Łączna liczba wyświetleń

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 8

Rozdział 8

*Oczami Rossa*

Postanowiłem zrobić Lau małą niespodziankę. Chcę dzisiaj wyznać jej uczucia 

którymi ją darzę. Zabiore ja na spacer na plażę i jak będziemy szli to zawiążę jej 

oczy. Zrobiłem dla niej mini koncert R5 na plaży, zagramy piosenkę która 

wyznaje 

moja miłość do niej. Jest oczywiście wmieszane też w to moje rodzeństwo.
*
Oczami Lau*

Wreszcie weszliśmy do mojego domu. Na złość mama schodziła ze schodów.

- Cześć – powiedziałam zimno do matki

- Dzień dobry – powiedział Ross

-Cześć córciu, dzień dobry Ross – powiedziała miło i zeszła ze schodów. My 

poszliśmy do pokoju odstawić kwiaty Kiedy to robiliśmy Ross wypalił:

-Weź się jakoś stosowniej ubierz bo znowu cię gdzieś porywam – powiedział 

szczerząc się.

- No ale mi jest tak dobrze…- marudziłam mając na sobie ubranko Rossiaczka

- Urg… poczekaj – powiedział zniknął za drzwiami garderoby. Po chwili wyszedł 



pięknym zestawem.

- masz i szybko się przebierz – powiedział i podał mi szpilki czarne,  w kwiatki na 

10 cm obcasie, czarną bluzkę na ramiączka w takie same kwiatki co na butach, 

beżowe rurki i beżową kurtkę ze skóry krótką do talii

- Dzięki – powiedziałam  i cmoknęłam go w policzek. Zwinnymi ruchami poszłam 

do łazienki i ubrałam się w to co przygotował mi Ross. Włosy zostawiłam 

rozpuszczone i zrobiłam make up w postaci: tusz po rzęs brudny róż na powieki 

kolor kwiatków na butach i bluzce, eyeliner i leciutki malinowy błyszczyk. 

Wyszłam z łazienki i Ross po raz kolejny oniemiał w porę się ocknął bo 

zażyłabym drastycznych środków.

- No i jak może być? – zapytałam szczerząc się.

- No pewnie że tak wyglądasz ślicznie - powiedział i mnie pociągnął mnie do 

wyjścia.

- No kurde Ross naucz się że jak mam 10 cm obcasy to w nich nie biegam! – 

krzyknęłam

- Ok, ok a teraz chodź do samochodu – pw* i otworzył mi drzwi do samochodu. 

Jechaliśmy gadając i śmiejąc się. Ross wreszcie pw że jesteśmy na miejscu, 

wysiadłam i Ross zasłonił mi oczy fioletową chustką i poprowadził mnie na 

miejsce. Trwało to gdzieś tak może 15 minut. Pw że jesteśmy na plaży więc się 

ucieszyłam bo uwielbiam przebywać na plaży. Jakoś głośniej pw że mogę zdjąć 

opaskę z oczu więc posłusznie to zrobiłąm. To co zobaczyłam po prostu 

wprawiło 

mnie w obłęd, oczy wyszły mi z orbit, no może prawie……

czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 7

Rozdział 7

Obudziłam się wtulona tak jakby w jakiegoś pluszowego misia. Otworzyłam oczy 



okazało się że, za pluszowego misia robił Ross który słodko sobie spał. Leciutko 

wyślizgnęłam się z jego uścisku i poszłam po mój telefon, zrobiłam mu zdjęcie i 

ustawiłam na tapecie.  Schowałam telefon do kieszeni i cicho zeszłam na dół. W 

kuchni popatrzyłam na zegarek i źrenice mi się rozszerzyły była 7:58! No cóż, 

zrobię dla nich śniadanie. Po chwili namysłu wybrałam naleśniki. Chciałam brać 

się do pracy ale, ktoś przytulił mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu. Na 

początku się wystraszyłam ale kiedy poczułam perfumy tego kogoś od razu 

zrozumiałam że, to Ross.  Odwróciłam się i faktycznie nie myliłam się był to Ross.

- A ładnie mnie tak straszyć? – zapytałam

- No ale no bo chciałem ci pomóc – powiedział troszkę jąkając się na początku i 

zrobił minkę zbitego psiaka.

- No dobrze wybaczam – powiedziałam i cmoknęłam go w policzek , od razu mu 

się humor poprawił.

- A teraz idź grzecznie do pokoju i daj mi zrobić naleśniki – powiedziałam 

najsłodziej jak umiałam.

- O nie, nie. Tak nie będzie kochana – powiedział i przerzucił mnie przez ramię.

- Ross do jasnej ciasnej co ty robisz!?- wydarłam się na cały dom.

- A no nic. I teraz tak zostań w pokoju porób co tak chcesz ale w POKOJU i 

czekaj aż JA zrobię naleśniki i nie waż mi się sprzeciwiać. – powiedział głosem 

nie znoszącym sprzeciwu. No to byłam na pozycji przegranej – pomyślałam. 

Kiedy wyszedł usiadłam do pianina wzięłam kartki z nutami które miał Ross i 

zaczęłam je przeszukiwać. Natknęłam się na You Can Come To Me. Zaczęłam 

grać i śpiewać ale, nie zauważyłam wchodzącego Rossa więc zaczęłam śpiewać 

pierwszą zwrotkę w połowie ktoś przysiadł się do mnie i przygrywał ozdobniki był 

to Ross. Druga zwrotkę śpiewał on a refren śpiewaliśmy razem. Gdy 

skończyliśmy rozległy się brawa rodzeństwa Lynch i mojej siostry bardzo uci…… 

zaraz zaraz moja siostra skąd ona się wzięła!?

- Van do jasnej ciasnej czy ty nas śledzisz co ty tutaj robisz chyba że przyszłaś 

dla Rika – powiedziałam obojętnie

- Tak to chyba najbardziej prawdopodobne – powiedział Ross na co przybiliśmy 

sobie piątkę i wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.

- Oj siostra poża…… Ale sweet koszuleczka skąd ją masz też taką chcę! – 

powiedziała

- Po pierwsze ma ją ode mnie i jest jej po drugie idź do Rikera on na pewno ci 

coś 

da ja i nie dam pa pa wszystkim! – powiedział Ross i wypchnął wszystkich za 

drzwi a, my po raz kolejny wybuchnęliśmy śmiechem.

- Ej mina Van była bezcenna kiedy jej to powiedziałeś

-   No wiem. Dobra trzeba jakoś te róże przytargać do twojego pokoju a, potem 

gdzies wyjdziemy ok? – zapytał się Ross

- ok – powiedziałam i razem poszliśmy po róże. Ostrożnie zeszliśmy po 

schodach. Znowu mina Van była bezcenna kiedy zobaczyła 100 róż ułożonych w 

kształcie serca.

- No co Van? Weś zamknij japę po muchę połkniesz. A co do róż nie twoja 

sprawa. –powiedziałam i wytknęłam  jej język

- A idziemy te róże przytargać do pokoju Lau i wychodzimy gdzieś – i w tym 

momencie puścił do nich oczko. Ok to nie było dziwne.

czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 6

Rozdział 6

Wyszliśmy z kuchni i pokierowaliśmy się do salonu gdzie czekało na nas całe 

rodzeństwo.

- Rik przygotowałam dla ciebie specjalny soczek wypij go proszę bo odpadniesz z 

gry i nie będziesz mógł mi się odegrać – powiedziałam i uśmiechnęłam się 

najsłodziej jak umiałam

- Mmm.. nawet ładnie pachnie, spoko – powiedział i wypił ciurkiem cały napój ze 

szklanki na co ja z Rossem znów wybuchnęliśmy głośnym i niepohamowanym 

śmiechem . Po opanowaniu się przybiliśmy sobie piątkę a, Rik jak gdyby nigdy 

nic 

usiadł powrotem na miejscu i zakręcił butelką Wypadło na Rossa.

- No to braciszku pyt…..- nie dokończył bo Ross mu przerwał.

- Wyzwanie – powiedział pewnie Ross

-No okeeeeeeeej to musisz przelecieć się teraz do kwiaciarni po 100 czerwonych 

róż dać je Lau a potem ją pocałować przez 20 sekund- powiedział i uśmiechnął 

się chytrze.

-Co? – wykrzyknęliśmy w tym samym czasie.

-N o to gołąbeczki czekam na całuska ,Ross leć do tej kwiaciarni no! – krzyknął 

Rik a nim się obejrzałam Rossa nie było. 20 minut spędziliśmy na gadaniu do 

póki nie przyszedł Ross ze 100 różami w dwóch rękach! Oniemiałam!

-Aaaalll……..- jąkałam się dopóki Ross nie zamknął mi ust pocałunkiem. 

Pocałunek był magiczny! Zawsze o takim marzyłam. W tym pocałunku wyznałam 

wszystkie moje uczucia. Czułam się nieziemsko. Wow! Naprawdę straciliśmy 

poczucie czasu mieliśmy całować się  20 sekund a całowaliśmy się 5 minut!

-  Proszę. – powiedział i wręczył mi 100 róż.

- Dziękuję – powiedziałam i musnęłam jego policzek.

- Awwwwwwwwwwwwww……………… - usłyszeliśmy z boku. Całe rodzeństwo 

patrzyło na nas.

- Chodź mi pomóż to wtargać na górę. – powiedziałam z nosem w różach

- Spoko, poczekaj pójdę tylko po wiadro z wo….- nie dokończył bo Riker mu 

przerwał

- Jest w twojej łazience – powiedział nie odrywając wzroku od TV.

-Okeeeeeeeej, uznajmy że to nie jest dziwne – powiedzieliśmy w tym samym 

momencie.

- Ja idę już spać- powiedziałam

- Ja tez – odpowiedział Ross

- Tylko grzeczni tam bądźcie – powiedziała dotychczasowa nieoddzywająca się 

Ryd. Po jej kazaniu co nam  wolno a czego nie wolno poszliśmy do pokoju. 

Przyniosłam wiadro z łazienki i razem wstawiliśmy róże do wiadra. Ross sobie 

leżał na łóżku i oglądał telewizję a ja poszłam się myć. Obowiązkowo musiałam 

spać w koszulce Rossa ale, mi to nie przeszkadzało. Jak wyszłam położyłam się 

do łóżka a Ross poszedł się myć. Kiedy wrócił zgasiliśmy światło położyliśmy się 

wygodnie na łóżku i zasnęliśmy wtuleni w siebie.

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 5

Rozdział 5

Ja zaniosłam swoje rzeczy do pokoju Rossa bo wszyscy mi tak kazali a, Ross 

stał 

z mina typu  o.O. Okeeeeeeeej to było troszeczkę dziwne ale to co potem się 

działo….. Więc tak po zaniesieniu moich rzeczy na górę udaliśmy się do salonu. 

Rocky wziął butelkę i zaczęła się gra….. Wypadło na Rydel. Rocky wymyślił coś 

co najwyraźniej wstrząsnęło Ryd i Ellem.

- Pytanie czy Wyzwanie? – zapytał Rocky. Po dłuższym zastanowieniu Ryd 

odpowiedziała.

-Wyzwanie.

- No okkkkk…… No to pocałuj Ella przez 20 sekund. – powiedział szczęśliwie 

Rocky . Ja ubrałam na twarz uśmieszek.

 - CO!? – wydarli się razem.

- No to, butelka to butelka – powiedział tym razem Riker.

- No okk. – powiedziała Ryd z lekkim obrzydzeniem. No w sumie nie dziwię się 

jej 

to niesmaczne całować się ze swoim przyjacielem. Ciekawe jak by to było jak 

bym ja i Ros…….. O Jezu! O czym ja myslę! Okej zakochałam się w nim ale, no 

bez przesady. Dobra odbiegam od tematu! Rydel pocałowała Ella przez 30 

sekund!!! 30! Rozumiecie!? Jak się odkleili od siebie kontynuowaliśmy grę. Rydel 

zakręciła i jak na złość wypadło na mnie. Ryd uśmiechnęła się złośliwie.

- Pytanie czy Wyzwanie? – zapytała Ryd. Pomyślałam a co mi tam!

- Wyzwanie – odpowiedziałam pewnie.

- Okkkkkk…….. No to założysz bluzkę Rossa będziesz w niej spała i chodziła 

caaaaaaaaały jutrzejszy  dzień – powiedziała i uśmiechnęła się najsłodziej jak 

umiała.

- Spoko. – powiedziałam obojętnie i poszłam na górę do pokoju Rossa. 

Podeszłam do jego szały i ją otworzyłam. WOW! Jak na chłopaka  to wow! Ma 

wszystko  poukładane. Wzięłam sobie różową bluzkę z napisem MUSIC :D. Cos 

dla mnie pomyślałam. Poszłam do łazienki Rossa i założyłam bluzeczkę, koło 

prysznica stała jakaś woda w wiadrze ok dziwne ale ok. Kiedy wyszłam 

popatrzyłam w lustro. Kurde ja mam paradować wszędzie w takiej wielkiej 

bluzce. 

No cóż najwyżej się zwiąże dół w kokardkę pomyślałam i wyszłam z pokoju jak 

wpadłam do pokoju to wszystkim źrenice się rozszerzyły.

- Ryd! Serio!? Serio!? Ja mam w takim czymś paradować po mieście!? – 

powiedziałam błagalnym tonem

- Tak! – a jak zdejmiesz to pożałujesz a wiesz jakie są moje zemsty. A tak na 

marginesie ładnie ci w niej – powiedziała Ryd

- No Rydel ma rację – zawtórowali jej wszyscy.

- No Ryd ma rację jak chcesz to możesz sobie wziąć tą bluzeczkę do  twarzy ci w 

niej – powiedział Ross i się wyszczerzył.

- Spoko, dzięki. – powiedziałam i musnęłam jego policzek.

- Dobra gramy dalej, Lau kręcisz. – powiedział Riker

-No ok. –odpowiedziałam i zakręciłam butelką. Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii………………….  

wypadło na RIkera.

-uuuuuuuuuuuuuu- rozległy się huki

-Pytanie czy Wyzwanie?- zapytałam.

-Wyzwanie – powiedział nie pewnie widać ze się trochę bał i dobrze.

- Ok poczekaj – powiedziałam i wstałam z podłogi kierowałam się kuchni i 

zawołałam – Ross chodź na chwilkę proszę – wydarłam się kuchni 

przygotowując 

śmierdzącą substancję .

- No co się stało?- zapytał

- Czy dla Rika wystarczy napój składający się z : soku z cytryny, ketchupu, 

orzeszków solonych, soku z pomarańczy, sosu barbecue i soku z papryczki chili? 

– zapytałam a Rossiaczek wybuchną histerycznym śmiechem a ja razem z nim.

- Chodź do salonu musimy mu to dać – powiedziałam między atakami śmiechu.

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 4

Rozdział 4

-Hmmmm………… O jest ta ładna bluzka! –powiedziałam i podałam mu 

turkusową bluzkę z napisem „music” –masz, a buty czarne Conversy – 

powiedziałam i podałam mu czarne spodnie i kilka gumowych bransoletek.

- Ładny zestawik, dzięki. Poczekaj chwilę ja idę się przebrać – powiedział i 

zniknął za drzwiami a, ja zasiadłam do pianina. Zaczęłam grać na pianinie znaną 

nam z Ross’em piosenkę, grałam dalej ponieważ nie zauważyłam Rossa. Po 

chwili usiadł koło mnie i dołączył się do grania. Cały czas się uśmiechaliśmy do 

siebie. Było magicznie. Czułam motyle w brzuchu. Kiedy skończyliśmy 

zaśmialiśmy się i wstałam od pianina. Ross odruchowo spojrzał na zegarek i 

rozszerzyły mu się źrenice.

- Chodź szybko! Bo się spóźnimy! Szybko! – powiedział ciągnąc mnie do garażu 

do samochodu. – Wsiadaj szybko! –powiedział otwierając mi drzwi do Jeep’a. 

Prawdziwy dżentelmen pomyślałam. Jechaliśmy 10 minut śmiejąc się i 

rozmawiając. Wreszcie dojechaliśmy do celu jak mówił Ross. Wysiedliśmy z 

samochodu był to jakiś klub na bezludziu. What?

- Dzieś ty mnie wywiózł? – zapytałam

- Aaaaaa no tak jakoś. No nieważne, chodź! – powiedział i znowu mnie pociągnął 

do wejścia do klubu. Weszliśmy  i był tłok Ross ustawił mnie w pierwszym 

rzędzie  a, sam poszedł na scenę.
*
Oczami Rossa*

Postanowiłem zrobić Laurze niespodziankę. Razem z moim rodzeństwem 

postanowiłem zagrać dla niej piosenkę. Specjalnie na powitanie. TA piosenka 

miała wyznawać moje uczucia do Laury. Tak, zakochałem się w niej. Bardzo za 

nią tęskniłem, próbowałem odebrać sobie życie, zatopić smutki w alkoholu a, 

nawet chciałem brać narkotyki ale, Rydel mnie we wszystkim powstrzymywała. 

Nikomu nie powiedziałem że, kocham Lau. Chcę jej wyznać miłość ale, to takie 

trudne. Musze koniecznie poradzić się Rydel ona jest takim jakby rodzinnym 

psychologiem. Ona zawsze umie pomóc, poradzić, doradzić i za to też ją 

kochamy. Dobra odbiegam od tematu. Zostawiłem Lau na widowni i sam 

pobiegłem na scenę. Po chwili wyszło moje rodzeństwo, widziałem jak laurze 

rozszerzają się źrenice. Zagraliśmy. Lau miała łzy w oczach i cały czas się 

uśmiechała.

*Oczami Lau*

Kiedy rodzeństwo weszło na scene źrenice mi się rozszerzyły. Ross mówił 

przecież że, przyjadą dopiero za tydzień. Chyba to miała być niespodzianka. Ta 

piosenka na powitanie była piękna. Miałam łzy w oczach, łzy szczęścia. Zaraz po 

występie ludzie piszczeli i bili brawa a, ja po prostu jak gdyby nigdy nic wbiegłam 

na scenę i przytuliłam się do każdego z nich ale, najdłużej do Rossa. Kiedy 

wyszliśmy klubu wszyscy cieszyliśmy się swoją obecnością. Zapadał już wieczór.

-Ej, Lau chodź do nas przenocujesz u nas najwyżej my pójdziemy do domu a, ty 

za chwilę przyjdziesz przecież mieszkamy naprzeciwko siebie. Zgodzisz się 

proszęęęęęęee! Zrobimy sobie wieczorek filmowy będziemy grać w butelkę. No 

weś, zgódź się! – powiedział błagalnie Riker

- No ok, tylko dajcie mi chwilkę żebym, się pozbierała i wzięła coś z domu. – 

powiedziałam

- OK. – krzyknęli radośnie wszyscy jak zsynchronizowani po tym wybuchliśmy 

histerycznym śmiechem. No i co że ludzie się gapili na nas jak na idiotów ale, 

nas 

to nie obchodziło.

- Poczekajcie 15 minut albo , mnie a, jak będziecie się zakładać ile mnie nie 

będzie gorzko pożałujecie przy grze w butelce! – pogroziłam i weszłam do domu. 

W salonie siedziała cała rodzina. Postanowiłam przemknąć do pokoju 

niezauważalnie i w pokoju napisać kartkę gdzie jestem i kiedy wrócę. Jak 

postanowiłam tak zrobiłam. Wohooooo! Udało mi się przejść na schody 

niezauważalnie i niesłyszalnie. W pokoju spakowałam do torebki kilka rzeczy 

takich jak: piżama, ubrania na jutro ( zwiewna sukienka, koturny + dodatki), 

kosmetyki, telefon i portfel. Napisałam w pośpiechu kartkę. Jej zawartość


brzmiała tak:
                                                                    
Drogi tato!

Jestem u Lynch’ów. Zostaje u nich na noc. Nie martwcie się o mnie. Wrócę jutro 

nie wiem kiedy.
                                                                                  
Lau <3

Położyłam kartkę na komodzie  przedpokoju i wyszłam na palcach z domu. 

Zwartą grupka przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do domu Lynch’ów.  Rik 

powiedział że ich rodzice wyjechali na tydzień więc zacznie się zabawa! ( nie 

impreza – od. Aut.)
------------------------------------------
No i jest rozdział! :)

KOMENTUJCIE! Proszę... 

Szczerze? Motywuje mnie to strasznie do działania, liczę na was! :*

#Rossiaczkowa