Rozdział 45
*Oczami Lau*
- Kiedyś się
dowiesz… - powiedziałam Rossowi i poszłam do salonu. Tak nienawidzę go
okłamywać. To jest dla mnie straszne! Chcę, żeby on wiedział o dziecku, ale… no
właśnie ALE! Zawsze to głupie ALE!!! Jak on uzna, że jesteśmy za młodzi na
dziecko? Jak mnie zostawi? Ale w sumie chciał ślub, oświadczył mi się. Tylko
czy na pewno nie ucieknie przed obowiązkiem, zobowiązaniem, przed tym
wszystkim? No właśnie tego nie wiem, dlatego na razie wolę nie ryzykować. Gdy
poszłam do salonu, zaraz przyszła cała rodzinka, a Riker podał mi moją
dietetyczną kolację. Była to sałatka. Hyh niby zdrowa, ale to była moja
ulubiona… Na samym końcu przyszedł do nas bardzo zamyślony Ross. Dobrze
wiedziałam o czym myśli, aż za dobrze wiedziałam. Riker też się pewnie
domyślał, bo patrzył na mnie z troską i smutkiem. Wszyscy przy kolacji żywo
rozmawiali i dyskutowali, tylko ja i Ross milczeliśmy. Ja ciągle zastanawiałam
się jak mu to powiedzieć, a on zastanawiał się nad nasyzm dziwnym zachowaniem.
W sumie, nikt nie powiedział że życie jest proste… W końcu postanowiliśmy iść
wszyscy spać. Ross na całe szczęście już powrócił do świata żywych. Ja szybko
poszłam do łazienki, wykonałam calutką toaletę i poszłam do łóżka. Potem
wszyscy po kolei się myli. Wreszcie z łazienki wyszedł Ross. Wyglądał tak
słodko… Jego jeszcze wilgotne włosy po prysznicu, były powykręcane we wszystkie
strony, on uśmiechał się tym swoim ślicznym i zniewalającym uśmiechem, czego
chcieć więcej? Tylko tego, żeby się dowiedział o dziecku i żeby mnie nie
zostawił… No nie ważne, tym zajmiemy się później. Ross, jak wcześniej
wspominałam uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Po chwili już leżał koło
mnie, a ja już nie wytrzymałam i się do niego bardzo mocno przytuliłam. On
objął mnie czule i pocałował we włosy. O tak! Tego było mi trzeba.
- Kocham Cię
Lau. – wyszeptał tuż przy moich ustach.
- Ja ciebie
też i to bardzo. –odpowiedziałam, a on nie czekając długo wpił się w moje usta.
Mmmm…. Tak mi ich brakowało… Mimo, że to tylko kilka godzin. Ja bez niego nie
mogę żyć!
-
Przepraszam Ross za moje dzisiejsze zachowanie i ja dobrze wiem, że ty byś
chciał się wszystkiego się dowiedzieć i mi pomóc, ale… No właśnie ty nie masz
jak mi pomóc. Obiecaj mi tylko jedno. Bądź przy mnie cały czas i nie zostawiaj
mnie, a ja obiecuję ci że już za bardzo niedługo dowiesz się dlaczego tak
dziwnie się zachowywaliśmy z RIkerem, ok? – zapytałam, kończąc swój jakże długi
i wyczerpujący monolog.
- Dobrze,
kochanie. Ufam ci. – i tyle słyszałam. Potem odeszłam do krainy Morfeusza.
~Następny
dzień~
*Oczami Lau*
Dzisiaj
wstałam, szczerze? Aż za późno… była 15.00, no cóż… wczoraj siedzieliśmy do
1.00 w nocy. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku. Myślałam… Nadchodzi kolejny
dzień pełen emocji i kolejny dzień w który muszę okłamywać Rossa. Boże,
dlaczego ja? No cóż, w sumie to moja wina, że mu nie powiedziałam NADAL… Dobra,
jakość sobie poradzimy, obiecałam mu, że się niedługo dowie, a powiem mu jutro!
Tak, to dobry pomysł. Dzisiaj jeszcze się psychicznie nastawię. Wstałam i
poczułam ostrą woń naleśników. Mmmm… Jak się okazało nikogo nie było w
autobusie, oprócz ktosia, który robił naleśniki. Podejrzewam Rossa. A żeby
sprawdzić to trzeba wstać. Zanim jednak wstałam, zobaczyłam, że w moim iPhonie
miga dioda, oznaczająca nową wiadomość. Szybko odblokowałam telefon i
zobaczyłam wiadomość. Była ona od Delly.
Kochana! Chciałam cię
poinformować, że macie z Rossem autobus do dyspozycji do koncertu, my poszliśmy
całą rodzinką na zakupy. Miłej zabawy! ;*
PS Po koncercie, mam ci
coś ważnego do przekazania. Może teraz zdradzę ci cząstkę tej tajemnicy… Mam
chłopaka! To nie Ell :’( No nic, do zoba ;*
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Delly ma chłopaka! Szkoda tylko, że to nie Ell, ale ja nie mam prawa wtrącać
się w jej życie, chociaż wiem, że mimo wszystko chciałaby być z Ellingtonem.
Nagle z zamyślenia wyrwał mnie Ross, który po odstawieniu naleśników na
stoliczek, walnął się na łóżko tak, że aż podskoczyłam. Ja tam prawie na zawał
zeszłam!
- Boże Ross!
Nie strasz mnie tak! – powiedziałam strasznie szybko, ponieważ miałam troszkę
utrudnione zadanie, bo zrobiło mi się strasznie duszno. Już chyba wiem
dlaczego. Ciąża. Riker kiedyś czytał mi, że nie mogę się denerwować bo może to
zaszkodzić dziecku, ani też że nie można mnie straszyć. Na całe szczęście już
po 3 minutach ochłonęłam.
-
Przepraszam słońce. – powiedział Ross z miną zbitego psiaka, ja się tylko
zaśmiałam i cmoknęłam go w usta. Ale jak to mój wariat, przytrzymał mnie przy
sobie i pogłębiał pocałunki. Chwilę potem posadził mnie sobie na kolanach tak,
że siedziałam na nim okrakiem i dalej się całowaliśmy. Potem zupełnie
zapomnieliśmy o bożym świecie i zaczęliśmy z siebie zdejmować nasze baaardzo
skromne „ubranka”. Najpierw Ross zdjął
ze mnie bluzkę, a potem zaczął całować moje półnagie piersi, ja za to dobrałam
się do jego kolegi. Musiałam jednak na chwilę przerwać, aby coś powiedzieć.
- Ross tylko
dzisiaj…. Delikatnie, bo jestem troszkę obolała. – uśmiechnęłam się do niego
lekko.
- Wedle
życzenia – uśmiechnął się do mnie i znowu zaczął całować. Potem to już chyba
wiecie co było… Po naszym „baraszkowaniu”, zjedliśmy przygotowane przez Rossa
naleśniki. Były pyszne! Po jakiś 2 godzinach leżenia, miziania się i oglądania
telewizji, postanowiliśmy się ubrać, ale na szczęście na razie w jakieś wygodne
ubrania, bo koncert dopiero za 4 godziny.
Ja ubrałam się w szarą bluzkę ze smerfem, niebieskie rurki, szare Conversy, a włosy związałam w luźnego koka malując się następnie tuszem, eyelinerem oraz malinową pomadką do ust.
Wyglądał
sexy. Wstałam szybciutko z łóżka i
podeszłam do niego, a on jakby czytając mi w myślach, przyciągnął mnie za kark
do siebie całując. Oddawałam pocałunki z taką samą ochotą. Chwilę później, Ross
naparł na mnie swoim ciałem, przywierając mnie do ściany. Nie wiem ile trwał
nasz niby jeden pocałunek, ale bardzo długo, ponieważ jak skończyliśmy mocno
dyszeliśmy, próbując złapać trochę powietrza. Kocham Rossa nad życie i muszę mu
w końcu to powiedzieć.
- R-ross
j-ja m-muszę c-ci c-coś p-p-powiedzieć – zaczęłam drżącym głosem.
- Co się
stało słońce? - spytał przejęty Ross.
- Wieeesz….
J-ja….. Rydel ma chłopaka! – stchórzyłam, stchórzyłam. Po prostu kurde
stchórzyłam! Jaaaaaaaaaa….
- No i co w
tym złego, że aż tak ci się trząsł głos? – spytał podejrzliwie. Kurde, trzeba
ratować sytuację.
- No ma
chłopaka, ale to nie Ell. – brnęłam dalej, nadal nie wiedział o co mi chodzi,
no i dobrze! Chyba na początku słabo wierzył mi, że mówię o tym, ale ja wybrnę
tym co teraz powiem i zabłysnę!
- No to nie
jest Ell, ale Rydel ostatnio opowiadała mi, że któregoś dnia, jak wszyscy
spaliśmy przyszedł do naszego autobusu
jej były – James i półgodzinnym namawianiu poszłą z nim na spacer. I…
dzisiaj dostałam od niej smsa, że ma chłopaka. I j-ja się boję, że on znowu jej
to zrobi.
- O cholera!
– wrzasnął Ross, nerwowo przeczesując sobie włosy. – Muszę do niej zadzwonić. –
powiedział szybko i zanim zdążyłam zareagować to on już dzwonił i miał telefon
przy uchu. Po chwili usłyszałam rozmowę telefoniczną i głos wkurzonego Rossa z
kuchni.
*Oczami
Rossa*
Jezus! A jak
jej się znowu coś stanie!?
*ROZMOWA
TELEFONICZNA*
Ryd: Halo?
Ross: Rydel
to ty?
Rydel: No
tak, a coś się stało?
Ross: Oj tak
bardzo dużo… Dobra mam dwa pytania.
Rydel: Wal
śmiało.
Ross: Masz
chłopaka?
Rydel:
Yyyy…. N-no t-tak.
Ross: A kim
on jest, jak się nazywa?
Rydel: N-no
to jest……….. Ell!
Ross: Rydel
nie kłam, wiem, że to nie jest Ell, ponieważ Lau pokazywała mi dzisiaj rano
smsa od ciebie, gdzie pisałaś, że masz chłopaka, ale nie jest nim Ell.
Rydel: Dobra
powiem ci pod warunkiem, że będziesz opanowany i nie będziesz się darł.
Ross: Ymm…
okej.
Rydel: To
jest… to jest James. James.
Ross: Czyś
ty zgłupiała!? Jak po tym wszystkim co ci zrobił!? – w tym momencie jak ona
zaczęła się tłumaczyć. Rzuciłem telefon na kanapę, a sam poszedłem na łóżko,
usiadłem, oparłem łokcie na kolanach, a na rękach głowę. Byłem załamany, jak
Delly mogła!?
*Oczami Lau*
Ross był
strasznie zdenerwowany, nie wiedziałam jak go uspokoić. Nigdy nie widziałam go
w takim stanie. Nagle Ross wyszedł na dwór, pobiegłam za nim. Zobaczyłam tam
bardzo niecodzienny widok. Rossa, który siedział załamany na kamieniu, który
prawie płacze, ale powstrzymuje się przed tym, przygryzając mocno wargę. Gdy
mnie zobaczył, szybko wstał, a ja nie chcąc, żeby mi uciekł pobiegłam do niego
i wskoczyłam na niego przytulając się. Wyglądaliśmy tak:
- Nie martw
się, nic jej nie zrobi. – powiedziałam pocieszając go choć sama w to nei
wierzyłam, ale czego się nie robi dla drugiej osoby.
- On na…… -
tu już nie dokończył, bo nie chciałam tego słyszeć więć go po prostu
pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek.
- Nie
przejmuj się nią, żyj tym co jest teraz. Rydel na pewno wie co robi. To jest
jej życie i nie masz prawa o nim decydować, nawet jeżeli ci się nie podoba. –
wyszeptałam mu do ucha, następnie całując go w policzek.
Cudo <3
OdpowiedzUsuńChcem next :-(
OdpowiedzUsuń