Łączna liczba wyświetleń

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 12

Rozdział 12

*Ross*

Obudziłem się trzymając Lau w ramionach. Tuliła się do mnie jak do pluszowego 

misia. Wyglądała okropnie, nie to że wątpię w urodę swojej dziewczyny czy coś. 

Miała czerwone, podkrążone oczy i rozmazany makijaż z wczoraj. Postanowiłem 

obudzić moją królewnę. Pocałowałem ją lekko w usta, a ona momentalnie się 

obudziła. Uśmiechnęła się, ale to nie jest już ten uśmiech co kiedyś. Szczery, 

pełen entuzjazmu…. Wszystko przez tą z Rikerem.

- Hej skarbie – odezwałem się pierwszy

-Hej. Która godzina?

- 10.15, a co?

- Tak się pytam. Aaaaaaaa…… wiesz że Cie kocham? – spytała się szczerząc 

się do mnie

- No wiem. Ja cię kocham bardziej.

- A wca……- nie dokończyła bo zamknąłem jej usta pocałunkiem.

- No cóż idę zrobić śniadanie i idziemy do Rika. Ciekawe czy się już obudził. 

Boże 

dlaczego ja nie zareagowałam wcze……

- Oj przestań już się obwiniać jeżeli już to jest poniekąd wina Van. To ona nie 

powiedziała Rikerowi że ma już chłoptasia, tak?

- No tak, tak.

*Oczami Laury*

Zaszliśmy razem na śniadanie. Wszyscy jeszcze spali. Zrobiliśmy sobie 

jajecznicę i zjedliśmy w miłej atmosferze. Potem poszliśmy się ubrać. Wreszcie 

wyszliśmy na świeże powietrze, idąc do Rika. Przegadaliśmy caluuuuutką drogę 

o różnych pierdołach. Weszliśmy do szpitala. Znowu ten nieprzyjemny zapach 

różnych lekarstw i czego tam jeszcze było można się doszukać. Skierowaliśmy 

się do sali Rika. Po drodze natknęliśmy się na lekarza opiekującego się 

chłopakiem. Szybko do niego podbiegłam.

- Dzień dobry. Co z Rikerem?

-  Wszystko dobrze. W nocy żadne komplikacje się nie pojawiły. I mam bardzo 

dobrą wiadomość. Wczoraj wieczorem przetoczyliśmy potrzebną krew panu 

Rikerowi, a dzisiaj rano o 5.00 się wybudził, wszystko pamięta i jest w jak 

najlepszym porządku. Można do niego wejść. Tylko proszę nie przebywać tam 

za 

długo bo pacjent musi odpoczywać. – zakończył swój monolog, a ja rzuciłam się 

na szyję Rossowi i do razu poprawił mi się humor. Kiedy weszliśmy do Sali 

zobaczyliśmy znowu tego samego Rikera. Uśmiech, pogodna twarz, pełen 

entuzjazm.

- Riker! – wykrzyknęłam i przytuliłam mocno najstarszego z Lynch’ów.

- Auć!

-Sorry Rik ale nie wiesz jak się cieszę ze już powróciłeś do świata żywych. 

Wszyscy w domu bez ciebie chodzili przygnębieni. Było smutno. Niezłego nam 

stracha napędziłeś! A i przepraszam bardzo za Vanessę ona po prostu nie 

wiedziała że ty się w niej zakochasz, ale myślę że wszystko się ułoży i będziecie 

razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz