Rozdział 30
*Oczami Lau*
(...) Z sali wyszedł uśmiechnięty lekarz. Każdy szykował się na najgorsze. Ale jedna rzecz był dziwna dlaczego lekarz był uśmiechnięty? Czy lekarze powinni się cieszyć z czyjegoś nieszczęścia? Chyba nie. Zatem to pozostawało zagadką.
- Słuchajcie dzieciaki! To cud! Oni... - i oczywiście musiał wprowadzić to swoje napięcie przez "burzą". - ...się wybudzili! Niestety, a może stety. Nad ich łóżkami były paralizatory. Były one połączone jednym kablem. Pielęgniarka przez przypadek pociągnęła ten łączący je kabel w gabinecie i obydwa paralizatory spadły na Pana Lyncha i Panią Marano. Takim sposobem się wybudzili. Przeprowadziliśmy wszelkie potrzebne badanie kontrolne. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kości się zrosły, a rany zagoiły. Myślę, że jak przez najbliższe dwie godziny będzie wszystko dobrze panna Marano i pan Lynch będą mogli wyjść ze szpitala. A i jeszcze jedna rzecz, proszę na razie nie wchodzić do pacjentów bo muszą odpoczywać. Zobaczycie się z nimi dopiero jak będą wychodzić ze szpitala, dobrze? - dopiero,gdy wszyscy pokiwali zgodnie głowami, odszedł do swojego gabinetu. I wtem udało się usłyszeć głośny pisk 2 dziewczyn. Rydel i mój. Tak się cieszyłam, że wreszcie się wybudzili. Z tej radości przytuliłam Rossa z całych sił, a identycznie zrobiła Rydel, która normalnie latała z radości.
- Laura..... kochanie..... wie...sz....że cię......kocham.... ale le...kko.... mnie.......przyyy.....dddu....szszasz.
- Ojć przepraszam. - powiedziałam zakłopotana, uśmiechnęłam się słodko i cmoknęłam czerwonego, próbującego złapać powietrze Rossa w policzek.
- Aż trudno uwierzyć, że w takiej małej kruszynce kryje się tyle siły. - pokręcił głową niedowierzający Rocky.
- Nie przeginaj. - powiedziałam wrogo. Ale jak teraz byłabym w jakiejś głupiej kreskówce dla małych dzieci, nad głową zapaliłaby mi się żółta duuuuża żarówka.
- W sumie nie gniewam się Rocky. - powiedziałam normalnie i wzruszyłam ramionami. - Może uczcimy to, że znowu nie jestem na ciebie zła i ci wybaczyłam co? - zapytałam mojego przyszłego szwagra, który stał dosłownie kilkanaście centymetrów przede mną. Dla ulepszenia stałam z chytrym uśmieszkiem i zacnie zacierałam rączki jak Dundersztyc. Rocky miał oczy jak 5 złoty i stał wryty. To mi tylko ułatwiło zadanie. Podbiegłam do Rocky'ego i złapałam go w pasie. Uścisnęłam do tak mocno, ze po 10 sekundach nie mógł oddychać. Staliśmy już tak z 5 minut ten nie mógł oddychać. Nagle ktoś złapał mnie za biodra przyciągając do siebie. Najprawdopodobniej był to Ross.
- Spokojnie Lau, bo mi brata udusisz. - powiedział i wskazał na Rocky'ego siedzącego na ziemi, trzymającego się za brzuch całego sinego na twarzy i do tego nie mógł złapać powietrza. Ja tylko wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Przez 10 minut bezczynnego siedzenia i milczenia zastanawiałam się co można by tu porobić. Postanowiłam, że upiekę jakieś ciasta czy babeczki, albo to i to. To co mi wpadnie w ręce w sklepie. Tak to będzie dobry pomysł. Jeszcze dodatkowo może wezmę Rossa i kupimy coś na imprezę. I z takimi myślami poderwałam się z krzesła, a że trzymałam Rossa za rękę to go pociągnęłam za sobą. On się prawie wywalił, ale co tam.
- Uwaga uwaga! Postanowiłam, że z okazji tego, że Van i Rik, niedługo wyjdą ze szpitala, upiekę jakieś ciasto czy coś w tym stylu. - na te słowa oczywiście Rossowi, Rockiemu i Ellowi zaświeciły się oczy. Od razu padłi na kolana i ciągle mówić, a raczej się przekrzykując mówili :"Kocham Cię!". To wyglądało co najmniej jakby trzech facetów klęczało mi u stóp uniemożliwiając mi chodzenie, czy ruszenie się, i każdy z nich mnie przekonywał, żebym wybrała jego. Life is brutal! Na szczęście po 5 minutach kazałam im wstać bo narobili by jeszcze większego pośmiewiska.
- I nie dokończyłam. Rocky mówił o jakiejś imprezie. Więc zrobimy ją u nas, a teraz wy poczekajcie na wypis Rikera i Vanessy i odprowadźcie ich do waszego domu, niech się przebiorą i umyją czy co tam jeszcze. Potem im wszystko wytłumaczcie i powiedzcie i przyjdźcie do nas. My w tym czasie kupimy wszystko co potrzebne i przygotujemy dom, a teraz bye! - zakończyłam swój monolog i pociągnęłam Rossa do windy. Oj to będzie ciekawa imprezka!
--------------------------------------------------------------------
A no właśnie, przepraszam jeszcze za to, że w zapowiedzi trochę przyśpieszyłam i nie ma wszystkiego w tym rozdziale, ale to wszystko pojawi się w następnych ;)
#Rossiaczkowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz