Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 28 czerwca 2016

Rozdział 45

 Rozdział 45
*Oczami Lau*      
- Kiedyś się dowiesz… - powiedziałam Rossowi i poszłam do salonu. Tak nienawidzę go okłamywać. To jest dla mnie straszne! Chcę, żeby on wiedział o dziecku, ale… no właśnie ALE! Zawsze to głupie ALE!!! Jak on uzna, że jesteśmy za młodzi na dziecko? Jak mnie zostawi? Ale w sumie chciał ślub, oświadczył mi się. Tylko czy na pewno nie ucieknie przed obowiązkiem, zobowiązaniem, przed tym wszystkim? No właśnie tego nie wiem, dlatego na razie wolę nie ryzykować. Gdy poszłam do salonu, zaraz przyszła cała rodzinka, a Riker podał mi moją dietetyczną kolację. Była to sałatka. Hyh niby zdrowa, ale to była moja ulubiona… Na samym końcu przyszedł do nas bardzo zamyślony Ross. Dobrze wiedziałam o czym myśli, aż za dobrze wiedziałam. Riker też się pewnie domyślał, bo patrzył na mnie z troską i smutkiem. Wszyscy przy kolacji żywo rozmawiali i dyskutowali, tylko ja i Ross milczeliśmy. Ja ciągle zastanawiałam się jak mu to powiedzieć, a on zastanawiał się nad nasyzm dziwnym zachowaniem. W sumie, nikt nie powiedział że życie jest proste… W końcu postanowiliśmy iść wszyscy spać. Ross na całe szczęście już powrócił do świata żywych. Ja szybko poszłam do łazienki, wykonałam calutką toaletę i poszłam do łóżka. Potem wszyscy po kolei się myli. Wreszcie z łazienki wyszedł Ross. Wyglądał tak słodko… Jego jeszcze wilgotne włosy po prysznicu, były powykręcane we wszystkie strony, on uśmiechał się tym swoim ślicznym i zniewalającym uśmiechem, czego chcieć więcej? Tylko tego, żeby się dowiedział o dziecku i żeby mnie nie zostawił… No nie ważne, tym zajmiemy się później. Ross, jak wcześniej wspominałam uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Po chwili już leżał koło mnie, a ja już nie wytrzymałam i się do niego bardzo mocno przytuliłam. On objął mnie czule i pocałował we włosy. O tak! Tego było mi trzeba.
- Kocham Cię Lau. – wyszeptał tuż przy moich ustach.
- Ja ciebie też i to bardzo. –odpowiedziałam, a on nie czekając długo wpił się w moje usta. Mmmm…. Tak mi ich brakowało… Mimo, że to tylko kilka godzin. Ja bez niego nie mogę żyć!
- Przepraszam Ross za moje dzisiejsze zachowanie i ja dobrze wiem, że ty byś chciał się wszystkiego się dowiedzieć i mi pomóc, ale… No właśnie ty nie masz jak mi pomóc. Obiecaj mi tylko jedno. Bądź przy mnie cały czas i nie zostawiaj mnie, a ja obiecuję ci że już za bardzo niedługo dowiesz się dlaczego tak dziwnie się zachowywaliśmy z RIkerem, ok? – zapytałam, kończąc swój jakże długi i wyczerpujący monolog.
- Dobrze, kochanie. Ufam ci. – i tyle słyszałam. Potem odeszłam do krainy Morfeusza.
~Następny dzień~
*Oczami Lau*
Dzisiaj wstałam, szczerze? Aż za późno… była 15.00, no cóż… wczoraj siedzieliśmy do 1.00 w nocy. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku. Myślałam… Nadchodzi kolejny dzień pełen emocji i kolejny dzień w który muszę okłamywać Rossa. Boże, dlaczego ja? No cóż, w sumie to moja wina, że mu nie powiedziałam NADAL… Dobra, jakość sobie poradzimy, obiecałam mu, że się niedługo dowie, a powiem mu jutro! Tak, to dobry pomysł. Dzisiaj jeszcze się psychicznie nastawię. Wstałam i poczułam ostrą woń naleśników. Mmmm… Jak się okazało nikogo nie było w autobusie, oprócz ktosia, który robił naleśniki. Podejrzewam Rossa. A żeby sprawdzić to trzeba wstać. Zanim jednak wstałam, zobaczyłam, że w moim iPhonie miga dioda, oznaczająca nową wiadomość. Szybko odblokowałam telefon i zobaczyłam wiadomość. Była ona od Delly.
Kochana! Chciałam cię poinformować, że macie z Rossem autobus do dyspozycji do koncertu, my poszliśmy całą rodzinką na zakupy. Miłej zabawy! ;*
PS Po koncercie, mam ci coś ważnego do przekazania. Może teraz zdradzę ci cząstkę tej tajemnicy… Mam chłopaka! To nie Ell :’( No nic, do zoba ;*
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Delly ma chłopaka! Szkoda tylko, że to nie Ell, ale ja nie mam prawa wtrącać się w jej życie, chociaż wiem, że mimo wszystko chciałaby być z Ellingtonem. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie Ross, który po odstawieniu naleśników na stoliczek, walnął się na łóżko tak, że aż podskoczyłam. Ja tam prawie na zawał zeszłam!
- Boże Ross! Nie strasz mnie tak! – powiedziałam strasznie szybko, ponieważ miałam troszkę utrudnione zadanie, bo zrobiło mi się strasznie duszno. Już chyba wiem dlaczego. Ciąża. Riker kiedyś czytał mi, że nie mogę się denerwować bo może to zaszkodzić dziecku, ani też że nie można mnie straszyć. Na całe szczęście już po 3 minutach ochłonęłam.
- Przepraszam słońce. – powiedział Ross z miną zbitego psiaka, ja się tylko zaśmiałam i cmoknęłam go w usta. Ale jak to mój wariat, przytrzymał mnie przy sobie i pogłębiał pocałunki. Chwilę potem posadził mnie sobie na kolanach tak, że siedziałam na nim okrakiem i dalej się całowaliśmy. Potem zupełnie zapomnieliśmy o bożym świecie i zaczęliśmy z siebie zdejmować nasze baaardzo skromne „ubranka”.  Najpierw Ross zdjął ze mnie bluzkę, a potem zaczął całować moje półnagie piersi, ja za to dobrałam się do jego kolegi. Musiałam jednak na chwilę przerwać, aby coś powiedzieć.
- Ross tylko dzisiaj…. Delikatnie, bo jestem troszkę obolała. – uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Wedle życzenia – uśmiechnął się do mnie i znowu zaczął całować. Potem to już chyba wiecie co było… Po naszym „baraszkowaniu”, zjedliśmy przygotowane przez Rossa naleśniki. Były pyszne! Po jakiś 2 godzinach leżenia, miziania się i oglądania telewizji, postanowiliśmy się ubrać, ale na szczęście na razie w jakieś wygodne ubrania, bo koncert dopiero za 4 godziny. 
 Ja ubrałam się w szarą bluzkę ze smerfem, niebieskie rurki, szare Conversy, a włosy związałam w luźnego koka malując się następnie tuszem, eyelinerem oraz malinową pomadką do ust.
W tej obcisłej bluzeczce minimalnie już było widać mój brzuszek, moje dziecko. Moje dziecko… Jak to pięknie brzmi. No cóż może akurat Ross nie zwróci na to uwagi… Nie ważne. Ross postawił na czarną bluzkę z Jackiem Danielsem, szare dresowe spodnie i białe Conversy.
 Wyglądał sexy.  Wstałam szybciutko z łóżka i podeszłam do niego, a on jakby czytając mi w myślach, przyciągnął mnie za kark do siebie całując. Oddawałam pocałunki z taką samą ochotą. Chwilę później, Ross naparł na mnie swoim ciałem, przywierając mnie do ściany. Nie wiem ile trwał nasz niby jeden pocałunek, ale bardzo długo, ponieważ jak skończyliśmy mocno dyszeliśmy, próbując złapać trochę powietrza. Kocham Rossa nad życie i muszę mu w końcu to powiedzieć.
- R-ross j-ja m-muszę c-ci c-coś p-p-powiedzieć – zaczęłam drżącym głosem.
- Co się stało słońce? -  spytał przejęty Ross.
- Wieeesz…. J-ja….. Rydel ma chłopaka! – stchórzyłam, stchórzyłam. Po prostu kurde stchórzyłam! Jaaaaaaaaaa….
- No i co w tym złego, że aż tak ci się trząsł głos? – spytał podejrzliwie. Kurde, trzeba ratować sytuację.
- No ma chłopaka, ale to nie Ell. – brnęłam dalej, nadal nie wiedział o co mi chodzi, no i dobrze! Chyba na początku słabo wierzył mi, że mówię o tym, ale ja wybrnę tym co teraz powiem i zabłysnę!
- No to nie jest Ell, ale Rydel ostatnio opowiadała mi, że któregoś dnia, jak wszyscy spaliśmy przyszedł do naszego autobusu  jej były – James i półgodzinnym namawianiu poszłą z nim na spacer. I… dzisiaj dostałam od niej smsa, że ma chłopaka. I j-ja się boję, że on znowu jej to zrobi.
- O cholera! – wrzasnął Ross, nerwowo przeczesując sobie włosy. – Muszę do niej zadzwonić. – powiedział szybko i zanim zdążyłam zareagować to on już dzwonił i miał telefon przy uchu. Po chwili usłyszałam rozmowę telefoniczną i głos wkurzonego Rossa z kuchni.
*Oczami Rossa*
Jezus! A jak jej się znowu coś stanie!?
*ROZMOWA TELEFONICZNA*
Ryd: Halo?
Ross: Rydel to ty?
Rydel: No tak, a coś się stało?
Ross: Oj tak bardzo dużo… Dobra mam dwa pytania.
Rydel: Wal śmiało.
Ross: Masz chłopaka?
Rydel: Yyyy…. N-no t-tak.
Ross: A kim on jest, jak się nazywa?
Rydel: N-no to jest……….. Ell!
Ross: Rydel nie kłam, wiem, że to nie jest Ell, ponieważ Lau pokazywała mi dzisiaj rano smsa od ciebie, gdzie pisałaś, że masz chłopaka, ale nie jest nim Ell.
Rydel: Dobra powiem ci pod warunkiem, że będziesz opanowany i nie będziesz się darł.
Ross: Ymm… okej.
Rydel: To jest… to jest James. James.
Ross: Czyś ty zgłupiała!? Jak po tym wszystkim co ci zrobił!? – w tym momencie jak ona zaczęła się tłumaczyć. Rzuciłem telefon na kanapę, a sam poszedłem na łóżko, usiadłem, oparłem łokcie na kolanach, a na rękach głowę. Byłem załamany, jak Delly mogła!?
*Oczami Lau*
Ross był strasznie zdenerwowany, nie wiedziałam jak go uspokoić. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Nagle Ross wyszedł na dwór, pobiegłam za nim. Zobaczyłam tam bardzo niecodzienny widok. Rossa, który siedział załamany na kamieniu, który prawie płacze, ale powstrzymuje się przed tym, przygryzając mocno wargę. Gdy mnie zobaczył, szybko wstał, a ja nie chcąc, żeby mi uciekł pobiegłam do niego i wskoczyłam na niego przytulając się. Wyglądaliśmy tak:
- Nie martw się, nic jej nie zrobi. – powiedziałam pocieszając go choć sama w to nei wierzyłam, ale czego się nie robi dla drugiej osoby.
- On na…… - tu już nie dokończył, bo nie chciałam tego słyszeć więć go po prostu pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek.

- Nie przejmuj się nią, żyj tym co jest teraz. Rydel na pewno wie co robi. To jest jej życie i nie masz prawa o nim decydować, nawet jeżeli ci się nie podoba. – wyszeptałam mu do ucha, następnie całując go w policzek.

2 komentarze: