Łączna liczba wyświetleń

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 16

Rozdział 16
Na dzisiaj mieliśmy zaplanowany cały dzień term. Szliśmy : Ja, Van, Ross, Rik, Ell, Rocky i Rydel. Rano wszyscy przy stole zjedliśmy śniadanie. Rodzice Lynch’ów wraz z Rylandem wyjechali na 4 m-ce do babci Lynch. Dzisiaj rano Ross zachowywał się bardzo dziwnie był jakiś taki zmartwiony i podenerwowany. Jemy śniadanie i gadamy i nagle zaczął dzwonić telefon Rossa. Szybko go odebrał i wybiegł na dwór. Nie wiedziałam o co chodzi, ale nic się nie odezwałam.
- Yyyyyy……… Lau nie wiesz może o co chodzi – zapytał mnie Riker
- Mnie się nie pytaj sam się zdziwiłam jego zachowaniem. W ogóle dzisiaj jest taki jakiś podenerwowany i  zmartwiony.
- No właśnie to jest…….. – nie dokończył bo Ross wpadł do środka.
- Yymmmm….. Ross chciałbyś mi może coś powiedzieć? – zapytałam
- Nie a co?
- CO to był za telefon ?
- A nie nie nic ważnego. W sumie to dowiesz się za jakieś – tu spojrzał na zegarek – 5, 6 godzin.
- Aha okeeeej. Potem szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy na termy. Bawiliśmy się swietnie. Ja z Rossem się kilka razy całowaliśmy, ale potem powiedział, że musi mnie gdzieś zabrać. Ja już wyszłam z basenu, a on rozmawiał z pozostałymi. Pewnie tłumaczył mi tą niespodziankę dla mnie.  Nagle ktoś mnie zaczepił.
- Hej jestem Bradley. Chcesz się umówić? – zapytał mnie nieznajomy i puścił moją rękę.
- Yy… nie dzięki, mam chłopaka.
- A może jednak??? – dopytywał się.
- Nie! Nagle podszedł do mnie Ross.
- To co kochanie idziemy?- zapytał się.
- Tak. Poszliśmy do osobnych szatni, przebraliśmy się, wysuszyliśmy i wyszliśmy z budynku. Spakowaliśmy się w jedną torbę, Ross ją niósł. Była różowa xD Złapał mnie za rękę i szliśmy w nieznanym mi kierunku. Nagle stanęliśmy przy jakimś żywopłocie, zasłaniającym coś. Złapał mnie za ręce, a To co mi powiedział zamurowało mnie totalni, a to był początek.
- Lau. My jesteśmy już dorośli iiii……… nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. I chciałbym ci zaproponować, żebyśmy razem zamieszkali. – powiedział – I jak zgadzasz się? Ja chwilę odczekałam i wyrwałam się z transu. Najpierw się szeroko uśmiechnęłam, a potem rzuciłam mu się na szyję.
- Tak! – odpowiedziałam a on mnie namiętnie pocałował.
- No to chodź, zaprowadzę cię do naszego nowego domu.  Już za żywopłotem wyłoniła się nasza willa. Ale to fajnie brzmi. „Nasza willa”. 
Wyglądała pięknie.
- Ross, czy to jest ten nasz dom? – zapytałam
- No. A nie podoba ci się?
- Jest śliczny i wow! – ten się tylko zaśmiał i zaczął mnie oprowadzac po nowym domciu. W pewnej chwili się go zapytałam.
- Ross czy to w tej sprawie wyszedłeś, nie sorry, wybiegłeś na dwór przy śniadaniu?
- Tak, ponieważ jak to miała  być niespodzianka to nie mogłaś usłyszeć, nie?
- Jesteś kochany wiesz? – zapytałam się go i mocno przytuliłam.
- Wiem
- I na dodatek taki skromny- odpowiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra to chodź. Ostatnia niespodzianka. – powiedział i zaprowadził mnie do ogrodu. Nagle uklęknął przede mną i zaczął mówić ja już dobrze wiedziałam co to oznacza.
- Cz ty Lauro Marie Marano uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? – zapytał , a ja stałam z miną typu o.O przez 5 sekund.
- Tak! – krzyknęłam. On włożył mi pierścionek na palec i całując mnie obkręcał wokół własnej osi. Gdy już postawił mnie na ziemi, z tyłu dało się usłyszeć głośne „Awwwwwwwww….”. Była tam cała rodzinka Lynch włącznie z ich rodzicami i moimi rodzi……. Co!? Moi rodzice!?
- Van, czy ty do jasnej cholery musisz wszędzie łazić z tym aparatem? – zapytałam się jej a ona tylko oczami przekręciła i wtedy zobaczyłam coś bardzo bardzo istotnego.
- O Bosz! Ross czy ty to widzisz Van i Rik są razem. Aaaaaaaaa! – wydarłam się i z rozbiegu chciałam ich przytulić a cała 3 wylądowała na ziemi.
- Laura, możemy pogadać? – zapytała moja mama.
- Nie mamy o czym.
- Właśnie , że mamy. – odpowiedziała stanowczo.
- Trudno, ja nie mam o czym. Wiesz jak mnie zraniłaś!? Jak mogłaś mi nie powiedzieć że masz telefon do Lynchów!?
- No tak jakoś wyszło…
- Co!? Ellen jak mogłaś!? – zapytał tata. Ja isę po chwili rozpłakałam. Szybko podbiegła do mnie mama, ale ją odepchnęłam, zaraz po tym Stormie mnie przytuliła.
- Ciii, nie płacz kochana. Najważniejsze jest to co jest teraz.
- Dziękuje pani bardzo. – odpowiedziałam
- Jaka pani? Teraz to już mama – powiedziała Stormie i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Laura ja Cię naprawdę przepraszam.
- Wyjdź, wyjdź z mojego domu! – krzyknęłam i łzy miałam znowu w oczach.
- Z jakiego twojego!?
- Z mojego i Rossa domu wyjdź teraz! – ona zrobiła oczy wielkie jak 5 złoty i posłusznie wyszła z domu. Tata mnie przytulił i się pożegnał i wyszedł razem z nią. Jak wyszli Ross mnie bardzo mocno przytulił. Potem wszyscy zaczęli nam gratulować. Riker był najlepszy z Rockym. Obaj jednocześnie prawie mnie udusili.
- No to co szwagiereczko termin na sierpień aktualny. – zapytał Riker. Ja zrobiłam face palma i zaczęliśmy się w trójkę śmiać.
- Lau czy to jest to o czym mi mówiłaś wtedy rano – zapytał podchodzący do nas Ross.
- Tak – odpowiedziałam między atakami śmiechu. Potem się ogarnęliśmy Lynchowie się zebrali do domu, a Ross zjadł ze mną kolację. Potem oglądaliśmy film, ale wylądowaliśmy w sypialni. Spędziliśmy jako narzeczeni wspólną noc. Rano czekała na nas miła niespodzianka.

Rozdział 15

Rozdział 15
Dzisiaj znowu obudziłam się w ramionach Rossa. Tym razem o normalnej godzinie. Ale fajnie że są już wakacje. Dzisiaj spałam w czarnej koszulce z białym napisem „R5” pod spodem było różowe logo a pod spodem jeszcze biały napis „Family”. Kolejna koszulką którą dostałam wczoraj od Rossa. Dostałam także 2 łańcuszki. Jeden był srebrny. Były to 2 części srebrnego serduszka, łączone magnesem. Ja miała jedną z napisem „Rau”, a Ross przy kluczach „ra”. Razem wychodziła Raura. Dostałam jeszcze do Rossa taką sama kostkę jak ma każdy członek zespołu. Wyplątałam się z objęć Rossa. Zeszłam po cichu na dół, okazało się że niepotrzebnie. Bo Rocky, Ryland i Riker siedzieli w kuchni przy blacie. Stałam tam i drapałam się po głowie.
- Siemka – przywitałam się
- Hej – odpowiedzieli zgodnie wszyscy.
- Yyy…… Lau mogłabyś się odwrócić – poprosił Riker
-Nooooo, a o co chodzi – myślałam, że Riker był jakimś zbocz uchem, ale potem mi to wyjaśnił.
- Oooo…… kurczę Ross się pośpieszył.
- Ale z czym? – odwróciłam się i zaczęłam sobie robić herbatę , Riker chciał już coś powiedzieć ale mu przeszkodziłam – Ross chcesz herbatę??? – otrzymałam odpowiedź twierdzącą – Teraz możesz mówić.
- No bo my z Rossem, zawarliśmy taką umowę, że jak znajdziemy sobie dziewczyną, ale już będziemy musieli być pewni że to ta jedyna, to musimy jej dać właśnie tą koszulkę, którą masz na sobie i kostkę którą nosi cały zespół – powiedział i Rik i Rocky wyjęli swoje kostki spod bluzek.  
- Fajnie wiedzieć.’
- I ta kostka oznacza, że dołączyłaś na stałe do naszej porąbanej rodzinki. – wyszczerzył się Riker, który to powiedział.
- Też fajnie wiedzieć, aha czyli jestem skazana na małżeństwo z Rossem mam rozumieć? – powiedziałam i zaczęłam się śmiać
- Dokładnie tak .
- No to czad. – wzięłam tacę z jedzeniem dla mnie i Rossa i poszłam na górę – No to pa szwagry! – powiedziałam na odchodne a ich miny były typu o.O, a potem sami zaczęli się śmiać razem ze mną.
- Jaki termin? – krzyknął Rocky.
- Sierpień! – odkrzyknęłam i zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. Weszłam wreszcie do pokoju Rossa, który już się obudził.
- Co tam się tak laliście?
- A nie tylko dowiedziałam się o waszej umowie z Rikerem i ustalaliśmy datę naszego ślubu – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Że co? Jakiś ślub o co chodzi? – zapytał
- Nie ma żadnego ślubu – powiedziałam troszkę zawiedziona.
- Aha – tyle tylko zdążył powiedzieć, zanim zaczęliśmy jeść i znowu gadać.
- No to co słońce dzisiaj się do mnie wprowadzasz? – zapytał mnie Ross
- No takk, a pomożesz mi wszystkie rzeczy poznosić z domu?
- No pewnie! Jeszcze się głupio pytasz. – Riker i Rocky nam pomogą. Dzisiaj moje ubranie składało się z krótki różowych szortów, pożyczonych od Delly, a koszulkę zawinęłam tak jak wtedy.
- Riker, Rocky do mnie! – wydarłam się z pokoju.
- Co chcesz szwagiereczko? – zapytali i się wyszczerzyli, ja tylko wywróciłam oczami i całą trójkę poprowadziłam do mojego domu.

-  A teraz Rik razem z Rockym grzecznie mi spakują do walizek. To tak macie tu 6 walizek myślę że wystarczy. 2 na buty. 1 na biżuterię. 2 na ubrania. – Ci już mieli zwiać, ale złapałam ich w pułapkę – Za to upiekę wam babeczki! – ci wrócili z prędkością światła i zaczęli mnie pakować. Ja z Rossem zabraliśmy się za szpargały które stały w pokoju. Potem wszystko poprzenosiliśmy do pokoju Rossa i razem z nim siedziałam w nocy i jeszcze to wszystko ropakowywaliśmy.

Rozdział 14

Rozdział 14
*Oczami Laury*
Rozdział 14
Obudziłam się dzisiaj w ramionach Rossa, było mi tak dobrze. Niestety ale obudziłam się o 7.00 rano! Bo usłyszałam krzyki z dołu. Chwila, chwila co!? Lynch’ owie + wstanie o 7.00 rano = jakaś ważna sprawa. Rossa wzięłam podstępem. Też by się nie dał obudzić. Pocałowałam go namiętnie w usta. Od razu się obudził i odwzajemnił pocałunek.
- Hej kochanie – przywitał się ze mną Rossiaczek.
- Hej blondyneczko – ten jak to usłyszał to się wyszczerzył. Dobrze wiedział że tylko dla mnie jest blondyneczką i tylko ja go tak nazywam.
- Która godzina?
- Yyyymmmm. …….nooooo…. 7.00. Ale Ross ja się obudziłam dlatego że o 7.00 rano usłyszałam rozmowy i śmiechy z dołu. Czaisz? Lynch’owie i 7 rano.
- No też mi się wydaje to dziwne. Chodź się ubierzemy i to sprawdzimy. Ja założyłam morskie, pastelowe rurki, a białą koszulkę Rossa w rękawach zawinęłam tak żeby były na ramiączka tak jakby a dół związałam w kokardkę. Idealnie było widać napis „I’m sexy”. Ross specjalnie dał mi ta koszulkę.
- No słońce ci powiem, że w kolejnej mojej koszuleczce wyglądasz bombowo! Kolejną możesz sobie wziąć. – powiedział , wyszczerzył się i mnie pocałował.
- Heh, dziękuję.    Zeszliśmy na dół i stanęliśmy jak wryci. Tam sobie rodzeństwo Rossa (bez Rika)  z Vanką grali w butelkę!
- Siemka gołąbeczki. Uuuuuu…… Lau kolejna koszuleczka Rossa. Idealnie pasuje. – powiedział Rocky, a wszyscy łącznie z nami zaczęli się śmiać.
- No nie? Specjalnie jej taką dałem. Żeby do niej pasowała. Jedną ma z napisem „Music” a drugą z „I’m sexy” więc jest git! – powiedział Ross, ja tylko z niedowierzanie pokręciłam głową i poszłam do kuchni zrobić sobie herbaty.
- Ross chcesz herbatę?- wydarłam się na cały dom
- Tak! – ten także. Szybko uwinęłam się z herbatami i poszłam do salonu. Tam wszyscy siedzieli w kółku łącznie z Rossem. Koło niego było wolne miejsce. Pewnie dla mnie pomyślałam. Podałam Rossowi herbatę i usiadłam koło niego. On złapał mnie za rękę i między moje palce wplótł swoje.
- No to gramy – zapytałam zniecierpliwiona już tą wieczną ciszą. Wszyscy podali odpowiedzi twierdzące. Więc zaczęła się gra.
- Ja kręcę pierwsza. – wydarłam się i wyrwałam Ell’owi butelkę. Zakręciłam i wypadło na wcześniej wspomnianego ludzia.

- Nooo doobrze. – zaczęłam i szyderczo się uśmiechnęłam – Polecisz do kwiaciarni, kupisz róże dla Rydel oblejesz się zimną wodą, wsmarujesz usta masłem a potem ją pocałujesz przez pół minuty!- powiedziałam i zaczęłam się śmiać tak jak wszyscy, oprócz Rydel i Ellingtona. Potem była z tego niezła scenka. Jeszcze na dodatek pstryknęłam im zdjęcie jak się całowali. Oj będzie polewka. Graliśmy dalej. Potem kręcił Ell wypadło na Rylanda. Chłopak kazał mu wyjść do sąsiadki i spytać czy chce się z zabawić. Sąsiadka uznała go oczywiście za małego zboczucha. Potem kręcił Ryland i wypadło na Vanessę. Ta z kolei musiała wypić tajemniczą miksturę. Składała się ona z oleju, pieprzu, 1 łyżeczki soli, grzybów marynowanych, ketchupu, musztardy, chrzanu i ostrej papryczki chili. Ta się po tym zeżygała, no cóż butelka to butelka. Potem kręciła Van wypadło na mnie i kazała mi calusieńki dzień chodzić w koszulce Rossa, która miałam na sobie.Wszędzie! Nawet na miasto miałam w niej wyjść! Potem kręciłam ja wypadło na Rydel. Jej kazałam nosić koszulkę Ellingtona (on mieszkał u Lynch'ów bo jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a rodzinka Lynch uważała go za członka rodziny) przez cały dzień wszędzie. I potem kręciła Rydel, wypadło na Rossa. Kazała biegnąć mu do jubilera, żeby wybrał dla mnie bransoletkę. Ale najśmieszniejsze w tej całej sprawie było to że miał biec w jaskrawej różowej koszulce z Hello Kitty. Była polewka, ale Ross wybrał dla mnie przepiękną srebrną bransoletkę z inicjałami "L&R". Pocałowałam go za to, a w tle dało się usłyszeć głośne "Awwwwwww.......". Potem ostatni już kręcił Ross. Wypadło na mnie. Kazał mi zaśpiewać i zatańczyć makarenę i miałam pójść do sąsiada pożyczyć balsamik do ciałka. Było przy tym polewki trochę. Potem poszliśmy odwiedzić Rikera, a następnie wróciłyśmy do Lynch'ów i tam zostałyśmy na noc razem z Vanką. W ogóle to my na prawdę rozważałyśmy przeprowadzkę do nich. Nawet Stormie nam to zaproponowała. W sumie obie byłyśmy pełnoletnie, więc się zgodziłyśmy. Nasi rodzice tez się zgodzili więc jutro miałyśmy sie przeprowadzać. Ja miałam "mieszkać" razem z Rossem, a Van na razie sama, ponieważ jakby była w pokoju z Rikerem byłoby to niestoswne.

Rozdział 13

Rozdział 13
*Oczami Rikera*
- Sorry Rik, ale nie wiesz jak się cieszę że już powróciłeś do świata żywych. Wszyscy w domu bez ciebie chodzili przygnębieni. Było smutno. Niezłego nam stracha napędziłeś! A i przepraszam za Vanessę ona po prostu nie wiedziała że się w niej zakochasz , ale myślę że wszystko się ułoży i jeszcze będziecie razem. – mówiła i mówiła do mnie Lau
- Nie no spoko, rozumiem przecież Van nie musi kochać mnie bo sobie tak zażyczę, a tak w ogóle to siema brat! – powiedziałem do Rossa i się z nim przywitałem.
- Siema! – odpowiedział. Potem to już tylko gadaliśmy i gadaliśmy do póki nie przeszłą szalona rodzinka.
-Riker! – i wszyscy się na mnie rzucili. Przytulali tak że mnie mogłem tchu złapać.
- Dobra, doba już! Bo to boli!
- Sorry-powiedzieli chórem i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
*Oczami Lau*
Jeszcze trochę posiedzieliśmy u Rikera, ale Ross mnie zagadał.
- Chodź się przejdziemy gdzieś. – oczywiście musiał mnie wyrwać z zamyśleń.
- Ok. Rik to my się już będziemy zbierać. – powiedziałam i pożegnałam się z chłopakiem. Wyszliśmy ze szpitala i stawiliśmy na spacer po parku i powrót do domu. Ross złapał mnie za rękę i szliśmy tak przez park, aż Ross skręcił w nieznaną mi alejkę.
- A teraz zaprowadzę cię w miejsce, w które przychodziłem jak nas rozdzielono. – pw do mnie. Po chwili weszliśmy na małą polankę z wielką wierzbą i jeziorkiem, kwiatami i roślinami.
- Boże jak tu pięknie! – wykrzyknęłam, a Ross znienacka wziął mnie na ręce i wsadził na gałąź wielkiej wierzby tuż nad wodą, a on usiadł koło mnie.
-  Kocham Cię Lau, jak nikt inny. – powiedział do mnie a mi zrobiło się ciepło na sercu. Nie panując nad sobą pocałowałam go z zaskoczenia. Ross był tak zaskoczony że zleciał do wody, razem ze mną bo nadal trzymaliśmy się za ręce. Potem zaczęliśmy się śmiać w niebogłosy. Po chwili Rossiaczek skończył to co ja zaczęłam na gałęzi. Cali przemoczeni i mokrzy wracaliśmy do domu. Okazało się że wszyscy już byli, oprócz Rikera.
-Boże Święty co Wam się stało!?  - Rydel prawie zeszła nam na zawał. No cóż się dziwić. Cali brudni, przemoczeni i śmierdzący. My tylko wybuchnęliśmy śmiechem i poszliśmy do pokoju Rossa.
- Zostaniesz na noc? – zapytał
- No ok. Tylko nie mam żadnej piżamki

- Spox, dam Ci kolejną koszulkę. – podał mi wspomnianą rzecz i poszłam się umyć, a potem spać.

piątek, 19 czerwca 2015

Hej!

Witajcie Miśki! ;*
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam kompletnie nic, ale uważam, że pisanie na siłę to nie ma sensu, ale to nie tylko to... Szkoła... Niby koniec roku, ale miała baaardzo dużo sprawdzianów i nauki wbrew pozorom,... :((( Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście :))) Postaram się jak najszybciej dodać rozdział.... NIeeeeee sorry za tę długą nieobecność będą 4 rozdziały :) Z góry przepraszam i pozdrawiam :*

#Rossiaczkowa

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 12

Rozdział 12

*Ross*

Obudziłem się trzymając Lau w ramionach. Tuliła się do mnie jak do pluszowego 

misia. Wyglądała okropnie, nie to że wątpię w urodę swojej dziewczyny czy coś. 

Miała czerwone, podkrążone oczy i rozmazany makijaż z wczoraj. Postanowiłem 

obudzić moją królewnę. Pocałowałem ją lekko w usta, a ona momentalnie się 

obudziła. Uśmiechnęła się, ale to nie jest już ten uśmiech co kiedyś. Szczery, 

pełen entuzjazmu…. Wszystko przez tą z Rikerem.

- Hej skarbie – odezwałem się pierwszy

-Hej. Która godzina?

- 10.15, a co?

- Tak się pytam. Aaaaaaaa…… wiesz że Cie kocham? – spytała się szczerząc 

się do mnie

- No wiem. Ja cię kocham bardziej.

- A wca……- nie dokończyła bo zamknąłem jej usta pocałunkiem.

- No cóż idę zrobić śniadanie i idziemy do Rika. Ciekawe czy się już obudził. 

Boże 

dlaczego ja nie zareagowałam wcze……

- Oj przestań już się obwiniać jeżeli już to jest poniekąd wina Van. To ona nie 

powiedziała Rikerowi że ma już chłoptasia, tak?

- No tak, tak.

*Oczami Laury*

Zaszliśmy razem na śniadanie. Wszyscy jeszcze spali. Zrobiliśmy sobie 

jajecznicę i zjedliśmy w miłej atmosferze. Potem poszliśmy się ubrać. Wreszcie 

wyszliśmy na świeże powietrze, idąc do Rika. Przegadaliśmy caluuuuutką drogę 

o różnych pierdołach. Weszliśmy do szpitala. Znowu ten nieprzyjemny zapach 

różnych lekarstw i czego tam jeszcze było można się doszukać. Skierowaliśmy 

się do sali Rika. Po drodze natknęliśmy się na lekarza opiekującego się 

chłopakiem. Szybko do niego podbiegłam.

- Dzień dobry. Co z Rikerem?

-  Wszystko dobrze. W nocy żadne komplikacje się nie pojawiły. I mam bardzo 

dobrą wiadomość. Wczoraj wieczorem przetoczyliśmy potrzebną krew panu 

Rikerowi, a dzisiaj rano o 5.00 się wybudził, wszystko pamięta i jest w jak 

najlepszym porządku. Można do niego wejść. Tylko proszę nie przebywać tam 

za 

długo bo pacjent musi odpoczywać. – zakończył swój monolog, a ja rzuciłam się 

na szyję Rossowi i do razu poprawił mi się humor. Kiedy weszliśmy do Sali 

zobaczyliśmy znowu tego samego Rikera. Uśmiech, pogodna twarz, pełen 

entuzjazm.

- Riker! – wykrzyknęłam i przytuliłam mocno najstarszego z Lynch’ów.

- Auć!

-Sorry Rik ale nie wiesz jak się cieszę ze już powróciłeś do świata żywych. 

Wszyscy w domu bez ciebie chodzili przygnębieni. Było smutno. Niezłego nam 

stracha napędziłeś! A i przepraszam bardzo za Vanessę ona po prostu nie 

wiedziała że ty się w niej zakochasz, ale myślę że wszystko się ułoży i będziecie 

razem.

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 11

Rozdział 11

Nadal czekaliśmy na jakieś wieści na temat Rika. Każdy miał jakiś wsparcie. Ja 

mojego Rossa, Rydel Ella, Rocky Lily (swoją nową dziewczynę), Ryland Kate(tez 

jego nowa dziewczyna) tylko Van jak przyjdzie będzie sama. Nie wiem jak ona 

sobie poradzi. Właśnie do Rikera weszła pielęgniarka Lae jak szybko weszła tak 

szybko wyszła, a raczej wybiegła. Zaraz za nią pobiegł lekarz do jego Sali.

- Ross, co się dzieję? Ross, Ross! – krzyczałam do Rossa przez płacz. 

Widziałam Ross chciał zgrywać twardego, ale mu to nie wyszło i sam zaczął 

płakać.

- Lau, kochanie skąd mam wiedzieć. Wszystko będzie dobrze. – próbował ciągle 

mnie pocieszyć Ross.

- Nie będzie dobrze! Ty tylko tak mówisz, każdy zawsze tak mówi. To wszystko 

prze ze mnie. Gdybym zareagowała wcześniej, a nie po 4 godzinach tylko po 2 

na pewno byłoby lepiej. To prze ze mnie tu trafił! – cały czas się obwiniałam bo to 

była moja wina.

- Lau, nawet nie waż się obwiniać! To nie twoja wina jeżeli już to może jego to on 

nie powinien się ciąć żyletką z powodu Van.

- O wilku mowa – powiedziała Lau widząc Van wbiegającą na korytarz.

- Co się stało? Halo no! – mówiła, a my milczeliśmy

- No bo Van….. jak ty wybiegłaś po tym incydencie to już nie wytrzymałam tylko 

poszłam z nim na górę i mu wszystko powiedziałam o John’ie. On po tym się 

załamał i zamknął się w łazience na 4 godziny po 4 godzinach Ross wyważył 

drzwi i zobaczyliśmy tam Rika w wielkiej kałuży krwi z żyletką w rękach. Od razu 

zrozumieliśmy dlaczego się pociął. Powiedziałam Rossowi. Potem 

zadzwoniliśmy 

po karetkę no i jak przyjechała to nie pozwolili nikomu jechać z nimi, więc ja z 

Rossem zostałam w domu bo musiałam ochłonąć, a oni pojechali, a m potem 

dojechaliśmy. – zakończyłam swój monolog, a Van wpadła w płacz. Chciałam ją 

przytulić, ale wyprzedziła mnie Rydel. Zrobiła to za mnie, a ja znów coś zaczęłam 

mamrotać że to moja wina , płacząc i przytulając się do Rossa.

*Narrator*


Wszyscy byli załamani i bezsilni. Ross i Laura jak i wszyscy ciągle mieli w 

pamięci ten straszny widok Rikera. Laura miała całe mokre ubranie od łez., więc 

się przebrała.