie, nic, nic. - odpowiedziałam.
Zatrzymaliśmy się pod domem Lynch'ów. Rydel się z nami pożegnała, wysiadła i pobiegła prosto do domu. My pojechaliśmy do swojego. Od razu położyliśmy się spać po wykąpaniu się. Tak skończył się ten męczący dzień.
*Narrator*'
Bohaterowie, uważali już ten dzień za pełen przygód, a jutro zdziwią się jeszcze bardziej. Ale to będzie raczej pozytywne zdziwienie.
--------------------------------------------------------------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz