Słuchajcie! Dzisiaj urodziny Lau! <3 Życzmy jej wszystkiego najlepszego! Happy B-Day Lau! <3
#Rossiaczkowa
niedziela, 29 listopada 2015
sobota, 21 listopada 2015
Rozdział 36
Rozdział 36
*Oczami Laury*
Gdy kolesie odjechali my powróciliśmy do zabawy, ale oczywiście przed tym jak Rocky skończył swoje zadanie to ja to wrzuciłam to na instgrama, twittera i facebooka :))) No bo mądra ja to nagrywałam. Rocky'emu o tym nie powiedziałam, bo by... O!!! Nowe powiadomienia. Patrzę. Filmik Rocky'ego zdobył na Facebooku 13 000 000 like. WoW! Na twitterze 12 000 000 milionów gwiazdek... o! nowa gwiazdka. Na instagramie też to liknęły 13 000 000 miliony osób. No dobra więc gdy powróciliśmy do grania, kręcił Rocky... Wylosował Ell'a.
- Pytanie czy Wyzwanie? - zapytał Rocky Ell'a.
- ummm..... wyzwanie! - powiedział pełen entuzjazmu. Nie wiem czy ten entuzjazm pozostanie na tej mordce, gdy Rocky wymyśli cos głupiego... Może też wymyślić cos w stylu: POCAŁUJ RYD! Ołł! Wtedy by się działo....
- No to Ellingtonie Lee Rattliff. - ocho, juz wiemy po tym zwróceniu, że Rocky szykuje cos poważniejszego. - Grzecznie i bez awantur, pocałujesz Delly przez 5 minut, a potem wsadzisz sboie głowę do kibla.
- Że what!? - wydarł się Ratt.
- Mówiłem bez awantur... - załamał się biedaczyna uzmysłowiając sobie, że niby Ell jest głupi. No bo w pewnym sensie jest głupi... Dobra bo zbaczam z tematu... Jak to ja! Dobra już kończę. Jak Ell podchodził do Delly ja wyciągnęłam iPhona z kieszeni i włączyłam nagrywanie. Pocałunek był taki..... śliczny, delikatny. Tak mi sie przynajmniej wydawało... Ale najlepsze jest to, że całowali się 10 minut, a nie 5!
- Ykhymmm... - odrząknęłam, a oni popatrzyli się na mnie zdziwieni, ja tylko wyrzuciłam ręce do góry.
- Chodź już lepiej Ell do tej łazienki. - powiedziałam do wcześniej wspomnianego ktosia, wstawając podobnie jak reszta towarzystwa. Każdy chciał to zobaczyć. No bo wiadomo, że zobaczyć Ella wkładającego głowę do kibla to wielka sensacja, którą nagrywałam cały czas.
- I poszło - powiedziałam na tyle cicho, że mysłałam, że nikt nie usłyszy... niestety nadzieja matka głupich...
- Co poszło? - zapytał Ell wyjmując głowę z kibla.
- Yyy.... poszło...m-moje zdjęcie. Tak! Poszło moje selfie. - powiedziałam mało przekonującą.
- Laura nie mów, że wstawiłas na wszelkie portale na których masz konto filmik z pocałunkiem i głową w kiblu. - zapytał czerwony ze złości Ellingon.
- Noo... wstawiłam a co? -zapytałam go jak głupia.
- TY SE JAJA ROBISZ!?
---------------------------------------------------------------------------------
*Oczami Laury*
Gdy kolesie odjechali my powróciliśmy do zabawy, ale oczywiście przed tym jak Rocky skończył swoje zadanie to ja to wrzuciłam to na instgrama, twittera i facebooka :))) No bo mądra ja to nagrywałam. Rocky'emu o tym nie powiedziałam, bo by... O!!! Nowe powiadomienia. Patrzę. Filmik Rocky'ego zdobył na Facebooku 13 000 000 like. WoW! Na twitterze 12 000 000 milionów gwiazdek... o! nowa gwiazdka. Na instagramie też to liknęły 13 000 000 miliony osób. No dobra więc gdy powróciliśmy do grania, kręcił Rocky... Wylosował Ell'a.
- Pytanie czy Wyzwanie? - zapytał Rocky Ell'a.
- ummm..... wyzwanie! - powiedział pełen entuzjazmu. Nie wiem czy ten entuzjazm pozostanie na tej mordce, gdy Rocky wymyśli cos głupiego... Może też wymyślić cos w stylu: POCAŁUJ RYD! Ołł! Wtedy by się działo....
- No to Ellingtonie Lee Rattliff. - ocho, juz wiemy po tym zwróceniu, że Rocky szykuje cos poważniejszego. - Grzecznie i bez awantur, pocałujesz Delly przez 5 minut, a potem wsadzisz sboie głowę do kibla.
- Że what!? - wydarł się Ratt.
- Mówiłem bez awantur... - załamał się biedaczyna uzmysłowiając sobie, że niby Ell jest głupi. No bo w pewnym sensie jest głupi... Dobra bo zbaczam z tematu... Jak to ja! Dobra już kończę. Jak Ell podchodził do Delly ja wyciągnęłam iPhona z kieszeni i włączyłam nagrywanie. Pocałunek był taki..... śliczny, delikatny. Tak mi sie przynajmniej wydawało... Ale najlepsze jest to, że całowali się 10 minut, a nie 5!
- Ykhymmm... - odrząknęłam, a oni popatrzyli się na mnie zdziwieni, ja tylko wyrzuciłam ręce do góry.
- Chodź już lepiej Ell do tej łazienki. - powiedziałam do wcześniej wspomnianego ktosia, wstawając podobnie jak reszta towarzystwa. Każdy chciał to zobaczyć. No bo wiadomo, że zobaczyć Ella wkładającego głowę do kibla to wielka sensacja, którą nagrywałam cały czas.
- I poszło - powiedziałam na tyle cicho, że mysłałam, że nikt nie usłyszy... niestety nadzieja matka głupich...
- Co poszło? - zapytał Ell wyjmując głowę z kibla.
- Yyy.... poszło...m-moje zdjęcie. Tak! Poszło moje selfie. - powiedziałam mało przekonującą.
- Laura nie mów, że wstawiłas na wszelkie portale na których masz konto filmik z pocałunkiem i głową w kiblu. - zapytał czerwony ze złości Ellingon.
- Noo... wstawiłam a co? -zapytałam go jak głupia.
- TY SE JAJA ROBISZ!?
---------------------------------------------------------------------------------
wtorek, 17 listopada 2015
Rozdział 35
Rozdział 35
* Oczami Lau *
- No jaaaa ...... Poszedłem do ............................... Taylora. - Wyznał wreszcie Riker
- CO !? - Vanessa, aż Się podniosła z siadu xD
- Mówiłem Ci Van, żebyś była opanowana.
- Jak ja mam Być opanowana, Jak dowiaduję Się, Ze Mój przyjaciel o Mało co nie nie polazł do mojego chłopaka, żeby .... no własnie żeby co !? - . Zapytała podchodząc i mrużąc Oczy . Wiedziałam, że może Być niebezpiecznie . BARDZO niebezpiecznie Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć, to jest jego sprawa dlaczego tam poszedł. Jeżeli tam szedł to znaczy ze miał jakieś powody, o których ty nie musisz wiedzieć, bo to jest jego sprawa, jasne?
- Aha, czyli Wszyscy Się zwracają przeciwko Mnie, tak? Okej, to ja Spadam. Nie zostaję na żadnej imprezie. - Powiedziała wyszła í trzaskając Drzwiami.
- Dobra słuchajcie Nie przejmujcie Się Cala Sprawa, TYLKO zaczynamy imprezę! - Wydarłam Się, zrywając Się z Kolan Rossa.
- Kto Się zgadza?
- My! -. Wszyscy Razem wydarliśmy Się Zaraz po Tym Ross włączył na fulla muzyke. Ryry byl DJ'em. Bawiliśmy Się świetnie. Kazdy tańczył z każdym. Ja Też zatańczyłam Z każdym, oczywiscie ALE najwięcej z Rossem. Potem przynieśliśmy szampana i tort. Kazdy byl pod Wielkim wrażeniem tortu. Jak powiedziałam im jeszcze kto ten tort zrobił, szczeny im opadły... Ciasto było wyśmienite. Rydla zakochała się w tym torciku, ponieważ było tam dużo różowego różowego i WGL. wiec wiecie o co chodzi.... Każdy zjadł ciasto z wielką ochotą. Szampana Juz Nie było,a kupiliśmy 4 Butelki, ale wiecie jak to z nami jest ... także potem postanowiliśmy Jeszcze potańczyć. Každý tańczył Już odważniej Bo Wiadomo byliśmy PO alkoholu Trochę. Ja z Rossem nie piłam dużo. Ogólnie tego wieczory nie zamierzam się upijać nie wiadomo jak, myślę, że z Rossem jest tak samo, ale co do reszty to nie mam takiej pewności... No dobra przejdźmy wreszcie do Rzeczy :) GDY zaczęliśmy Grać w nie nie obyło bez wygłupów Się butelkę. Mądra ja wiedziałam Czym przekonać towarzystwo, abym ja Pierwsza kręciła butelka. Oczywiscie pewnie Się domyślacie, nie nie Jak to Wam powiem. Zagroziłam im, že Jak zrobią Coś głupiego zrobić wstawię na zdjęcie / filmik na instagrama, Facebook, i twitera. PO Tych słowach Rocky z przerażeniem w oczach oddał mil posłusznie buteleczkę po pepsi. Nie I stało się, zakręciła. Zatrzymało sie na Rocky'm.
- OL, tak OL jee! ol tak! - Zaczęłam tutaj wymachiwać rękami Jak głupia, ale TYLKO przez chwile. Rocky sie załamał.
- Nie robić Rock'usiu. Wyjdziesz na ulicę w różowych bokserkach różowej koszulce ppkt na ramiączka ppkt i Mojej, staniesz na środku Ulicy i wydrzesz się "Kto chce Się ZE MNA zabawić?" kręcąc prz Tym Dupa - ja here wstawiłam Mój złowieszczy śmiech .
Jak Rocky wyszedł na ulicę i zaczął Się drzeć, trwało do 10 Minut z oo przyjechała Policja. Już chciała zabrać Rocky'ego, ale zaczęłam im grozić, a že to byly 18 letnie niedoświadczone typki, SZYBKO zwiali.
CDN ...................
* Oczami Lau *
- No jaaaa ...... Poszedłem do ............................... Taylora. - Wyznał wreszcie Riker
- CO !? - Vanessa, aż Się podniosła z siadu xD
- Mówiłem Ci Van, żebyś była opanowana.
- Jak ja mam Być opanowana, Jak dowiaduję Się, Ze Mój przyjaciel o Mało co nie nie polazł do mojego chłopaka, żeby .... no własnie żeby co !? - . Zapytała podchodząc i mrużąc Oczy . Wiedziałam, że może Być niebezpiecznie . BARDZO niebezpiecznie Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć, to jest jego sprawa dlaczego tam poszedł. Jeżeli tam szedł to znaczy ze miał jakieś powody, o których ty nie musisz wiedzieć, bo to jest jego sprawa, jasne?
- Aha, czyli Wszyscy Się zwracają przeciwko Mnie, tak? Okej, to ja Spadam. Nie zostaję na żadnej imprezie. - Powiedziała wyszła í trzaskając Drzwiami.
- Dobra słuchajcie Nie przejmujcie Się Cala Sprawa, TYLKO zaczynamy imprezę! - Wydarłam Się, zrywając Się z Kolan Rossa.
- Kto Się zgadza?
- My! -. Wszyscy Razem wydarliśmy Się Zaraz po Tym Ross włączył na fulla muzyke. Ryry byl DJ'em. Bawiliśmy Się świetnie. Kazdy tańczył z każdym. Ja Też zatańczyłam Z każdym, oczywiscie ALE najwięcej z Rossem. Potem przynieśliśmy szampana i tort. Kazdy byl pod Wielkim wrażeniem tortu. Jak powiedziałam im jeszcze kto ten tort zrobił, szczeny im opadły... Ciasto było wyśmienite. Rydla zakochała się w tym torciku, ponieważ było tam dużo różowego różowego i WGL. wiec wiecie o co chodzi.... Każdy zjadł ciasto z wielką ochotą. Szampana Juz Nie było,a kupiliśmy 4 Butelki, ale wiecie jak to z nami jest ... także potem postanowiliśmy Jeszcze potańczyć. Každý tańczył Już odważniej Bo Wiadomo byliśmy PO alkoholu Trochę. Ja z Rossem nie piłam dużo. Ogólnie tego wieczory nie zamierzam się upijać nie wiadomo jak, myślę, że z Rossem jest tak samo, ale co do reszty to nie mam takiej pewności... No dobra przejdźmy wreszcie do Rzeczy :) GDY zaczęliśmy Grać w nie nie obyło bez wygłupów Się butelkę. Mądra ja wiedziałam Czym przekonać towarzystwo, abym ja Pierwsza kręciła butelka. Oczywiscie pewnie Się domyślacie, nie nie Jak to Wam powiem. Zagroziłam im, že Jak zrobią Coś głupiego zrobić wstawię na zdjęcie / filmik na instagrama, Facebook, i twitera. PO Tych słowach Rocky z przerażeniem w oczach oddał mil posłusznie buteleczkę po pepsi. Nie I stało się, zakręciła. Zatrzymało sie na Rocky'm.
- OL, tak OL jee! ol tak! - Zaczęłam tutaj wymachiwać rękami Jak głupia, ale TYLKO przez chwile. Rocky sie załamał.
- Nie robić Rock'usiu. Wyjdziesz na ulicę w różowych bokserkach różowej koszulce ppkt na ramiączka ppkt i Mojej, staniesz na środku Ulicy i wydrzesz się "Kto chce Się ZE MNA zabawić?" kręcąc prz Tym Dupa - ja here wstawiłam Mój złowieszczy śmiech .
Jak Rocky wyszedł na ulicę i zaczął Się drzeć, trwało do 10 Minut z oo przyjechała Policja. Już chciała zabrać Rocky'ego, ale zaczęłam im grozić, a že to byly 18 letnie niedoświadczone typki, SZYBKO zwiali.
CDN ...................
piątek, 13 listopada 2015
Rozdział 34
Rozdział 34
*Oczami Lau*
Gdy wpuściłam te bandę dzikusów i popatrzyłam po ich twarzach, wydawało mi się, że kogoś brakuję. No zaraz.... Rydel - jest, Ell - jest, Rocky - jest, RyRy - jest, Vanka - jest, Ja- jestem, Ross - jest... Nie ma Rikera! A dlaczego zaraz się dowiem...
- Uwaga! Uwaga! - no na szczęście zwrócili uwagę, teraz się zabawimy w żołnierzyki! - Baczność już! - wydarłam się. Jezu jestem aż taka straszna, że nawet Ross i Ryd stanęli w szeregu na baczność. Okeeej. To zaczyna być dziwne.
- Yyyy.... Ross a ty po co stanąłeś w szeregu?
- Bo jesteś straszna! - powiedział i wzdrygnął się.
- Dobra to zaczynamy przesłuchanie. Zaczynamy po kolei. Rocky czy wiesz coś na temat Rikera?
- Nie. Ja jak wyszliśmy ze szpitala, to oni szli do domu, a ja z Ellem odbiłem w stronę centrum i poszliśmy do kina, potem na kręgielnie, na lody, do wesołego miasteczka i do domu. - odpowiedział na jednym wdechu po czym zasalutował (przyłożył dwa palce do czoła, stojąc na baczność - od aut.). Oj bała się dziecina...
- No dobrze - powiedziałam, mrużąc oczy. - No to Ella nie pytam. Ryd?
- J-ja b-byłam w sz-szpitalu a p-potem p-poszłam d-do d-domu i p-pomagałam sz-szykować s-się V-Vance. - powiedziała, już miała kontynuować, gdy jej na chwilę przerwałam.
- Spokojnie Rydel. Nie bój się mnie. No ja rozumiem chłopaki, ale ty? Kobito, weź mnie nie rozśmieszaj...- uśmiechnęłam się do niej ciepło, co odwzajemniła.
- No to kontynuuj.
- Ale jak szykowałam Vankę, Riker wpadł do pokoju zdyszany i tylko w biegu powiedział, że idzie coś załatwić z jakimś chłopakiem i że wróci za jakąś godzinę jak wszystko dobrze pójdzie.
- Cholera!
- Co jest Lau? - zapytał Ross
- Potem wam wytłumaczę, po prostu wiem gdzie idzie Riker i muszę go jak najszybciej powstrzymać.
- A gdzie idzie? - tylko tyle usłyszałam, nim wybiegłam do kuchni, żeby zadzwonić do Rikera. Na szczęście odebrał po 2 sygnałach.
*Rozmowa telefoniczna*
R: Halo?
L: Riker czy ty już do reszty ocipiałeś?
R: Ale dlaczego?
L; Oj już dobrze oboje wiemy, że poszedłeś do niego.
R: Ale Lau, ja musiałem. Przecież wiesz, że chciałem dokopać temu gościowi i powiedzieć mu, żeby odwalił się od Vanessy.
L: Ja wiem Riker, ale uważam, że nie powinieneś... Dobra nie ważne. Gdzie teraz jesteś?
R: Wall Street 34, przecznicę od jego domu.
L: Riker mam to gdzies co sobie teraz myślisz, jaką masz wielką chęć dokopania temu gościowi, ale nie pozwolę ci na to... Mimo wszystko, że on mnie... no wiesz co... Wracaj do nas na imprezkę.
R: Ale...
L: Żadnego ale. Wiesz do czego jestem zdolna. Specjalnie z twojego powodu robiłam na początku spotkania przesłuchanie. Wszyscy stali w rządku na baczność i mi odpowiadali co wiedzą na temat twojego zniknięcia. Skumałam po tym co powiedziała mi Rydel. A teraz zawracaj i chodź do nas. To na razie.
R: Czekaj. Dziękuję. - mimo, że go nie słyszałam, wiedziałam, że się uśmiecha.
L: Luuuzik...
Gdy weszłam do salonu, zobaczyłam, że wszyscy siedzą w salonie i rozmawiają o tym co się mogło stać z Rikerem.
- Ooo... Lau już jesteś. I co??? - zapytał Ross z ciekawością.
- Riker zaraz tu będzie i sam wam wszystko wytłumaczy. - chwilę pogadaliśmy i po jakichś 10 minutach ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Rydel chciała wstać, ale ją powstrzymałam.
- Ja mu muszę jeszcze coś powiedzieć, więc ja otworzę. Zerwałam się i w miarę możliwości pobiegłam do drzwi ( miałam 10 centymetrowe koturny! ). Gdy otworzyłam do drzwi zobaczyłam uśmiechniętego Rikera.
- Siemka. No i taki masz być. Nie przejmować się tym co było i co będzie, a żyć tym co jest teraz. - powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam.
- Dziękuję, za wszystko. - gdy wszedł mocno mnie przytulił.
- Nie ma za co, a teraz chodź do reszty. - powiedziałam i pociągnęłam go do reszty. Gdy weszliśmy do salonu, Riker usiadł sobie na wolnym miejscu, a ja znowu na kolanach Rossa. Wszyscy się przywitali z Rikiem i zaczęły sie pytania.
- Riker mógłbyś nam wyjaśnić gdzie poszedłeś??? - zapytała Vanessa, nie ukrywając zdziwienia.
- No dobrze, tylko Van błagam cię panuj nas sobą po tym co ci powiem. - ta tylko kiwnęła głową i Riker zaczął mówić, przynajmniej taki miał zamiar.
- No to..... poszedłem do.........
CDN.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Co raz bardziej zaczynają podobać mi się moje rozdziały i nie pomyślcie, że sie chwalę czy coś. Po prostu czuję wenę i piszę! :* :) Błagam motywujcie mnie komentarzami i wejściami na bloga! :* Kocham was! <3
#Rossiaczkowa
*Oczami Lau*
Gdy wpuściłam te bandę dzikusów i popatrzyłam po ich twarzach, wydawało mi się, że kogoś brakuję. No zaraz.... Rydel - jest, Ell - jest, Rocky - jest, RyRy - jest, Vanka - jest, Ja- jestem, Ross - jest... Nie ma Rikera! A dlaczego zaraz się dowiem...
- Uwaga! Uwaga! - no na szczęście zwrócili uwagę, teraz się zabawimy w żołnierzyki! - Baczność już! - wydarłam się. Jezu jestem aż taka straszna, że nawet Ross i Ryd stanęli w szeregu na baczność. Okeeej. To zaczyna być dziwne.
- Yyyy.... Ross a ty po co stanąłeś w szeregu?
- Bo jesteś straszna! - powiedział i wzdrygnął się.
- Dobra to zaczynamy przesłuchanie. Zaczynamy po kolei. Rocky czy wiesz coś na temat Rikera?
- Nie. Ja jak wyszliśmy ze szpitala, to oni szli do domu, a ja z Ellem odbiłem w stronę centrum i poszliśmy do kina, potem na kręgielnie, na lody, do wesołego miasteczka i do domu. - odpowiedział na jednym wdechu po czym zasalutował (przyłożył dwa palce do czoła, stojąc na baczność - od aut.). Oj bała się dziecina...
- No dobrze - powiedziałam, mrużąc oczy. - No to Ella nie pytam. Ryd?
- J-ja b-byłam w sz-szpitalu a p-potem p-poszłam d-do d-domu i p-pomagałam sz-szykować s-się V-Vance. - powiedziała, już miała kontynuować, gdy jej na chwilę przerwałam.
- Spokojnie Rydel. Nie bój się mnie. No ja rozumiem chłopaki, ale ty? Kobito, weź mnie nie rozśmieszaj...- uśmiechnęłam się do niej ciepło, co odwzajemniła.
- No to kontynuuj.
- Ale jak szykowałam Vankę, Riker wpadł do pokoju zdyszany i tylko w biegu powiedział, że idzie coś załatwić z jakimś chłopakiem i że wróci za jakąś godzinę jak wszystko dobrze pójdzie.
- Cholera!
- Co jest Lau? - zapytał Ross
- Potem wam wytłumaczę, po prostu wiem gdzie idzie Riker i muszę go jak najszybciej powstrzymać.
- A gdzie idzie? - tylko tyle usłyszałam, nim wybiegłam do kuchni, żeby zadzwonić do Rikera. Na szczęście odebrał po 2 sygnałach.
*Rozmowa telefoniczna*
R: Halo?
L: Riker czy ty już do reszty ocipiałeś?
R: Ale dlaczego?
L; Oj już dobrze oboje wiemy, że poszedłeś do niego.
R: Ale Lau, ja musiałem. Przecież wiesz, że chciałem dokopać temu gościowi i powiedzieć mu, żeby odwalił się od Vanessy.
L: Ja wiem Riker, ale uważam, że nie powinieneś... Dobra nie ważne. Gdzie teraz jesteś?
R: Wall Street 34, przecznicę od jego domu.
L: Riker mam to gdzies co sobie teraz myślisz, jaką masz wielką chęć dokopania temu gościowi, ale nie pozwolę ci na to... Mimo wszystko, że on mnie... no wiesz co... Wracaj do nas na imprezkę.
R: Ale...
L: Żadnego ale. Wiesz do czego jestem zdolna. Specjalnie z twojego powodu robiłam na początku spotkania przesłuchanie. Wszyscy stali w rządku na baczność i mi odpowiadali co wiedzą na temat twojego zniknięcia. Skumałam po tym co powiedziała mi Rydel. A teraz zawracaj i chodź do nas. To na razie.
R: Czekaj. Dziękuję. - mimo, że go nie słyszałam, wiedziałam, że się uśmiecha.
L: Luuuzik...
Gdy weszłam do salonu, zobaczyłam, że wszyscy siedzą w salonie i rozmawiają o tym co się mogło stać z Rikerem.
- Ooo... Lau już jesteś. I co??? - zapytał Ross z ciekawością.
- Riker zaraz tu będzie i sam wam wszystko wytłumaczy. - chwilę pogadaliśmy i po jakichś 10 minutach ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Rydel chciała wstać, ale ją powstrzymałam.
- Ja mu muszę jeszcze coś powiedzieć, więc ja otworzę. Zerwałam się i w miarę możliwości pobiegłam do drzwi ( miałam 10 centymetrowe koturny! ). Gdy otworzyłam do drzwi zobaczyłam uśmiechniętego Rikera.
- Siemka. No i taki masz być. Nie przejmować się tym co było i co będzie, a żyć tym co jest teraz. - powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam.
- Dziękuję, za wszystko. - gdy wszedł mocno mnie przytulił.
- Nie ma za co, a teraz chodź do reszty. - powiedziałam i pociągnęłam go do reszty. Gdy weszliśmy do salonu, Riker usiadł sobie na wolnym miejscu, a ja znowu na kolanach Rossa. Wszyscy się przywitali z Rikiem i zaczęły sie pytania.
- Riker mógłbyś nam wyjaśnić gdzie poszedłeś??? - zapytała Vanessa, nie ukrywając zdziwienia.
- No dobrze, tylko Van błagam cię panuj nas sobą po tym co ci powiem. - ta tylko kiwnęła głową i Riker zaczął mówić, przynajmniej taki miał zamiar.
- No to..... poszedłem do.........
CDN.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Co raz bardziej zaczynają podobać mi się moje rozdziały i nie pomyślcie, że sie chwalę czy coś. Po prostu czuję wenę i piszę! :* :) Błagam motywujcie mnie komentarzami i wejściami na bloga! :* Kocham was! <3
#Rossiaczkowa
czwartek, 5 listopada 2015
Rozdział 33
Rozdział 33
Na całe szczęście obudziłam się niedługo po tym jak zemdlałam. Tak przynajmniej mi się wydaje. Byłam tak zmęczona, że powieki same mi się zamykały. Jak otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w naszej sypialni i panuje w niej półmrok. Chwilę później drzwi sę lekko otworzyły, a przez nie wleciał piękny zapach naleśników z bitą śmietana, owocami i nutellą. Mniam! Wraz z tacą naleśników pojawiła się słodka blond włosa czupryna ze słodką twarzyczką, na której widniały wielki czekoladowe oczy. Tak macie racje to był Ross. od razu zrobiło mi się lepiej na sercu, a samopoczucie poprawiło.
- Wita śpiącą królewnę - powiedział Ross wchodząc do pokoju i zapalając świateło. Jasne promienie światła zaślepiły moje oczka. Na szczęście mój narzeczony (jak to pięknie brzmi...) szybko temu zaradził. Stanął przede mną z tacą pełną przepysznych naleśników. A skąd wiem, że pysznych? Bo mój narzeczony gotuje same prepyszne rzeczy, a zwłaszcza naleśniki. Więc morał z tego taki, że trzeba go wykorzystywać...
- Kocham Cię!- krzynęłam, zerwałam się z łóżka i mocno przytuliłam Rossa.
- Wiem kochanie. - i śmiech
- W ogóle to ile miałam godzin nieprzytomności? - zapytałam z niemałą ciekawością, ponieważ trzeba jeszcze wszystko przygotować na tą zapowiedzianą imprezkę z okazji trasy koncertowej R5.
- Spokojnie Lau. o było gdzieś tak z 4 godziny. - Powiedział ZE stoickim spokojem Ross.
- Która jest Teraz?
- Ummm... 18.00
- Ołłł ... to ja lecę do kuchni przygotowywać imprezkę. - już chciałam wychodzić ale zatrzymała mnie ręka Rossa. Spojrzałam na niego pytająco.
- Nie musisz. - powiedział z szerokim uśmiechem. Ja wybuchłam śmiechem.
- To co ty catering zamówiłeś??? - zapytałam się pomiędzy napadami śmiechu.
- Nie ja wszystko zrobiłem. - odpowiedział dumnie wyprężając pierś. I w tym momencie serce mi stanęło. Że Ross on upiek 2 ciasta + 2 paczki babeczek. nie stłuk żadnej miski przy rozkładaniu chipsów, żelków i cukierków!? Nie podpalił kuchni!?
- Matko. Naprawdę? Musze to zobaczyć, ale zanim zejde na dół niestety muszę cię zasmucić. Nie zrobiłeś tortu, więc sie nie pomiziamy. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Jesteś pewna, że nie zrobiłem tortu??? - zapytał Ross unosząc jedną brew.
- Jestem pewna. - odpowiedziałam pewna, że Ross nie dokonałbyczegoś takiego.
- No to chodź.- i tutaj zaciągnął mnie za rękę do kuchni. Jak zobaczyłam tort szczęka mi opadła. Buzia w kształcie literki "o", oczy jak 5 złoty, a ręce swobodnie sobie zwisają wzdłuż pasa. Przed mną widniał tak piękny obraz: (tort ---> link)
- Jezuuu. - złapałam się za głowę, gdyż ujrzałam salon udekorowany na imprezkę. Cały w serpentynach i balonach. Na stole przeróżne przekąski, światło zgaszone, napoje pod ścianą. Muzyka włączona, ale przyciszona.
- WoW! Jesteś wielki! Dziękuję. - powiedziałam i mocno przytuliłam się do Rossa. Potem jeszcze go pocałowałam.
- Ale jednego nie rozumiem. Dlaczego mi dziękujesz?
- Dziękuję ci dlatego, że nie musiałam robić tego wszystkiego.
- Nie ma za co.
- No to teraz mamy 2 godziny wolnego. - to już Ross wymruczał, całując moją szyję.
- O nie kochany tak nie będzie. - powiedziałam, odpychając go lekko od siebie.
- Ale dlaczego? - załamał ręce i z mina zbitego psiaka patrzył się na mnie tymi wielkimi ślepiami.
- Bo najpierw..... - i tu mi zabrakło pomysłu... mądra ja! - O wiem! Mam pomysł! Najpierw porozwieszamy nasze zdjęcia w sypialni.- gdy to powiedziałam, nie zobaczyłam wielkiego entuzjazmu na twarzy Rossa. Uhhh... Trudny charakter.
- Charakterek to ty masz. No to... potem jak skończymy, a skończymy na pewno w przeciągu godziny to się pomiziamy, okej? - zapytałam z nadzieją w głosie unosząc brwi.
- Nooo.... dobraaa...- odpowiedział mi z zadziornym uśmieszkiem.
*Godzinę później)
Po tym jak skończyliśmy zawieszać zdjęcia. Postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybraliśmy komedię. My niestety nie byliśmy za bradzo zainteresowani filmem chociaż był śmieszny. Pragnęliśmy się do siebie zbliżyć. I wszystko poszło po naszej myśli. Po 15 minutach film (Kac Vegas - polecam!!! można się pośmiać - od. aut.) zszedł na drugi plan, ponieważ Ross znowu zaczął mnie rozpraszać, swoimi pieszczotami. Zaczął całować moją szyję. W całości oddając się Rossowi i jego pieszczotą zamknęłam oczy i jeszcze mocniej przytuliłam się do niego. Potem zaczęliśmy się całować. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Po chwili poczułam jak Ross rozdziela nasze usta językiem. Bla, bla, bla... Po co opowiadać jak w kółko to samo było??? No cóż po skończonym pieszczotach czyli jakieś pół godziny przed imprezą, poszlismy się przygotować. Ja wyglądałam tak:
A Ross, założył czarne rurki, białą koszulkę z krótkim rękawem i na to czarną marynarkę. Wyglądał zabójczo przystojnie.
- Wyglądasz ślicznie Lau. - powiedział podchodząc, do mnie, łapiąc mnie w pasie i przyciągając do siebie. Tak tylko wspomnę, że byliśmy na środku korytarza na 1 piętrze.
- Ty też wyglądasz niczego sobie. - po tych słowach Ross położył jedną rekę na moich plecach, tak że przylgnęła do niego całym ciałem, a drugą pozostawił na biodrze. Ja oplotłam swoje ręce na jego szyi. Całowaliśmy się może z 10 minut z jedną przerwą. Potem nam niegrzecznie i drastycznie przerwano. Juz zadzwonił dzwonek do drzwi. Ja z myślami typu: ciekawe co będzie jutro, oj będzie sie działo, ciekawe jak będziemy się bawić, ciekawe czy zagramy w butelkę, nie to głupia myśl bo na pewno zgramy w butelkę. I tak otworzyłam drzwi, za którymi ujrzałam calutkie rodzeństwo Lynch (oprócz Rikera, ale z Ellem)
--------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba :)
#Rossiaczkowa
Na całe szczęście obudziłam się niedługo po tym jak zemdlałam. Tak przynajmniej mi się wydaje. Byłam tak zmęczona, że powieki same mi się zamykały. Jak otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w naszej sypialni i panuje w niej półmrok. Chwilę później drzwi sę lekko otworzyły, a przez nie wleciał piękny zapach naleśników z bitą śmietana, owocami i nutellą. Mniam! Wraz z tacą naleśników pojawiła się słodka blond włosa czupryna ze słodką twarzyczką, na której widniały wielki czekoladowe oczy. Tak macie racje to był Ross. od razu zrobiło mi się lepiej na sercu, a samopoczucie poprawiło.
- Wita śpiącą królewnę - powiedział Ross wchodząc do pokoju i zapalając świateło. Jasne promienie światła zaślepiły moje oczka. Na szczęście mój narzeczony (jak to pięknie brzmi...) szybko temu zaradził. Stanął przede mną z tacą pełną przepysznych naleśników. A skąd wiem, że pysznych? Bo mój narzeczony gotuje same prepyszne rzeczy, a zwłaszcza naleśniki. Więc morał z tego taki, że trzeba go wykorzystywać...
- Kocham Cię!- krzynęłam, zerwałam się z łóżka i mocno przytuliłam Rossa.
- Wiem kochanie. - i śmiech
- W ogóle to ile miałam godzin nieprzytomności? - zapytałam z niemałą ciekawością, ponieważ trzeba jeszcze wszystko przygotować na tą zapowiedzianą imprezkę z okazji trasy koncertowej R5.
- Spokojnie Lau. o było gdzieś tak z 4 godziny. - Powiedział ZE stoickim spokojem Ross.
- Która jest Teraz?
- Ummm... 18.00
- Ołłł ... to ja lecę do kuchni przygotowywać imprezkę. - już chciałam wychodzić ale zatrzymała mnie ręka Rossa. Spojrzałam na niego pytająco.
- Nie musisz. - powiedział z szerokim uśmiechem. Ja wybuchłam śmiechem.
- To co ty catering zamówiłeś??? - zapytałam się pomiędzy napadami śmiechu.
- Nie ja wszystko zrobiłem. - odpowiedział dumnie wyprężając pierś. I w tym momencie serce mi stanęło. Że Ross on upiek 2 ciasta + 2 paczki babeczek. nie stłuk żadnej miski przy rozkładaniu chipsów, żelków i cukierków!? Nie podpalił kuchni!?
- Matko. Naprawdę? Musze to zobaczyć, ale zanim zejde na dół niestety muszę cię zasmucić. Nie zrobiłeś tortu, więc sie nie pomiziamy. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Jesteś pewna, że nie zrobiłem tortu??? - zapytał Ross unosząc jedną brew.
- Jestem pewna. - odpowiedziałam pewna, że Ross nie dokonałbyczegoś takiego.
- No to chodź.- i tutaj zaciągnął mnie za rękę do kuchni. Jak zobaczyłam tort szczęka mi opadła. Buzia w kształcie literki "o", oczy jak 5 złoty, a ręce swobodnie sobie zwisają wzdłuż pasa. Przed mną widniał tak piękny obraz: (tort ---> link)
- Jezuuu. - złapałam się za głowę, gdyż ujrzałam salon udekorowany na imprezkę. Cały w serpentynach i balonach. Na stole przeróżne przekąski, światło zgaszone, napoje pod ścianą. Muzyka włączona, ale przyciszona.
- WoW! Jesteś wielki! Dziękuję. - powiedziałam i mocno przytuliłam się do Rossa. Potem jeszcze go pocałowałam.
- Ale jednego nie rozumiem. Dlaczego mi dziękujesz?
- Dziękuję ci dlatego, że nie musiałam robić tego wszystkiego.
- Nie ma za co.
- No to teraz mamy 2 godziny wolnego. - to już Ross wymruczał, całując moją szyję.
- O nie kochany tak nie będzie. - powiedziałam, odpychając go lekko od siebie.
- Ale dlaczego? - załamał ręce i z mina zbitego psiaka patrzył się na mnie tymi wielkimi ślepiami.
- Bo najpierw..... - i tu mi zabrakło pomysłu... mądra ja! - O wiem! Mam pomysł! Najpierw porozwieszamy nasze zdjęcia w sypialni.- gdy to powiedziałam, nie zobaczyłam wielkiego entuzjazmu na twarzy Rossa. Uhhh... Trudny charakter.
- Charakterek to ty masz. No to... potem jak skończymy, a skończymy na pewno w przeciągu godziny to się pomiziamy, okej? - zapytałam z nadzieją w głosie unosząc brwi.
- Nooo.... dobraaa...- odpowiedział mi z zadziornym uśmieszkiem.
*Godzinę później)
Po tym jak skończyliśmy zawieszać zdjęcia. Postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybraliśmy komedię. My niestety nie byliśmy za bradzo zainteresowani filmem chociaż był śmieszny. Pragnęliśmy się do siebie zbliżyć. I wszystko poszło po naszej myśli. Po 15 minutach film (Kac Vegas - polecam!!! można się pośmiać - od. aut.) zszedł na drugi plan, ponieważ Ross znowu zaczął mnie rozpraszać, swoimi pieszczotami. Zaczął całować moją szyję. W całości oddając się Rossowi i jego pieszczotą zamknęłam oczy i jeszcze mocniej przytuliłam się do niego. Potem zaczęliśmy się całować. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Po chwili poczułam jak Ross rozdziela nasze usta językiem. Bla, bla, bla... Po co opowiadać jak w kółko to samo było??? No cóż po skończonym pieszczotach czyli jakieś pół godziny przed imprezą, poszlismy się przygotować. Ja wyglądałam tak:
A Ross, założył czarne rurki, białą koszulkę z krótkim rękawem i na to czarną marynarkę. Wyglądał zabójczo przystojnie.
- Wyglądasz ślicznie Lau. - powiedział podchodząc, do mnie, łapiąc mnie w pasie i przyciągając do siebie. Tak tylko wspomnę, że byliśmy na środku korytarza na 1 piętrze.
- Ty też wyglądasz niczego sobie. - po tych słowach Ross położył jedną rekę na moich plecach, tak że przylgnęła do niego całym ciałem, a drugą pozostawił na biodrze. Ja oplotłam swoje ręce na jego szyi. Całowaliśmy się może z 10 minut z jedną przerwą. Potem nam niegrzecznie i drastycznie przerwano. Juz zadzwonił dzwonek do drzwi. Ja z myślami typu: ciekawe co będzie jutro, oj będzie sie działo, ciekawe jak będziemy się bawić, ciekawe czy zagramy w butelkę, nie to głupia myśl bo na pewno zgramy w butelkę. I tak otworzyłam drzwi, za którymi ujrzałam calutkie rodzeństwo Lynch (oprócz Rikera, ale z Ellem)
--------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba :)
#Rossiaczkowa
wtorek, 3 listopada 2015
Kochani!
Dziękuję wam bardzo za wczorajsze 118 wyświetleń bloga! :* Rozdział już dzisiaj :)
#Rossiaczkowa
#Rossiaczkowa
poniedziałek, 2 listopada 2015
Rozdział 32
5 komentarzy = next!
Rozdział 31
*Oczami Laury *
Otworzyłam drzwi, a przed nimi stał Rocky, który stał z wielkim koszykiem - wózkiem sklepowym całym wypakowany po brzegi żelkami i chipsami. Jak widziałam, że Rocky chce wjechać przyparłam szybko do ściany, ciężko oddychając. On za to postawił wózek na środku salonu i jak petarda, zamknął drzwi na 4 spusty.
- Boże Rocky! CZY Nawet my własnym domu nie nie mozna Mieć Trochę prywatności !? - Wydarłam Się na niego, wyrzucając Ręce do góry. On: od razu mial Oczy JAK 5 złotych. - Dobra. Huj z Tym. Co się stało? I co Robi Wielki wózek ZE sklepu w naszym domu, Przepraszam bardzo !?
- No bo ja tak BARDZO chciałem Żelki, a Delly nie chciała mi dac kasy na moje żelunie, bo uważa że za dużo ich jem. Ja Też nie jestem za bogaty, bo Wszystko na Żelki i chipsy wydaję. Wiec mądry ja ukradłem to wszystko! - odrzekł i wyprężył dumnie pierś.
- Rocky, Jakim ty jestes piep ****** debilem! - Wydarł sie na cale Los Angles, Ross.
-Jest tylko Jeden mały problemik Jeszcze ... - zaczął Rocky patrząc na nas ślepiami, Które "Miały, no wlasnie Miały nas zaczarować niestety ... TYLKO Ross, ma TAKIE Szczęście, ZE TYLKO on potrafi Mnie zaczarować swoimi ślepkami Dobra.. , bo zbaczam z tematu.
- No jaki!? - wydarł się zdenerwowany Ross.
- Policja mnie ściga...- powiedział, niemal wyszeptał Rocky z miną zbitego psiaka.
- Że what!? - wydarłam się na cały dom, wtedy kiedy dzwonek zadzwonił do drzwi. Chciałam si na kimś wyżyć, a nie chciałam żeby był to Ross ani Rocky. Padło na policjanta... Jednym zamaszystym ruchem otworzyłam wkurzona drzwi.
- Dzień dobry. Jestem poli ... - zaczął mówić bezbarwnym, wypranym z emocji i znudzonym głosem policjant.
- Wiem kim pan jest!- Warknęłam wkurzona.
- Ok. Czy jest tutaj niejaki...- tutaj też nie dokończył bo znowu mu przerwałam.
- Nie ma go TUTAJ, Teraz PROSZĘ przestać go ścigać, wypchaj się tą kasą i spadaj z mojego domu. - wydarłam, się na oszołomionego policjanta i prosto przed oczyma jak 5 złoty, zamknęłam mu drzwi. Z tego wszystkiego, zakręciło mi się w głowie. Moje powieki zaczęły same opadać. Już miałam zderzyć się z ziemią, gdy poczułam silne ramiona. Ross. Ostatnie słowo, które słyszałam : Laura. Oj, za dużo teraz mdleję...
---------------------------------------------
Krotki, ale jest;) :) Mam Nadzieje, Ze Się podoba. :)
#Rossiaczkowa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







.jpg)
.jpg)