Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 29 marca 2016

Rozdział 44

NOTECZKA! PROSZĘ O PRZECZYTANIE!
Jest i rozdział! Przepraszam, że tak długo go nie było, ale obowiązki... Za to macie dłuuugi rozdzialik i od razu mówię, że nie wiem kiedy dodam następny bo mam zrąbaną klawiaturkę i piszę teraz na siostry, anie wiem czy wgl kiedys mi da xD Ogólnie to też przez te dni nie miałam weny, ale w końcu wpadłam na kilka pomysłów ;) I jest rozdział! Mam nadzieję, że sie podoba i przypominam o ankiecie na blogu, zakładce WASZE BLOGI i PYTANKA :D Bardzo tez proszę o komentowanie moich postów bo jak to sie mówi...
KOMENTUJESZ= MOTYWUJESZ! :D I to prawda! No to do jak najszybszego napisania :*
#Rossiaczkowa

Rozdział 44
*Oczami Lau*
Gdy wychodziłam z łazienki, dla świętego spokoju, dotknęłam rękoma swoich włosów i z przodu i z tyłu. Wszystko na swoim miejscu, to idziemy! Gdy wyszłam zobaczyłam codzienny widok. No może nie za bardzo... No bo chłopaki (Ell, Ross, Riker i Rocky latali po całym autobusie i nie wiedzieli co ze sobą zrboić, no bo przeciez albo nie wiedzieli gdzie są ich ubrania, albo nie umieli czego uprasować. Gdy wyszłam zamarli. Wyglądali śmiesznie, oczy jak 5 złoty, buzie w kształcie litery "o"
- WoW! - krzyknęli w czwórkę.
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- Ślicznie wyglądasz. - oni się synchronizują!? o.O
- Dziękuję - i tutaj właśnie w tym momencie spłonęłam rumieńcem...
- Ołłł.... a gdzie Vanka i Rydel? - zapytałam chłopaków.
- Vanka poszła na spacer. - odpowiedzał cos Riker, który latał w bokserkach i koszulce. Szukał swoich czarnych rurek...
- A Delly gdzieś wywiało nie wiemy gdzie. - powiedział Ellington w pełni ubrany. No może w pełni... Szukał swojej zielonej koszulki. 
- Dobra stop! - wydarłam się, a oni spojrzeli się na mnie zdziwieni. - siadać na kanapę, a ja przygotuję wam stroje ok? - zapytałam, szczerze to z nadzieja w oczach.
- Kocham Cię - powiedzieli ZNOWU chórkiem i rzucili się na mnie i to dosłownie.
- No ok, ok. Ale koniec tych czułości.- powiedziała i na całe szczęście podziałało. Najpierw Ross. - pomyślałam. Pogrzebałam w jego walizce i wybrałam mu zwykłą koszulkę na ramiączka, żeby było mu wygodnie i czarne rurki. -
- Proszę. - powiedziałam podając mu zestawik.
- Ale czaaad. To moje ulubione rzeczy na koncerty. - powiedział mocno mnie przytulając i całując w policzek. Ja się uśmiechnęłam.
- Wieeem. - No dobra. Teraz Riker. Jemu wybrałam taką koszulke + spodnie (bez kurtki)
- Proszę. - powiedziałam podając następnemu. - Moje ulubione rzeczy na koncert.- dosłownie oczka mu się zaświeciły. Po oglądaniu mocno mnie przytulił. I tak też było z dwoma pozostałymi. Tylko, że dla Rocky'ego wybrałam to i do tego czarne rurki. Jak każdy zresztą..., a Ell dostał taki zestaw. Każdy był zadowolony, więc był ok. Usiedliśmy i postanowiliśmy jeszcze poczekać na Delly, bo Vanka juz przyszła i przebrała się w prostą asymetryczną czerwoną sukienkę , a dodała do tego czarne szpile. Po 5 minutach od przyjścia Vanki, dostałam smsa od....... O! Delly! Ciekawe co napisała. Po chwili już zaczęłam czytać wiadomość, brzmiała tak:
"Hej Lau. Przepraszam, za moje ranne wyjście, ale miałam coś ważnego do załatwienia. Na razie nie mogę ci powiedzieć co się stało, ale obiecuję, że niedługo się dowiesz. I to ty będziesz jako pierwsza. Chciałam was jeszcze tylko poinformować, że na koncert dojadę sama. Do zpbaczenia :*" 
- Hej! Delly na koncert dojedzie sama, ta mi napisała w smsie. 
- No ok. To zbieramy sie już.- powiedział Ross. Wszyscy zgodnie wsiedli do busa i pojechali na koncert. Na występie było super! R5 dało czadu. Jeszcze dodatkowo na koniec koncertu Ross i Riker zaprosili mnie i Vanke na scenę i razem w czwórkę zaśpiewaliśmy All of me, a potem z całym R5 Pass me by. Ich fanki wrzeszczały, piszczały, skakały i co tam jeszcze. Jak zakończyli koncert, wzięłam Delly na bok. Musiałam się dowiedzieć, o co chodziło z tą "tajemnicą". 
- Delly, tłumacz się w trybie now! - powiedziałam wkurzona.
- No, ale ja nie mogę...- powiedziała smutna. - To miała być niespodzianka, dla wszystkich.
- Mam to gdzieś. Tłumacz się. - powtórzyłam.
- No bo... jaaaaa... m-mam c-chłopaka. - powiedziała szeptem. Ja momentalnie rozszerzyłam źrenice.
- Że what!? - wydarłam się. 
- Cicho. - przyłożyła mi palec do ust. - Nikt jak na razie nie może się o tym dowiedzieć.
- No, ale jak to się stało? - zapytałam ciekawa.
- Dzisiaj rano, obudziłam się najwcześniej z całego towarzystwa i leżałam pół godziny cały czas rozmyślając. Potem postanowiłam pójść do łazienki, ale znowu się zamyśliłam i stałam przed drzwiami jak głupia i wtedy poczułam kogoś dotyk. Myślała, że to Ell, ale jak się odwróciłam zobaczyłam Jamesa. - i tutaj już chciała mówic dalej, ale ja jej przerwałam
- Kogo, przepraszam!? - wydarłam się, a ona znowu mnie uciszyła.
- Wiem co sobie myślisz, ale potem wyrwał mnie na spacer po pół godzinie namawiania i wszystko wytłumaczył. Zachowywał się tak wobec mnie dlatego, że jego rodzice zmarli na raka, oboje. A on zaczął ćpać i przez to się taki zrobił, ale zmienił się. - powiedziała szybko Delly, widząc moja naburmuszoną i wkurzoną minę.
- Ja tam nie mam zaufania do tego gościa, ale rób co chcesz. Ale czekaj, czekaj...- powiedziałam mrużąc oczy. Nagle cos zrozumiałam -Dlaczego z nim jesteś tak naprawdę dlaczego. No bo od 2 lat mi mówisz ja to ty się bardzo zakochałas w Ellu. - powiedziałam.
- Nooooooo..........przecież ja kocham Jamesa. - powiedziała piskliwie.
- Szczerze - syknęłam.
- No bo... - spuściła głowę. - Chodziło o to żeby zapomniec o Ellingtonie, on napewno nie czuje tego samego co ja, więc jakoś chce uciec od tego uczucia, ale jakos na razie mi się to nie udaję. - powiedziała ze łzami w oczach. Ocho! Laura wkracza do akcji...
- Ale pamiętaj, że nie tylko ty mi się zwierzasz... - powiedziałam tajemniczo
- Czyyli on mówił coś o mnei!? - prawie krzyknęła pełna entuzjazmu.
- Sama sie go zapytaj to sie dowiesz. - powiedziałam, przytuliłam ja i poszłam do rodzeństwa. Już zbieraliśmy się do autobusu, żeby wyruszyć w dalszą podróż.  Wszyscy pełni entuzjazmu, już chcieli jechać, ale postanowili, że pójdą n spacer. Tylko ja i Rik ne chcieliśmy. Ja sie dzisiaj strasznie źle czułam, a Riker..... to nie wiem. No mniejsza, gdy wszyscy poszli ja dyskretnie poszłam do swojej walizki i wyjęłam z niej test ciążow. Tak wiem co myślicie, ale tak naprwadę to Delly mi go kupiła bo tylko ona jedyna wiedziała o moich pzypuszczeniach. No bo patrzcie.... Strasznie dużo jem, od czasu do czasu wymiotuj, okres mi się spóźnia... Postanowiłam o zrobić jak nikogo nie będzie w autobusie. Był tylko Riker, ale on mi jakoś specjalnie nie utrudniał zadania. Szybko pobiegłam do łazienki . Po 10 minutach już cały tes zrobiony. Teraz tylko muszę spojrzeć na wynik. Wdech- wydech, wdech - wydech i... patrzymy! Spojrzałam na test i zamarłam. Wynik był pozytywny. czylii....  o boże! J-ja z rossem będziemy rodzicami Wdech, wydech, wdech, wydech. Jezu! A jak on mnie porzuci i ze mną zerwie, zerwie zaręczyny, odwoła ślub, znienawidzi mnie!? Ja sie wtedy potnę. Chwile potem rzuciłam test na podłogę i zaczęłam płakać. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi. Cholera! Dlaczego się nie zamknęłam!? Podniosłam głowę i zobaczyłam Rikera. Uff.... Jest ok.
- Jezu! Laura co się stało. - powiedział siadając koło mnie i obejmując z przerażeniem.
- J-jaaa.... - nie mogłam się wysłowić, dlatego podałam mu test do ręki. 
- Jesteś w ciąży? - zapytał z usmiechem. Ten jego entuzjazm i optymizm... - Będę wujkiem, oho, aha, oł jeee! - zaczął tańczyć swój taniec zwycięstwa. Boże! Z kim ja żyję!?
- A tak wgl to dlaczego płaczesz? Powinnaś się cieszyć z tego \, że jestes w ciązy. Przeważnie tak jest... - powiedział zamyślony.
- A jak Ross zrwie zaręczyny i nie będzie chciał tego dziecka? - zpaytałam z załamaniem i bólem w oczach.  - on popatrzył na mnie z pobłażaniem..
- Słońce... Ross? On zawsze mi opowiadał ile chce mieć dzieci, jak będa miały na imię. I nawet niedawno mi powiedział, ze to właśnie z tobą teraz chciały mieć dziecko. Życzenie spełnione! - powiedział, mocno mnie przytulając. 
- Myślisz? - zapytałam ocierając łzy.
- Ja nie myślę ja to wiem. - powiedział śmiejąc się. Po jakichś 5 minutach usłyszeliśmy głośne śmiechy. Ocho! Wrócili. Ja szybko zabrał test i ukryłam go w walizce. Na całe szczęście dzisiejszy wieczór minął spokojnie. Oprócz kolacji.... opowiem wam całe zdarzenie... Zaczynamy wszyscy w kuchni WSZYSCY robić kolację. No to dlatego wyjęłam sobie szyneczkę, serek, sałtę i rzodkiewkę. Tak miałam ochote na mięso, ale oczywiście szanowny pan Riker musiał mi przeszkodzić w robieniu.
- A co ty wyprawiasz? - zapytał baaaardzo zdziwiony.
- No jak to co Kolacje se robię. - odpowiedziałam na jego retoryczne pytanie.
- O nie, nie \, nie kochana. Tak nie będzie. - powiedział zabierając mi szynkę i ser.
- No co ty robisz, ja mam taka ochotę na tą szyneczkę, tak smakowicie wygląda.
- Wieem, ale ty nie możesz jeść szyneczki - powiedział głupkowato sie uśmiechając. To całe zdarzenie obserwowała rodzinka.
- A niby dlaczego? - zapytałam
- Bo wkułem na pamięć cały twój jadłospisik. - powiedział śmiejąc się szyderczo. Cholera! No tak, ajk my siedzielismy i oglądalismy film, to Riker siedział w fotelu na telefonie i coś czytaj. Jak się okazuje to był mój jadłospis ciążowy.
- Urgh! - warknęłam wkurzona. 
- A teraz jak grzeczne dziecko pójdziesz ładnie do salonu pobawić sie iPadzikiem a ja ci zrobie to co dla ciebie jest odpowiednie. 
- No nie!!! - jęknęłam przegrana. Już miałam pojść "grzecznie" do salonu, ale powstrzymał mnie głos Rossa.
- O co chodzi? - zapytał zdziwiony
- Kiedyś sie dowiesz... - powiedziałam i poszłam do wcześniej wspomnianego miejsca.
--------------------------------------------------------------------
#Rossiaczkowa

1 komentarz:

  1. A ja myślałam że będzie Rydellington -,-
    Się myliłam xD
    Super rozdział :*
    Czekam na kokejny ;)

    OdpowiedzUsuń