Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 20

Rozdział 20
... i wtedy zobaczyłam coś co wbiło mi nóż w serce.
*Oczami Lau*
Odwróciłam się i zobaczyłam zesztywniałego Rossa liżącego się z jakąś laską, a potem ją odepchnął. Łzy już leciały mi ciurkiem. Wtedy Rydel i Ross odwrócili się w moją stronę Ross już do mnie biegł, a ja zdjęłam swoje szpilki i zaczęłam biec w stronę naszego, chyba już nie naszego domu. Szybko do niego wbiegłam do sypialni, zamknęłam drzwi, ale na moje nieszczęście zapomniałam zamknąć je na klucz. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam ryczeć na całego. Nagle do pokoju wpadł zdyszany Rossa. Ja już stałam przy drzwiach i chciałam wychodzić, ale Ross niestety mi je zatamował.
- Czego chcesz? - powiedziałam oschle i ze łzami w oczach.
- Wytłumaczyć
- Pfff.... to było jednoznaczne.
- Wcale nie. Widziałeś jak ją odepchnąłem?
- To nic nie zmienia Ross. - powiedziałam mu dobitnie i prosto w oczy.
- Właśnie dużo zmienia. Chciałem iść potańczyć z Rydel, ale ty nie chciałaś. To szedłem do Rydel żeby poprosić ją do tańca już złapałem ją za rękę, a nagle jakaś psychofanka, odepchnęła ją i zaczęła mnie całować. Wtedy ją odepchnąłem i zacząłem biec za tobą i teraz jestem tutaj.
- I niby jak mam ci uwierzyć? Ross to nie ma sensu. Mogę być tu do jutra? Jutro już mnie nie będzie.
- Al....llll.eeee że ty chcesz się wyprowadzić? - spytał zdezorientowany.'
- No przecież nie będę zatruwać ci życia a i tak mnie zdradziłeś więc jaki ma sens mieszkania razem? - zapytała 
- Czyli mam rozumieć że chcesz dowodów, ze cię nie zdradziłem tak?
- No fajnie by było. - powiedziałam, a Ross z prędkością światła wyjął telefon i zadzwonił do kogoś.
ROZMOWA TELEFONICZNA, USŁYSZANA PRZEZ LAURĘ:
Ross: Przejedziesz do Lau?
Rydel: Kszzszszxwzzsz
Ross: Jak najszybciej.
Rydel: Kszzszszszsdcdv
Ross: Byłbym ci wdzięczny.
                    CDN.
---------------------------------------------
Krótki, ale następny też będzie jeszcze dzisiaj :) #Rossiaczkowa

Rozdział 19

Rozdział 19
*Oczami Lau*
...,a przed drzwiami stali.... reporterzy! Oślepiali nas fleszami. Jak się zdjęć narobili to zaczęli pytać, naradziłam się z Rossem, czy na wszystko odpowiadać. I zaczął się wywiad. 
- Dzień dobry. Pytanie pierwsze. Czy jesteście narzeczeństwem?
- Tak - odpowiedzieliśmy zgodnie.
- Czy byliście razem  w łóżku.
- Przepraszam, ale na takie pytania nie odpowiadamy.
- Czy planujecie ślub.
- Tak, ale nie od razu. Może za rok, 2,3 m-ce.
- Czy chcecie mieć dziecko?
- No tak, pewnie. - i tutaj też razem odpowiedzieliśmy.
- Jak na przeprowadzkę zareagowały wasze rodziny? - Ross po tym pytaniu dał mi znak, że to ja odpowiadam.
- Ogólnie to wszyscy gratulowali i życzyli szczęścia. Nie było przeciwności.
- Aha. Czy nadal utrzymujecie kontakt z bliskimi i czy zespół nadal istnieje?
- Oczywiście.
- Aha, dziękujemy bardzo za udzielenie odpowiedzi, do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedzieliśmy razem.
- O matko! Jezu... już w gazetach się rozgłosiło że mi się oświadczyłeś i co teraz zaczną przyłazić. - powiedziałam zbulwersowana.
- No spokojnie słońce, przyjdzie taki czas, ze przestaną. - powiedział i jak najmocniej mnie przytulił. Od razu poczułam, że się uspokajam. 
- No ok, chodź zjemy pizze. I wiesz co? Zmieniłam zdanie. Może wyjdziemy dzisiaj do jakiegoś klubu z twoją rodzinką? - zapytałam
- Ok.To ja nałożę pizzę, a ty zadzwoń do Rydel. 
- Spoko. - wyjęłam telefon i zadzwoniłam.
ROZMOWA TELEFONICZNA
R: Halo?
L: Hej Ryd. Mam pytanko czy nie macie może ochoty razem z nami, całą rodzinką pójść do klubu na plaży?
R: No pewnie. Będziemy u was o 19.00 ok? Bo wy macie bliżej.
L: Spoko. No to do zobaczonka.
R: Bye, bye.
Zakończyłam rozmowę i poszłam do Rossa. Wszystko było naszykowane. Zjedliśmy pizze i postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybraliśmy horror pt. Egzorcyzmy Emily Rose. Lubiłam ten film. (na serio jest czaderski :D) Ja już przysypiałam przytulona do Rossa, aż nagle z transu wybudził mnie dzwonek do drzwi. Poszliśmy otworzyć. 
- No siema! - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Każdego mocno przytuliłam. 
- Wchodźcie - Ross zaprosił do środka wszystko zebranych.
- Hej Lau, nie masz już dosyć Rossa.
- Hahahah. Nie ja nigdy nie mam go dosyć. - odpowiedziałam na pytanie zadane przez Rikera.
- Ohhh... to takie słodkie, że zaraz się zeżygam. - powiedział Ratliff, za co dostał ode mnie mocno poduszką. 
- No to ja idę się przebrać i możemy iść. - powiedziałam i zwiałam n górę razem z Rossem. Ja się ubrałam tak -> KLIK a Ross tak -> KLIK
- Ślicznie wyglądasz kochanie. - skomplementował mnie Ross gdy stałam przed lustrem w sypialni obiął mnie w talii i przytulił, a głowę położył na moim ramieniu. Złapałam go za rękę i zeszliśmy na dół.
- WOW! - powiedziało całe rodzeństwo. 
- Idziemy! - zarządziłam i wyszliśmy. Do klubu doszliśmy w 15 minut. Od razu wszyscy usiedli przy barze. Ja postanowiłam z Rydel wypić tylko jednego drinka. Ale chłopaki poszli na całego. Ross po drugim drinku zaprosił mnie na parkiet, ale ja nie miałam najmniejszej ochoty. To powiedział, ze mam przyjść jak będę miała ochotę. No to on zaprosił Rydel. Dalszych poczynań nie widziałam, ale kiedy się odwróciłam i chciałam pójść do Rossa. I wtedy zobaczyłam coś co wbiło w moje serce nóż. 
                  CDN.
---------------------------------------------
Domyślacie się co zobaczyła Laura? #Rossiaczkowa

Rozdział 18

Rozdział 18
*Oczami Lau*
Zjedliśmy na spokojnie śniadanie i Ross zaprowadził mnie do korytarza. Stało tam mega pudło.
-Hmmm….. Ross a to co ma znaczyć? - spytałam zdezorientowana.
- Podobno to moja mama przysłała to caluuuuśkie pudło. Chodź otworzymy.- powiedział i zabraliśmy się do pracy. Rozrywaliśmy pudło świetnie się przy tym bawiąc. Po chwili rozdarliśmy całe, i to wszystko było jeszcze w 2 papierowych, odkrywanych pudłach, na których było napisane "SALON", "INNE" i "SYPIALNIA".
- Bosz... Ross co ta twoja mama nam poprzysyłała? - zapytałam ze śmiechem.
- Nie wiem. Otwórzmy to się dowiemy. - odpowiedział i zdjął pudła z pudła xD Postawił je na podłodze. Mi wręczył pudło z podpisem "SYPIALNIA", zaczęłam je rozpakowywać. Ross rozpakowywał pudło z napisem "SALON". Ja w swoim pudle znalazłam nasze ładne, śmieszne i słodkie zdjęcia oprawione w ramki.
- Ross patrz!Nasze ulubione zdjęcia! - powiedziałam do Rossa przekładają ramki ze zdjęciami. Jak do mnie podszedł, to mu je przekazałam. Czyli już wiemy co powiesimy w sypialni. Podeszłam teraz do mojego Rossiaczka. On w swoim pudle znalazł różne pierdółki i dekoracje (łącznie z naszymi zdjęciami tym razem w małych ramkach). Potem oboje podeszliśmy do pudła z napisem "INNE". Znaleźliśmy tam albumy z naszymi zdjęciami. Postanowiliśmy je sobie pooglądać. Ross usiadł sobie na podłodze i oparł się o ścianę, a ja wpakowałam mu się na kolana. Zaczęliśmy oglądać albumy. Były tam różne zdjęcia z różnych okresów naszej przyjaźni. Pooglądaliśmy i posprzątaliśmy po resztkach rozwalonej paczki, a wszystkie dekoracje zanieśliśmy na górę do sypialni. Postanowiliśmy to wszystko pozawieszać wieczorem. 
- Ufff.... wreszcie skończone - powiedzieliśmy w tym samym momencie i w tym samym momencie walnęliśmy się na łóżko. Zaczęliśmy się śmiać.
- No to Ross. Słoneczko świeci, a ja idę się poopalać. - powiedziałam i cmoknęłam go w usta.
- Ja idę popływać. - krzyknął Ross jak wychodziłam do łazienki, aby przebrać się w moje bikini KLIK. Wzięłam ręczniczek, krem do opalania i okularki przeciwsłoneczne. Wyszłam na dwór i od razu zobaczyłam Rossa kręcocego się w basenie.
- Oooo..... mój ulubiony kostium. - powiedział Ross z zadziornym uśmieszkiem. Ja się tylko zaśmiałam, rozłożyłam ręczniczek na leżaku, nasmarowałam się kremem i zaczęłam się opalać. Niestety przeszkodziła mi w tym moja Blondynka.
- Co chcesz? - zapytałam
- Chodź ze mną popływać.
- Nie. Nie widzisz, że się opalam?.
- No proszę...
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo, a Ross odszedł do basenu z miną smutnego pieska. Trudnooo..... Potem go jakoś udobrucham. Nagle z znowu za jakieś 20 minut zasłoniono mi słoneczko. Ale tym razem obyło się bez proszenia. Ross wziął mnie na ręce, tak gwałtownie, że aż okularki mi spadły z nosa. Wziął rozbieg i razem ze mną wskoczył do basenu. Postanowiłam się odegrać i z zaskoczenia wskoczyłam mu na plecy i zaczęłam go podtapiać. Potem zeskoczyłam z niego, on się odwrócił przodem do mnie a ja niemal natychmiast wpiłam mu się w usta. 
- No, no kochanie nie ładnie wrzucać mnie do basenu wiesz? - zapytałam go ze śmiechem.
- No wiem, ale ja to wyjątek.
- Tiaaaaaaa...... - odpowiedziałam mu wychodząc z basenu i idąc do domu. Ross przyszedł za mną.
- Ross co robimy na obiad?
- Nie wiem słońce.
- Możeeeeee......
- Wiem! Zróbmy domową pizzę!
- Ok - odpowiedziałam - Tylko może się przebierzemy i pójdziemy do sklepu po składniki, co?
- no raczej by wypadało - powiedział i razem poszliśmy się stosowniej ubrać. Potem wyszliśmy do sklepu i kupiliśmy składniki, oraz dzisiejszą gazetę. W drodze do domu, przeczytaliśmy sobie ją. Oczywiście na stronie tytułowej był nagłówek "Ross Lynch i Laura Marano z serialu "Austin & Ally" narzeczeństwem! - str.8" my tylko się zaczęliśmy śmiać. I na stronie był obrazek nas, przybliżony i w czerwonym kółku mój pierścionek zaręczynowy KLIK. No newsy to się po LA szybko roznoszą. A artykuł brzmiał tak:
Wczoraj uchwyciliśmy Rossa Lyncha i Laurę Marano na zaręczynach! Obserwowaliśmy ich i ich rodziny. Ewidentnie  widać był jak Ross prosi o rękę Laury. Od dawna już się ze sobą spotykali. Kiedy ślub? Nie wiemy. Życzymy im szczęścia na nowej drodze życia. Tiaaaa.... no dziękujemy. Doszliśmy do domu i chcieliśmy zacząć robić pizzę, ale przeszkodził nam dzwonek do drzwi. Poszliśmy razem otworzyć. Przed drzwiami stali...
                CDN.
---------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba. Chyba nie trudno się domyślić kto stoi przed drzwiami xD #Rossiaczkowa


                         

Rozdział 17

Rozdział 17
Oczami Rossa
Obudziłem się słysząc dzwonek do drzwi. Zaskoczony zbiegłem na dół, ale na tyle cicho, aby nie obudzić mojej księżniczki. Otworzyłem drzwi a tam nikogo nie było tylko mega pudło. Nagle zza pudła wyłonił się jakiś facet, pewnie kurier.
- Dzień dobry. Jestem Jack, jestem kurierem i przywożę przesyłkę od…. – tu przerwał i spojrzał w swoje zapiski - ……. Rodziny Lynch. Poproszę tutaj tylko podpisać i przesyłka już jest pana. – powiedział i podał mi kartkę i pokazał palcem gdzie mam się podpisać. Posłusznie to zrobiłem, a ten zaczął mi się uważnie przyglądać.
- Czy coś nie tak? – zapytałem patrząc się na niego podejrzliwie ze zmarszczonymi brwiami i przymrużonymi oczami. Ten się tylko na mnie popatrzył i odpowiedział.
- Ja rozumiem, że pan tutaj z dziewczyną mieszka, ale do ludzi to by pan się ubierał. – odpowiedział ze śmiechem, a ja popatrzyłem spanikowany na swój ubiór i spaliłem buraczka.

 - A tak poza tym skąd pan wie, że mieszkam tu z dziewczyną, właściwie to narzeczoną???
- Hmmm..... po pierwsze gratuluję, a po drugie pańska matka....tak chyba matka, jak nas wezwała, żebyśmy to zabrali to tak się strasznie rozgadał, że nawet kazał mi wejść się rozgościć i zrobiła mi herbatę i zaczęła nawijać jak szalona o panu i pana narzeczonej. Powiem szczerzę współczuję takiej na początku smutnej historii, a teraz jakoś to się poukładało.
- To zacytujmy pana: po pierwsze : dziękuję, po drugie nie wiedziałem że moja mama jest tak gościnna, i tak poukładało się. - odpowiedziałem
- Dobra, ja muszę się już zbierać, do widzenia. - krzyknął idąc do swojego samochodu.
- Do widzenia! - krzyknąłem za nim. Wtargałem to wielkie pudło na środek korytarza i udałem się do naszej sypialni. Lau leżała, obudzona (xD) na brzuchu, bawiąc się moim telefonem.Po cichu zakradłem się za nią i skoczyłem obok niej na łóżko przyciągając ją do siebie, a potem całując. Lau podczas pocałunku odłożyła mój telefon i położyła się na mnie ręce opierając o materac.
*Oczami Lau*
Obudziłam się i nie było przy mnie Rossa, ale słyszałam jakieś rozmowy z dołu. Może jakiś listonosz, ktoś do niego zadzwonił, albo kurier. Chciałam iść to sprawdzić, ale postanowiłam na niego poczekać, bo uświadomiłam sobie, że nie chcę mi się wychodzić spod ciepłej kołderki. Wzięłam sobie telefon Rossa i zaczęłam grać w Flappy Birda. Po 4 grach uznałam, że tą grę stworzył człowiek, który ludzi nie lubi. Ale! Pobiłam jego rekord! Miał 6, a ja doszłam do 12! Wiem, że to mało, a ja cieszę się jak dziecko, ale co tam. nagle rozmowy z dołu ucichły, więc wywnioskowałam, że Ross zaraz do mnie przyjdzie. Nadal grałam sobie na jego telefonie, ale tym razem w Subway Surfers. Nagle łóżko ugięło się pod ciężarem mojego "Ktosia" i ten "Ktoś" przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Ja szybko odłożyłam telefon i położyłam się na Rossie i podparłam się rękami o materac. Nasz pocałunek trwał z 3 minuty, potem już nam brakowało tlenu. 
- No to kochanie, jakie mamy na dzisiaj plany? - zapytał Ross
- Ja mam dzisiaj zamiar najpierw zrobić śniadanie, potem przebrać się w kostium, pójść na dwór i się poopalać, a potem jestem do twojej dyspozycji. Tylko uprzedzam ja dzisiaj poza teren naszego domu nie wychodzę!
- No ok. Tylko mam jedno ale.
- Jakie?
- To ja zrobię śniadanie, a nie ty.
- A wcale, że nie. - powiedziałam
- A wcale, że...... - nie dokończył bo przerwałam mu. Mocno i zachłannie wpiłam się w jego usta. Całowaliśmy się teraz jeszcze dłużej. Może z 5 minut, tym razem.
- Nie no to mam propozycję, zróbmy je razem- zaproponowałam.
- Ok.- Ross na szczęście się zgodził. Miałam chytry plan. Zeszliśmy razem do kuchni. Ja miałam zamiar właśnie w tym momencie wcielić swój plan w życie.
- Ross przygotuj składniki na naleśniki, ja pójdę do toalety, ok?
- No pewnie. - widać było, że się ucieszył pewnie chciał się przez ten czas jak najszybciej uwinąć ze śniadaniem, żeby zrobił je sam. Ja szybko zakradłam się do schowka, gdzie były korki. Szybko je przestawiłam i zwiałam z miejsca zdarzenia. :D Ross myślał, że korki wywaliło. Ja sprytnie schowałam się za uchylonymi drzwiami do łazienki na dole. Ross właśnie przechodził przez korytarz, a ja wyszłam zza drzwi i wzięłam rozbieg, oczywiście po cichu i wskoczyłam na jego plecy. Ten zaczął piszczeć jak mała dziewczynka. Zatkałam mu ręką usta. Zeskoczyłam z niego obeszłam, aż zobaczyłam jego twarz w ciemnościach. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam. On się już skapnął, że to ja i odwzajemnił pocałunek. Jak tylko skończyliśmy poszłam do schowka i włączyłam korki.
- Nie ładnie tak straszyć swojego przyszłego męża. Jak dostanę przez ciebie zawału to za kogo wyjdziesz? I jak zrobisz Raurzątka? - spytał obejmując mnie w talii i przyciągając do siebie, z tym uśmieszkiem. Przyciągnął mnie tak ze patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nooo wieeeesz....... znalazłabym jakiegoś faceta, oświadczyłby mi się...... - nie skończyłam bo zobaczyłam minę Rossa. po prostu mu zrzedła. - Ross, głupku! Przecież ja nie mogłabym żyć z innym facetem. Jak byś nie daj Boże zginął ja najprędzej odebrałabym sobie życie.- powiedziałam i wtuliłam się w jego tors. 
- Nie możesz tego zrobić nigdy! Nigdy z mojego powodu! I z jakiegokolwiek innego! Musisz mi to obiecać.
- Ross przepraszam, ale nie mogę ci tego obiecać. Dobra chodź zrobić to śniadanie,bo głodna jestem. - po tym zaciągnęłam go za rękę do kuchni i zaczął robić śniadanie,a ja sobie siedziałam na stole w kuchni i wpatrywałam się w poczynania mojego chło.... narzeczonego. - A ty co leniuchu co? Siedzisz i patrzysz. - zaśmiał się.
- Widzisz jaką masz złą narzeczoną. - powiedziałam z sarkazmem. A ten odwrócił się od patelni, złapał mnie za obie ręce i popatrzył w oczy.
- Mam najwspanialszą, najpiękniejszą, najbardziej utalentowaną i zdolną narzeczoną. - i..... znowu tutaj po raz 4 się dzisiaj całujemy. Niestety musiałam przerwać tą chwilę.
- Ross, kochanie nie chcę cię martwić, ale naleśniki Ci się przypalają. - powiedziałam, a ten szybko pobiegł w stronę kuchenki i zaczął reanimację naleśników. Ja tylko się śmiałam. 
- Wieeeesz Lau....po śniadaniu mam dla ciebie kolejną niespodziankę.
                         CDN.
--------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba... :)#Rossiaczkowa

poniedziałek, 6 lipca 2015

I'm sorry!!!

PRZEPRASZAM!!! Przepraszam za moją dłuuuuuuuuuuuuuuugą nieobecność na blogu, ale jak wiecie są wakacje i nie mam czasu za bardzo pisać bloga. Obiecuję, że do czasu do czasu rozdziały pojawiać się będą, ale nie mogę określić w jakim odstępie czasu... :( Dziękuję za waszą wytrwałość i cierpliwość... :*
#Rossiaczkowa